Macierewicz, 13.04.2017

 

Macierewicz uciekł ze Smoleńska? Do dziś nie widział wraku tupolewa

Wojciech Czuchnowski, Agnieszka Kublik, 13 kwietnia 2017

Antoni Macierewicz w drodze do Smoleńska - 10.04.2010

8 ZDJĘĆ

Antoni Macierewicz w drodze do Smoleńska – 10.04.2010 (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

„Macierewicz krzyczał, że ich wszystkich wymordują. W pociągu kazał zaciągnąć zasłony, by uniknąć strzałów snajperów” – opowiada dziennikarz Wiktor Bater, który był w Katyniu 10 kwietnia 2010 r.
Sprawa zachowania Antoniego Macierewicza po katastrofie smoleńskiej wraca co jakiś czas jako jeden z zarzutów pod adresem „głównego śledczego PiS”. Wróciła i teraz, kiedy podkomisja powołana przez Macierewicza w MON obwieściła, że na pokładzie tupolewa mogła eksplodować bomba termobaryczna.

W dniu katastrofy Macierewicz pojechał do Smoleńska specjalnym pociągiem, którym podróżowali dziennikarze, Rodziny Katyńskie i część polityków. Informacja, że samolot się rozbił, zastała go na cmentarzu w Katyniu, 28 km od Smoleńska. Nie pojechał tam, lecz szybko wrócił pociągiem do Polski.

Do dziś Macierewicz (podobnie jak członkowie jego komisji) nie był w Smoleńsku i nie widział na własne oczy wraku tupolewa.

Zobacz: Teoria podkomisji smoleńskiej

Klich: „Tchórzliwie uciekł”

Po raz pierwszy ucieczkę ze Smoleńska zarzucił Macierewiczowi ówczesny szef MON Bogdan Klich w styczniu 2011 r. – Nie było w dziejach państwa polskiego takiego fałszu, zaprzaństwa, współdziałania przeciwko własnemu narodowi – mówił w Sejmie Macierewicz o zachowaniu Klicha po katastrofie. Klich nie wytrzymał: – Trzeba zadać sobie pytanie, czy ma rację pan Macierewicz, czy rację ma rząd. Kto ma odwagę tak naprawdę. Czy pan premier z ministrami, który stanął twarzą w twarz tam, w Smoleńsku, na lotnisku Siewiernyj, w obliczu tej katastrofy, czy też pan Macierewicz, który tchórzliwie uciekł z Katynia?

W marcu tego roku, kiedy w Sejmie omawiano wypadek limuzyny szefa MON, poseł Nowoczesnej Jerzy Meysztowicz kpił: – Macierewicz ma we krwi to, że ulatnia się z miejsca wypadku. Tak zrobił w Smoleńsku, a ostatnio pod Toruniem.

Strach w oczach

W siódmą rocznicę katastrofy dziennikarz Wiktor Bater rozmawiał z portalem Wp.pl. – Wiem z relacji naszych dyplomatów, którzy opiekowali się polskimi politykami, że Antoni Macierewicz spanikowany krzyczał, iż Rosjanie ich wszystkich wymordują. Chciał natychmiast wracać do Polski. Delegacja zjadła jednak obiad i dopiero odjechała specjalnym pociągiem do Warszawy. Jedna z osób opowiadała mi później, że minister Macierewicz w pociągu kazał zablokować wszystkie drzwi, pozamykać okna i zaciągnąć zasłony, by uniknąć strzałów snajperów – mówił Bater.

O panice i ucieczce Macierewicza mówią też inni uczestnicy wyjazdu.

Henryk Tomecki z Federacji Rodzin Katyńskich na uroczystości też jechał pociągiem. Pamięta, że do oczekujących na prezydenta dochodziły strzępy informacji. Najpierw, że są problemy z lądowaniem i są ofiary. Potem, że ofiar jest wiele, ale ktoś przeżył. Wreszcie, że nikt nie przeżył. – Wszędzie słyszeliśmy, że COŚ się stało, ale nikt nie wiedział, co dokładnie – wspomina Tomecki. – Była silnie odczuwalna atmosfera strachu. Nastąpiło gwałtowne przyspieszenie, że musimy natychmiast wsiadać do pociągu i odjeżdżać, był taki nerwowy pośpiech, wszyscy ciągle nas poganiali. Politycy, w tym i Macierewicz, siedzieli w jednym zamkniętym wagonie. Nie mogliśmy tam wejść. Kolega opowiadał, że gdy tylko pojawiła się informacja, że coś stało się z samolotem prezydenta, Macierewicz natychmiast zniknął, uciekał ze strachem w oczach.

Na miejscu zostały wieńce. Nikt ich nie złożył.

Chciał pilnować państwa?

Inaczej przebieg tych wydarzeń relacjonują koledzy Macierewicza z PiS, którzy byli z nim w Katyniu. W zbiorze wywiadów Teresy Torańskiej „Smoleńsk” Jolanta Szczypińska opowiada, że to od Macierewicza dowiedziała się o śmierci osób z delegacji.

Jak mówiła, „polecenie natychmiastowej ewakuacji” wydały „nasze służby”, które były na cmentarzu. „Zapakowano nas wszystkich do autokarów, powiedziano nam, że mamy tylko pół godziny na jakiś obiad, bo pociąg odjeżdża. Ale nikomu się nie chciało jeść. To natychmiast wpakowano nas do pociągu” – opowiadała Szczypińska. Zaznaczyła, że zarówno ona, jak i Beata Kempa oraz Macierewicz „bardzo chcieli zostać”. Pojechali do Polski, bo powiedziano im, że mogą się nie zmieścić do samolotu, którym do Smoleńska leciał Jarosław Kaczyński ze swoimi współpracownikami. Szczypińska: – Rozmawialiśmy [przez telefon] z Joachimem Brudzińskim, Antoni Macierewicz kilka razy ich pytał, czy ma wrócić czy zostać. Chciał zostać. Otrzymał polecenie powrotu.

Inną wersję przyczyn powrotu Macierewicza przedstawił w rozmowie z TVN24.pl jeden z posłów PiS. Według jego relacji na pytanie, czy zostać na miejscu, Macierewicz miał odpowiedzieć: – Nie. Wracamy, musimy przypilnować państwa.

Takie polecenie miało przyjść „z Warszawy”. – Musimy jak najszybciej być w Polsce, bo nie wiadomo, czy do takiej samej Polski jeszcze wracamy – takie słowa Macierewicza przytacza w materiale TVN24.pl były poseł PiS Tadeusz Woźniak.

Po przyjeździe do Warszawy Macierewicz natychmiast pojechał do Pałacu Prezydenckiego. Najprawdopodobniej razem z urzędnikami Lecha Kaczyńskiego zabezpieczał dokumenty dotyczące weryfikacji WSI.

Tylko raz dziennikarzom udało się uzyskać od Macierewicza odpowiedź na pytanie, dlaczego nie pojechał na miejsce katastrofy. – Przez cały czas tego żałowałem, ale taka była konieczność – powiedział na konferencji prasowej w 2014 r. – Dlaczego? – dopytywała dziennikarka. – Bo taka była – uciął Macierewicz.

wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.