Duda, Macierewicz, 20.04.2017

 

Wyciekł ważny list Dudy do Macierewicza. A w nim? Adnotacja „BARDZO PILNE” i kilka pytań

Tomasz Setta, 20.04.2017

Andrzej Duda i Antoni Macierewicz

Andrzej Duda i Antoni Macierewicz (Fot. Andrzej Hrechorowicz / KPRP)

Kolejne pismo od prezydenta do szefa MON Antoniego Macierewicza właśnie ujrzało światło dzienne. Andrzej Duda pytał w nim o konsekwencje związane z utworzeniem Wojsk Obrony Terytorialnej.

Dokument z adnotacją „Bardzo pilne” opublikowany na Twitterze przez serwis Dane Publiczne jest datowany na 24 marca tego roku. Prezydencki rzecznik Marek Magierowski potwierdził nam jego autentyczność.

O co zapytał prezydent? W pierwszych dwóch punktach - o zwolnienia żołnierzy zawodowych w 2016 i 2017 roku oraz o prognozę ich zwolnień w pierwszej połowie tego roku (wraz z podziałem na wszystkie korpusy osobowe).

W kolejnych Andrzej Duda pytał o liczbę dotychczasowych przeniesień żołnierzy zawodowych z jednostek operacyjnych do nowo tworzonych Wojsk Obrony Terytorialnej. W ostatnim punkcie prezydent zastanawiał się, jak powołanie WOT i związane z tym zmiany wpłyną na gotowość bojową i zdolność mobilizacyjną jednostek wojskowych. Zwrócił się przy tym o „pokazanie skali braków” żołnierzy zawodowych w tych jednostkach.

W liście zaznaczono, że prezydent poprosił o te dane w związku z coroczną odprawą kierowniczą kadry MON i Sił Zbrojnych RP, która odbyła się 12 kwietnia. Nie wiadomo na razie, czy otrzymał odpowiedź na czas, a jeśli ją otrzymał – jakie zawierała informacje.

Po kwietniowej naradzie prezydent spotkał się z mediami w towarzystwie szefa MON. Co wtedy powiedział? – Trzeba mieć taką odwagę cywilną, żeby rozumieć swoją rolę, a po drugie, żeby mówić prawdę. I ja tej prawdy oczekuję, choćby to była prawda najtrudniejsza – mówił Andrzej Duda. W ten sposób odniósł się do informacji o fali dymisji w polskiej armii.

Jasno tutaj określiłem, że oczekuję dobrej współpracy w tym zakresie pomiędzy dowódcami pomiędzy generałami, oficerami a ministrem obrony narodowej, mówię to jako zwierzchnik sił zbrojnych

- oświadczył kilka dni temu prezydent.

„Polityka epistolarna”

To kolejny list od prezydenta do szefa MON, który wyciekł do mediów. W poprzednim Andrzej Duda skarżył się, że nie otrzymał od Antoniego Macierewicza odpowiedzi na dotychczasowe pisma. Wśród adresatów „do wiadomości” znalazła się premier Beata Szydło.

W jeszcze innych pismach ujawnionych przez media prezydent domagał się też informacji na temat obsady ataszatów wojskowych w państwach sojuszniczych Polski oraz na temat tworzenia Dowództwa Wielonarodowej Dywizji w Elblągu.

gazeta.pl

Paweł Wroński

Dymisja Berczyńskiego, czyli paranoja jest goła

20 kwietnia 2017

15 września, konferencja podkomisji smoleńskiej. Na zdjęciu jej przewodniczący Wacław Berczyński i minister Antoni Macierewicz

1 ZDJĘCIE

15 września, konferencja podkomisji smoleńskiej. Na zdjęciu jej przewodniczący Wacław Berczyński i minister Antoni Macierewicz (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Jeśli okazałoby się, że Wacław Berczyński jest mitomanem, nie byłoby to problemem. Znacznie poważniejszą sprawą byłoby, gdyby miał wpływ na zakup śmigłowców dla polskiej armii od poważnego światowego koncernu.
Dr Wacław Berczyński, przewodniczący podkomisji badającej katastrofę smoleńską, podał się do dymisji. Ostatnio dał się poznać jako autor teorii o bombie termobarycznej, która rozerwała kadłub prezydenckiego tupolewa przed lotniskiem w Smoleńsku (choć nikt wybuchu nie widział, nie słyszał, nie zarejestrowały go przyrządy podkładowe, a załoga rozmawiała do samego końca, nie wiedząc, że samolot wybuchł). Jednak nie te dyrdymały były powodem rezygnacji.

W zeszłotygodniowym wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” Berczyński powiedział, że Antoni Macierewicz uczynił go pełnomocnikiem ds. zakupu caracali – francuskich śmigłowców, na które polski rząd miał podpisać kontrakt. A on te caracale „wykończył”.

MON wydał błyskawicznie ratunkowy komunikat, w którym stwierdził, że Berczyński nie miał żadnego wpływu na decyzje ws. śmigłowców.

Możemy przyjąć, że to prawda. Wtedy przewodniczący komisji badającej wypadek Tu-154 z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie okazałby się mitomanem. Nie byłoby to wielkim problemem. W 2013 r. przewodniczący Komitetu Naukowego Konferencji Smoleńskiej prof. Jacek Rońda stwierdził w TVP, że ma dokument, który stwierdza, że piloci tupolewa nie zeszli poniżej 100 m. Pół roku później z rozbrajającą szczerością przyznał w Telewizji Trwam, że takiego dokumentu nie ma, a w TVP „blefował”. Odszedł z komisji, nie zmniejszając w oczach ludu smoleńskiego jej wiarygodności.

Komisja smoleńska składa się bowiem z „osobliwych” naukowców, a jedynym autorytetem, który orzeka o naukowości jej argumentów, jest prezes PiS Jarosław Kaczyński. Nikt na świecie nie przejmuje się tym, co ustalili smoleńscy naukowcy.

Możemy też przyjąć odwrotną tezę – Wacław Berczyński mitomanem nie jest i faktycznie wpływał na odwołanie zakupu caracali. Wtedy sprawa jest poważniejsza. Wiele wskazuje na to, że Berczyński faktycznie miał dostęp do dokumentacji przetargowej. Co więcej, przez lata pracował dla amerykańskiego koncernu Boeing, którego trzy samoloty dla VIP-ów kupił MON, łamiąc przy tym procedury.

Jeśli prawdą jest, że na decyzje o zakupie śmigłowców dla armii miał wpływ zaprzyjaźniony z szefem MON emerytowany naukowiec snujący teorie o bombie termobarycznej, to Polska staje się państwem, w którym obowiązują standardy nawet nie republiki bananowej. Gorzej. Stajemy się republiką paranoiczną.

wyborcza.pl

Kolejny list PAD do szefa MON dowodzi kompletnej bezradności głowy państwa i zwierzchnika sił zbrojnych. Przykro na to patrzeć.

dane publiczne

Kolejny list Prezydenta do MON. Czy tworzenie wojsk obrony terytorialnej wpływa na osłabienie gotowości bojowej armii zawodowej?

CBA zastrasza sędziego Żurka

W zastraszaniu władze PiS są mistrzami, taki ich genotyp. Na rozkładówce znajduje się sądownictwo, więc uderzają w ludzi prawa, którzy bronią niezależności władzy sądzenia. Metody PiS są tak parciane, jak ich politycy.

Rzecznik i członek Krajowej Rady Sądownictwa sędzia Waldemar Żurek szczególnie leży PiS na wątrobie, bo nazywa rzeczy po imieniu, czyli bezprawie nazywa bezprawiem. A tego dopuszczają się organa rządzone przez PiS.

Kilka miesięcy temu Żurek dostał się w tryby machiny PiS z powodu oświadczeń majątkowych. Skonstruowane zostały w stosunku do niego jakieś podejrzenia z sufitu, które w istocie nie są warte zainteresowania publiki, ale można odpowiednio je obrobić w mediach kierowanych przez Jacka Kurskiego, przede wszystkim samego sędziego zastraszyć przez tajne służby, którymi zarządza Mariusz Kamiński, ten przed objęciem władzy przez PiS miał wyrok 3 lat bez zawiasów, lecz jeszcze nie był nieprawomocny. Ułaskawił go Duda, a Kamiński poszedł w ministry. W ten sposób Polska pisowska nabierała cech republiki bananowej

Ktoś konduity Kamińskiego stoi na czele służb. Kamiński zresztą działa tak. jak w latach 2005-2007, gdy ścigał Andrzeja Leppera, lecz wywrócił się na przysłowiowej skórce banana. Fajtnął, taki z niego Flap. Dzisiaj ma to wymiar „Ucha Prezesa”.

Sędzia Żurek wiedząc, że nim się interesują w ten parciano- bananowy sposób, kilka miesięcy temu napisał list do CBA, aby zapytać się o analizę jego oświadczeń majatkowych. Żadnej odpowiedzi nie otrzymał, bo służby czekały na skoordynowaną akcję.

W ubiegłym tygodniu PiS z całym impetem przystąpił do reformy sądownictwa (deformowania), więc muszą się dobrać do postaci szczególnych, jak do sędziego Żurka. Przedzwoniła do niego agentka CBA, która zaprosiła go do siebie, aby odpowiedzieć na pismo sprzed kilku miesięcy.

Taka pisowska jakość proceduralna. Po agentce CBA odezwała się telewizja – dawniej publiczna – która ma jakieś operacyjne informacje (fragment niejawnych oświadczeń majątkowych Żurka). Zwracam uwagę postepowanie i język PiS: czysty sowietyzm. Żurek wobec tego staje się nad wyraz ostrożny, przy wsparciu swego pełnomocnika prosi CBA o formalne wezwanie, na które wówczas się stawi.

Agentka jednak jest natarczywa, śle SMS-y, chce 5 minutowej rozmowy. Kicz pisowski, aż w szare komórki szczypie.

Wczoraj (w środę, 19 kwietnia) troje agentów CBA na siłę weszło do gabinetu  płk. Piotra Raczkowskiego, wiceprzewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. gdzie odbywało się spotkanie sędziów KRS, na którym był sędzia Zurek i na siłę – dosłownie – wcisnęli mu wezwanie. Obeszli wszelkie procedury.

Siedziba Krajowej Rady Sądwnoctwa jest strefą zamkniętą organu konstytucyjnego, więc naruszone zostało prawo, mir domowy. Sędzia Żurek musiał być wcześniej inwigilowany, bo skąd wiedzieli, gdzie go mogą znaleźć, a do tego znieważono pracowników, którzy bronili sędziowskiego BHP.

Po odebraniu władzy PiS będzie ogromnie wiele roboty, aby oczyścić stajnie Augiasza, które zostawią po sobie. PRL-owskie metody są obecnie reakrywowane przez takie nieudaczne postaci, jak Kamiński i jego – pożal się boże – agenci.

PO bierze się za Macierewicza

PO bierze się za Macierewicza

 20 kwietnia 2017

Szef PO Grzegorz Schetyna idzie za ciosem. Po niedawnym wotum nieufności dla rządu planuje wystąpić z podobną akcją w sprawie szefa MON Antoniego Macierewicza. W ocenie Schetyny, Macierewicz kompromituje MON i polski rząd. PO już raz wnioskowała o odwołanie Macierewicza w lipcu 2016 roku. Kolejny taki ruch – politycy Platformy zapowiedzieli w zeszłym tygodniu po spotkaniu partyjnej komisji PiS w sprawie Bartłomieja Misiewicza.

Prawdopodobnie impulsu, który zdecydował o pomyśle złożenia wotum nieufności, dostarczyła również decyzja szefa MON nakazująca żołnierzom Garnizonu Warszawa strzeżenie popiersia Lecha Kaczyńskiego, które przed siedzibą dowództwa Garnizonu zostało umieszczone 10 kwietnia w 7. rocznicę katastrofy smoleńskiej. W środę podczas obchodów święta Dowództwa Garnizonu Warszawa Macierewicz przypomniał o tym obowiązku. Schetyna zapytany w czwartek w Sejmie o opinię w tej sprawie, uznał decyzję za „dalszy symbol szaleństwa ze strony Macierewicza. Ale on już nie tylko kompromituje siebie, ale kompromituje rząd, Prezesa Rady Ministrów, która jest jego przełożoną, a także zwierzchnika Sił Zbrojnych, bo nikt na takie słowa nie reaguje. Nikt nie powiedział po raz kolejny, że wypowiada się w sposób absurdalny i kompromituje polski rząd i Ministerstwo Obrony Narodowej” – podkreślił szef PO.

Wiceszef PO Tomasz Siemoniak wśród zarzutów stawianych Macierewiczowi wymienia, oprócz sprawy Misiewicza, także „demolowanie armii”„kłamstwo z Mistralami w Sejmie” (chodzi o wypowiedź szefa MON nt. rzekomej sprzedaży Rosji przez Egipt francuskich okrętów Mistral), konflikt z powstańcami warszawskimi wokół apelu smoleńskiego, zahamowanie modernizacji oraz „niejasne kontakty z lobbystami”.

koduj24.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.