Duda, 18.04.2017

 

Przed przesłuchaniem Donalda Tuska: Śledztwo w sprawie współpracy z Rosją się sypie

Wojciech Czuchnowski, 18 kwietnia 2017

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk

1 ZDJĘCIE

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk (Pascal BASTIEN)

W środę b. premier Donald Tusk ma zostać przesłuchany w śledztwie przeciwko szefom Służby Kontrwywiadu Wojskowego z lat 2007-15. Niewykluczone, że prokuratura będzie chciała postawić mu zarzuty niedopełnienia obowiązków. Przypominamy, co wiemy o tej sprawie.
Prokuratura ściga byłych szefów SKW – generałów Janusza Noska i Piotra Pytla w sprawie podpisania umowy o współpracę z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Doniesienie o przestępstwie złożył na nich obecny szef SKW Piotr Bączek, jeden z najbliższych współpracowników Antoniego Macierewicza.

Umowa, chociaż podpisana, nigdy nie weszła w fazę realizacji, bo zaraz po jej parafowaniu (jesień 2013 r.) wybuchł konflikt na Ukrainie.

Śledztwo jest tajne, ale „Wyborcza” poznała jego szczegóły.

Przed przesłuchaniem Tuska: Śledztwo w kryzysie, prokurator pod presją

Według naszych źródeł w kręgach zbliżonych do postępowania, jest ono dzisiaj „w stanie poważnego kryzysu”, a prokurator „działa pod polityczną presją”.

Byłym szefom SKW zarzuty postawiono w grudniu 2016 r. Zdaniem prokuratury są winni „przekroczenia uprawnień funkcjonariusza publicznego wskutek podjęcia współpracy ze służbą obcego państwa bez zgody prezesa Rady Ministrów, wymaganej przez ustawę o SKW i SWW”.

- Materiały do zarzutów dostarczyła SKW. Była w nich umowa z FSB (Federalną Służba Bezpieczeństwa Rosji), ale nie było wymaganej prawem zgody ówczesnego premiera. Teraz jest problem, bo jak się okazuje, zgoda jest i nie wiadomo, jak z tego zrobić akt oskarżenia – twierdzi źródło „Wyborczej”.

Dęta, politycznie motywowana próba dopadnięcia Tuska – w 3×3 Tomasz Siemoniak o przesłuchaniu b. premiera

Na co zgodził się Tusk? 5 punktów porozumienia

Z relacji osób znających aktualny stan śledztwa wyłania się następujący obraz: rozmowy o porozumieniu pomiędzy SKW a FSB zaczęły się w listopadzie 2010 r. Bezpośrednio wynikały z konieczności ustalenia (tzw. notyfikowania) statusu naszych oficerów, którzy po katastrofie smoleńskiej przebywali w Moskwie. Wspierali m.in komisję rządową badającą katastrofę. Wcześniejszy powód: współpraca przy zagranicznych misjach NATO i ONZ.

Dla relacji Zachód – Federacja Rosyjska był to czas nawiązywania dobrych stosunków. W Lizbonie odbył się szczyt NATO-Rosja, po którym wojska brytyjskie zorganizowały w Rosji swoją bazę tranzytową. W połowie 2011 r. do SKW przyjechała 4-osobowa delegacja FSB z wiceszefem tej służby na czele. Pod koniec 2011 r. z rewizytą pojechał do Moskwy gen. Nosek.

Przed wyjazdem wystąpił do premiera Tuska o zgodę na podjęcie współpracy z Rosjanami. Tusk zgodę wydał.

Przez cały 2012 r. i część 2013 r. trwały konsultacje w zakresie warunków umowy. Były aż trzy wersje porozumienia. Ostatecznie podpisano je we wrześniu 2013 r. Ale nie wprowadzono w życie, bo jesienią zaczął się kryzys rosyjsko-ukraiński. Polska stanęła w nim po stronie Ukrainy. Stosunki z Rosja uległy zaostrzeniu.

Czego dotyczyło porozumienie? Miało regulować współpracę w pięciu obszarach:

  • Pomoc w ochronie dostaw żywności dla kontyngentu NATO w  Afganistanie. Dostarczały ją śmigłowcami firmy rosyjskie. Zadaniem służb kontrwywiadowczych było sprawdzanie, czy transporty są bezpieczne i czy np. nie służą do przemytu narkotyków.
  • Pomoc przy wycofywaniu kontenerów ze sprzętem dla wojska z Afganistanu drogą lądową przez Rosję (planowano wykorzystanie linii kolejowej z szerokimi torami biegnącej od Mazar-i-Szarif w Afganistanie do Sławkowa w Małopolsce).
  • Wsparcie polskich wojsk działających w ramach misji ONZ m.in. w Czadzie (transport lotniczy zapewniała tam zgodnie z ustaleniami Narodów Zjednoczonych armia rosyjska).
  • Wspólne działania przy zabezpieczaniu (głównie przed zagrożeniem terrorystycznym) małego ruchu granicznego w obwodzie kaliningradzkim.
  • Ustalenie zasad współpracy w ramach tzw. międzynarodowych reżimów kontrolnych, czyli wzajemnych wizytacji portów wojennych.

To wszystko było ustalane przed agresją Rosji na Ukrainę. – Gdy ta nastąpiła, porozumienie zostało zamrożone z uwagi na eskalację konfliktu i zmianę sytuacji geopolitycznej – tłumaczy jeden z naszych rozmówców.

„Uchybienie” Tuska

Teraz prokuratura ma problem, bo materiały śledztwa wskazują, że szefowie SKW jednak działali na podstawie zgody premiera. Utrzymanie się wobec nich zarzutów – zawarcia umowy poza wiedzą szefa rządu – jest więc dosyć wątpliwe. – Gdy prokurator stawiał zarzuty, uzasadnienie liczyło 1,5 strony. Teraz ma materiał na kilkadziesiąt stron, tylko niewiele dowodów winy – opisuje sytuację kolegi śledczego jeden z prokuratorów. Jak mówi, teraz oskarżenie będzie chciało dowieść, że już same kontakty z FSB przed uzyskaniem zgody były przestępstwem. Ale nie to jest najważniejsze. Zdaniem naszego rozmówcy politycy PiS kierujący wymiarem sprawiedliwości liczą, że „w śledztwie da się umoczyć Tuska”. Powód? Wyrażając zgodę, nie konsultował się z MON, czego wymaga ustawa o SKW (art. 9 pkt 2). Prokuratura przesłuchała już w tej sprawie Tomasza Siemoniaka, który w 2012 r. kierował resortem obrony. Podobno powiedział, że Tusk się z nim nie konsultował.

- Rzeczywiście premier nie zasięgnął mojej opinii w tej sprawie, ale prawdopodobnie nie miałbym zastrzeżeń. W ówczesnej sytuacji taka współpraca nie była niczym nagannym. to były normalne, oczywiste i konieczne relacje między służbami praktykowane w NATO – mówi „Wyborczej” Siemoniak. Brak konsultacji uważa za „drobne uchybienie” i przypomina, że opinia MON nie była dla premiera wiążąca.

B. szefowie SKW odmówili składania zeznań. Sprawę nazwali „politycznym odwetem” i „absurdem”.

Wezwanie Tuska na 10 marca 2017 r., tuż po jego ponownym wyborze na prezydenta Rady Europejskiej, zostało przez opozycję odebrane jako szykanowanie b. szefa rządu.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński zarzuca Tuskowi, że „jego nazwisko przewija się w wielu postępowaniach”. Mówi m.in. o aferze Amber Gold i sprzedaży akcji Ciechu.

wyborcza.pl

Grozi nam wyjście z UE? Tak uważa 31 proc. Polaków. Nowy sondaż

SONDAŻ
Agnieszka Kublik, 18 kwietnia 2017

Prezes PIS Jarosław Kaczyński

2 ZDJĘCIA

Prezes PIS Jarosław Kaczyński (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Czy rząd PiS może wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej? Co drugi Polak ocenia, że takiego ryzyka nie ma. Jednak 31 proc. uważa, że taka perspektywa jest realna – wynika z udostępnionych „Gazecie Wyborczej” wyników badania Kantar Public
„Realne ryzyko, że rząd PiS wyprowadzi Polskę z Unii Europejskiej”, istnieje według 31 proc. ankietowanych przez Kantar Public. Te obawy są równie mocne we wszystkich grupach społecznych – w zależności od wykształcenia odsetek osób wybierających taką odpowiedź waha się w granicach 30-33 proc.

Ponad połowa Polaków – 53 proc. – ocenia, że takie realne ryzyko nie istnieje – przy czym 34 proc. wybrało odpowiedź „zdecydowanie nie”. Tę odpowiedź najczęściej wybierali Polacy z wyższym wykształceniem (40 proc. wskazań „zdecydowanie nie” i 19 proc. „raczej nie”), a także ze średnich i dużych miast. Najbardziej zdezorientowani są w tej sprawie Polacy z wykształceniem podstawowym – aż 24 proc. z nich uznało, że nie zna odpowiedzi na to pytanie. Ryzyka wyjścia z UE nie widzi 45 proc. z nich, a obawia się tego 31 proc. respondentów.

Prezes PiS: Nie chcemy wyprowadzić Polski z UE

Sam prezes PiS Jarosław Kaczyński zaprzecza, by jego celem była Polska poza strukturami UE. Niedawno mówił wprost, że „oszustwem, manipulacją i nadużyciem jest sugerowanie, że jego partia chce wyprowadzać Polskę z Unii Europejskiej”. Inne nadzieje wyraża jednak część polityków Prawa i Sprawiedliwości.

Poseł Krystyna Pawłowicz w parlamentarnym zespole eurorealistycznym od roku analizuje „straty prawne, które Polska ponosi w związku z uczestnictwem w Unii”, oraz próbuje oszacować, „ile tracimy na członkostwie”. – Głosowaliście za UE, skrzywdziliście Polskę, siebie i dzieci – przekonywała wyborców w kampanii w 2015 r. Pawłowicz twierdzi, że ma już nawet gotowy wniosek do Trybunału, w którym dowodzi „niezgodności z konstytucją członkostwa Polski w UE”. Już w 2013 r. przyznała, że rozpad Unii wspiera modlitwą.

W podobnym duchu wypowiadają się członkowie rządu. O tym, że czas „drastycznie obniżyć poziom zaufania wobec Unii Europejskiej, czyli zacząć prowadzić politykę negatywną”, mówił też minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Po decyzji o pozostaniu przez Donalda Tuska na drugą kadencję na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej ogłosił, że ma ekspertyzy, zgodnie z którymi „przy wyborze doszło do fałszerstwa”. O stosunku PiS do Unii może też świadczyć decyzja szefa MON Antoniego Macierewicza o ograniczeniu udziału Polski w Eurokorpusie (to namiastka europejskich sił zbrojnych zintegrowana z NATO, należąca do sił szybkiego reagowania Sojuszu). Macierewicz zdecydował o rezygnacji z funkcji państwa ramowego i wycofywaniu z dowództwa w Strasburgu naszych oficerów.

Liczba chętnych do Polexitu rośnie

Większość Polaków jest przeciwko wychodzeniu z Unii. Gdy pytaliśmy o to w marcu tego roku, okazało się, że w ewentualnym referendum dotyczącym Polexitu 61 proc. powiedziałoby „nie”. 9 proc. byłoby za wyjściem, a 23 proc. w ogóle nie wzięłoby udziału w referendum na ten temat. Kto chciałby, aby Polska poszła w ślady Wielkiej Brytanii? Mężczyźni (dwa razy częściej niż kobiety), najmłodsi Polacy (18-24 lata), osoby z wykształceniem podstawowym. Ale nawet w tych grupach przeważają opinie za pozostaniem w UE.

Entuzjazm Polski wobec Unii zaczął jednak słabnąć. O stosunek Polaków do Unii pytaliśmy też w czerwcu 2016 r., tuż po referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.Wtedy za pozostaniem we Wspólnocie opowiedziało się 81 proc. badanych, za opuszczeniem było 13 proc., a 6 proc. nie miało zdania. I wówczas najwięcej zwolenników wyjścia było wśród najmłodszych (18-29 lat) – co czwarty badany.

Sondaż Kantar Public z 12 kwietnia 2017 r., próba ogólnopolska, reprezentatywna, telefoniczna, wspomagana komputerowo, 1000 dorosłych Polaków

Zobacz: Dlaczego Unia Europejska uwiera Jarosława Kaczyńskiego? W „Temacie dnia” odpowiada Krzysztof Bobiński

 

wyborcza.pl

Duda skarży się Szydło na Macierewicza. Wyciekł kolejny list prezydenta

Marcin Kozłowski, 18.04.2017

http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,21605032,video.html?embed=0&autoplay=1
Minister obrony narodowej nie reaguje na pisma Biura Bezpieczeństwa Narodowego – wynika z pisma prezydenta Andrzeja Dudy, które trafiło do sieci. W dokumencie prezydent domaga się od Antoniego Macierewicza pilnego zajęcia stanowiska. List do wiadomości dostała także premier.

O tym liście nie informowała ani Kancelaria Prezydenta, ani tym bardziej Ministerstwo Obrony Narodowej. Na profilu „Dane Publiczne” na Twitterze pojawiło się pismo z marca tego roku, podpisane przez prezydenta Andrzeja Dudę i skierowane do ministra Antoniego Macierewicza. Odbiorcą dokumentu jest także premier Beata Szydło.

Prezydent alarmuje w liście, że ministerstwo nie odpowiadało od grudnia 2015 r. do października 2016 r. na pisma Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Niektóre z pism miały „szczególne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa”. Nie wiadomo jednak, czego konkretnie miały dotyczyć. Co ważne, szef BBN odpowiada bezpośrednio przed prezydentem RP.

„Oczekuję od Pana Ministra pilnego stanowiska w przedmiotowych sprawach oraz przesłanie odpowiedzi na mój adres” – napisał Andrzej Duda.

Dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta Marek Magierowski potwierdził w rozmowie z Gazeta.pl autentyczność pisma, odmówił jednak komentarza i szczegółowych informacji. Sprawy nie komentuje także rzecznik BBN, który odsyła nas do prezydenckiego rzecznika.

Z rzeczniczką MON mjr Anną Pęzioł-Wójtowicz nie udało nam się skontaktować. Napisała jedynie SMS-a z informacją, że nie może rozmawiać, nie zareagowała na naszą prośbę o pilny kontakt.

Korespondencja prezydenta z ministrem

W marcu prezydent Andrzej Duda napisał do ministra obrony narodowej list, w którym m.in. wyrażał zaniepokojenie brakiem obsady ataszatów wojskowych w ważnych państwach sojuszniczych. „Oczekuję od Pana Ministra niezwłocznego podjęcia stosownych działań w celu rozwiązania tej sytuacji” – podkreślił prezydent. Andrzej Duda domagał się też informacji na temat stopnia zaawansowania prac nad utworzeniem Dowództwa Wielonarodowej Dywizji Północ-Wschód w Elblągu. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

W środę prezydent i minister wystąpili na wspólnym briefingu po dorocznej odprawie kierowniczej kadry MON i sił zbrojnych. Głównymi tematami były m.in. wdrożenie postanowień szczytu NATO w Warszawie, zmiany w systemie dowodzenia oraz pierwsze wnioski ze Strategicznego Przeglądu Obronnego. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

Zobacz także: Misiewicz przed specjalną komisją PiS

gazeta.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.