Kaczyński, Skarżyński, 01.04.2017

 

Stanisław Skarżyński, OKO.press

Jarosław Kaczyński – Konrad Wallenrod polskiej prawicy

31 marca 2017

Od prawej: Lepper, Kaczyński i Giertych, 2007 r.

1 ZDJĘCIE

Od prawej: Lepper, Kaczyński i Giertych, 2007 r. (Fot. Sławomir Kamiński / AG)

Drogi (…), osobiście wątpię, aby – jak piszesz – połowa tego towarzystwa była opłacana w rublach. W przypadku księdza (…) albo (…) rzeczywiście samo się ciśnie na język pytanie, czy to wariat, czy agent, ale jednak żadne przesłanki nie wskazują na to, aby Rosja rzeczywiście w tym maczała palce. Cóż, kultura, wykształcenie, charaktery i wyobraźnia tych ludzi zostawiają, niestety, bardzo wiele do życzenia.
Opublikowane poniżej fragmenty trzech listów datowanych na 2005 rok stanowią część korespondencji z lat 2005-07, którą z zachowaniem środków bezpieczeństwa udostępnił, wraz z prawem do publikacji, polityk prawicy, blisko niegdyś współpracujący ze środowiskiem Porozumienia Centrum i Prawa i Sprawiedliwości.

W maju 2005 roku, po powstaniu „niezwykle rozczarowującej” koalicji PiS z Ligą Polskich Rodzin i Samoobroną, ów polityk napisał do Jarosława Kaczyńskiego list, w którym wyraził zaniepokojenie zbliżeniem PiS z wrogimi wobec zjednoczenia Europy partiami. „Przypomniałem mu, że różne rzeczy nas przed i po 1989 roku w Polsce różniły, ale z tymi, którzy się czerwonych nie brzydzili tak jak my, a nawet z czerwonymi co do jednego byliśmy niezwykle zgodni: nie ma alternatywy dla NATO i Unii Europejskiej. Sam pamiętam, jak pod koniec lat 90. powtarzałeś, że nawet cztery razy bardziej zdominowana przez Niemców Bruksela jest dla Polski szansą na wyrwanie się spod ruskiego parasola, bo wraz z sowietyzacją Rosja to nie tylko utrata suwerenności, ale po prostu katastrofa cywilizacyjna”.

Odpowiedź przyszła po trzech miesiącach, rozpoczynając fascynującą korespondencję, pokazującą nieznane wątki strategii prezesa PiS.

Wypada zastrzec, że listy pisane są na maszynie, być może po prostu dyktowane, ale na żadnym nie ma odręcznego podpisu. Ich autentyczność zatem nie może być potwierdzona inaczej niż przez autora, co wydaje się – szczególnie w świetle ich treści – dalece wątpliwe. Czytelnikom pozostaje wyrobić sobie własną opinię.

Podział na akapity, zaznaczone skróty dotyczące spraw prywatnych i nieistotnych wprowadziłem, redagując materiał. Usunąłem również – na prośbę informatora – prawie wszystkie nazwiska.

25 SIERPNIA

Szanowny (…)

Wybacz mi spóźnioną odpowiedź na Twój list. Możesz sobie wyobrazić, ile tu jest teraz pracy, jaki cyrk, jakie pandemonium (…)

Rozumiem, że martwi cię mnożenie się wokół nas teraz tych wszystkich postaci, które nazywasz „ruską menażerią”. Zapewniam Cię z całą powagą i całą stanowczością, że ich stosunek do Rosji nie stał się dla nas nagle możliwy do zaakceptowania. Tak jak piszesz, wciąż jedyną drogą do ułożenia relacji z niedźwiedziem widzę w zatrudnieniu do tego Brukseli i choćby nas ten wynik średnio urządzał, to i tak wyjdziemy na tym lepiej – bo że sami sobie z Rosją nie damy rady, to jest sprawa oczywista.

Osobiście wątpię jednak, aby – jak piszesz – połowa tego towarzystwa była opłacana w rublach. W przypadku księdza (…) albo (…) rzeczywiście samo się ciśnie na język pytanie, czy to wariat, czy agent, ale jednak – żadne przesłanki nie wskazują na to, aby Rosja rzeczywiście w tym maczała palce. W mojej ocenie ten ich brak poczucia, że zbliżanie się ku Rosji nie jest dla Polski dobre, w większości bierze się z tego, że endecy od Dmowskiego większe mają rusofilskie skłonności, niżby się potrafili do tego przyznać. Do tego kultura, wykształcenie, charaktery i wyobraźnia tych ludzi zostawiają, niestety, bardzo wiele do życzenia.

Powodem, dla którego dopuszczam tę „ruską menażerię” do swojego otoczenia, nie jest zgoda z ich agendą, ale najgłębsze moje przekonanie, że nie da się tego już dziś zatrzymać – a skoro tak, to trzeba z tym podjąć grę. Polska weszła na Zachód z nierozwiązanymi problemami nie tylko powiązanej z Rosją postkomuny, ale również bliskiej Rosji endecji i to będzie uwierać Polskę, wyciągać ją z tej Unii i z jednej strony, i z drugiej, bo od teraz można Europę oskarżać o wszystko.

Być może dało się jeszcze jedną albo i dwie kadencje trzymać to środowisko z dala od władzy. Tylko po co? To jest dziecięce zasłanianie oczu i przez to właśnie (…) zdobędzie na końcu władzę, skoro kiedy solidarnościowcy będą się politycznie zużywać – a będą, bo warunki społeczne i prawne nie służą dziś absolutnie odpowiedzialnemu sprawowaniu władzy – to zniechęceni ludzie pójdą za Samoobroną.

W moim przekonaniu politycznym błędem jest odcinanie się od tego, co nam się nie podoba, a mądrzej jest teraz chciwość, żądzę uznania tych środowisk wykorzystać, gdy to my mamy władzę.
(…)

Z ukłonami Jarosław

9 WRZEŚNIA

(…)
Oczywiście, cena może być poważna, ale to my ją ponosimy. Jeżeli się mylę – cóż, przegramy, będziemy musieli ponieść konsekwencje źle zainwestowanych środków. Jednak jeżeli mam rację i radykalizm rośnie w siłę, to nie mamy innego sposobu, by to powstrzymać, niż, że tak to ujmę, dziś wziąć ich pod swoje skrzydła, bo jutro może być na to za późno.
(…)

3 PAŹDZIERNIKA

(…)
Przyszłość, o którą pytasz, jest niezmiernie odległa, ale problem, jak długo i jakim kosztem można ciągnąć tę grę, jest oczywiście ważny. Część z nas ma go przed oczami właściwie codziennie, choć przyznaję ci rację, że niektórzy, często bliscy nam koledzy, zupełnie tej zmiany w naszej polityce nie dostrzegli. Przykro to obserwować, bo dużo, naprawdę dużo więcej się po nich spodziewałem. W nich rzeczywiście widać to, przed czym przestrzegasz, żeby nie dać się porwać temu, co chcemy zatrzymać. Pokusa jest oczywiście olbrzymia, bo z populizmem nie da się konkurować inaczej, niż obiecując po prostu więcej, a wtedy inflacja tych obietnic postępuje rzeczywiście w zastraszającym tempie.

Nie podzielam za to Twojej obawy, że może to zagrozić nam jako całości i zamienić nas w nich, bo przecież polityka współcześnie ma swoje ograniczenia – trzeba przestrzegać prawa, konstytucji, umów międzynarodowych, a w Unii dochodzą kolejne, przede wszystkim zakazujące pomocy publicznej dla przedsiębiorstw państwowych. Te reguły, których ani nacjonaliści, ani wściekli ludowcy nie zamierzają przestrzegać, oddzielają nas jednak, mimo tego obecnego sojuszu, dość wyraźnie.
(…)
Pytasz, co zrobię, jeśli mnie „wyborcy Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin kiedyś wybiorą na swojego jedynego trybuna ludu”. Odpowiem ci tak, że dzięki Mickiewiczowi to nie jest historia polskiej tradycji nieznana. „Teraz stanąłem u życzeń mych celu, mogę się zemścić na nieprzyjacielu” – tak jak w Konradzie Wallenrodzie, taka władza to jednak byłaby wielka szansa, żeby tę całą ruską menażerię zgromadzić pod jednym sztandarem i pod nim zawieść ku klęsce. Zadanie politycznie tragiczne, ale dla Polski – bezcenne.

Twój Jarek Wallenrod

***

Jarosław jako Wallenrod? Jak Wam się podoba?

wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.