Kaczyński, 13.03.2017

 

Kowal dla 300 i RDC: Polski rząd powinien mieć kontakt z Le Pen, bo ona może wygrać wybory

14:14

Kowal dla 300 i RDC: Polski rząd powinien mieć kontakt z Le Pen, bo ona może wygrać wybory

– Polski rząd powinien mieć kontakt z Le Pen, bo ona może wygrać wybory. To niekoniecznie musi być dla nas korzystne, ale tak się może zdarzyć. Po drugie, Le Pen może sobie mówić co chce, a rząd nie musi tego potwierdzać ani chcieć. PiS nie jest partią antyeuropejską. Dziś mają duże problemy w polityce europejskiej, ich działania mogą się przysłużyć do obniżenia poparcia dla Unii w Polsce, ale to nie jest partia antyeuropejska – powiedział w audycji „Polityka w samo południe” Paweł Kowal.

13:17

Kaczyński: Moja rozmowa z min. Adamczykiem będzie dotyczyć programu Mieszkanie Plus

– Moja rozmowa z min. Adamczykiem – która dziś rzeczywiście będzie miała miejsce – dotyczy zupełnie innej sprawy [niż nieprawidłowości w PKP] , czyli Mieszkanie Plus i realizację tego programu. Tu jest pewna różnica zdań. Klucze do pierwszych mieszkań powinny być wręczone w jak najszybszym czasie – powiedział Jarosław Kaczyński.

13:11

Kaczyński: Nie mamy zamiaru wyprowadzać Polski z UE, nie mamy zamiaru być w UE na kolanach

– To jest temat bardzo poręczny do atakowania PiS i naszego rządu. Zdecydowana większość Polaków wypowiada się, by Polska była nadal w UE. Nie mamy zamiaru Polski z UE wyprowadzać, nie mamy zamiaru też być w UE na kolanach – powiedział Jarosław Kaczyński.

12:59

Kaczyński: Jestem zwolennikiem takich zmian, które sprawiłby, że UE stałaby się supermocarstwem

– Nie ma takiego scenariusza. Gdy decydowaliśmy o naszej postawie ws. referendum, to był podział w PiS. Na czele przeciwników Unii stał Marek Jurek. Oni zebrali na kongresie partii ok 30% głosów. Ale 70% miało inne zdania. Nasza partia bardzo energicznie się zaangażowała w to. Jesteśmy głęboko przekonani, że UE powinna być zreformowana. Ale to nasza koncepcja a nie Le Pen, która jak rozumiem uważa, że UE powinna zostać zlikwidowana. My w żadnym razie tego nie podzielamy. Linia partii i rządu jest jednoznaczna, UE musi być zachowana w całości – bez dwóch prędkości, z daleko idącymi zmianami, które umocnią pozycję państw narodowych. I jednocześnie, które wyklarują prawo unijne. Ja osobiście jestem zwolennikiem takich zmian, które sprawiłby, że UE stałaby się supermocarstwem –powiedział na konferencji prasowej w Warszawie Jarosław Kaczyński.

12:54

Kaczyński: Wybór Tuska z punktu widzenia prawa europejskiego jest wyborem ważnym

– Wybór [Tuska] nastąpił, z punktu widzenia prawa europejskiego jest wyborem ważnym. Łączenie tego wyboru z działaniami wymiaru sprawiedliwości nie ma żadnych podstaw, to są sugestie, które wynikają z negatywnych emocji – powiedział na konferencji prasowej prezes PiS Jarosław Kaczyński.

12:27

Kaczyński: Polska stanęła na czele tych, którzy nie chcą Europy dwóch prędkości 

Jak mówił Jarosław Kaczyński na briefingu:

„Spór o Donalda Tuska miał oczywiście i tego nie ukrywamy aspekt personalny, dotyczący Tuska od momentu, w którym do władzy doszło PiS. To było postępowanie, które całkowicie pomijało te reguły, które obowiązują w UE, a przynajmniej powinny obowiązywać i w związku z tym nie było żadnej możliwości, żebyśmy zaakceptowali tego rodzaju postawę. Ale była także w tle – i to zauważa część prasy zachodniej – nawet z odległych od Polski państw, jak Hiszpania, w tle był spór o Europę dwóch prędkości. Polska, stawiając twardy opór – jeszcze raz chciałem podziękować premier Szydło za jej determinację i odwagę – można powiedzieć stanęła na czele tych, którzy Europy dwóch prędkości nie chcą. Stała się państwem, które jest w stanie, ma odwagę przeciwstawić się tej fatalnej, rozbijającej UE i skierowanej przeciwko tej państwom tej części Europy koncepcji. To istota tego, co stało się ostatnio i warto, żeby o tym też w Polsce pisać, żeby ta sprawa stała się dla społeczeństwa jasna. Musimy dzisiaj zabiegać, bardzo zdecydowanie, walczyć o to, by taka koncepcja, która w istocie oznacza koniec UE w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, nie została zrealizowana. Można powiedzieć, że na ostatnim posiedzeniu rady padły w tej walce pierwsze strzały. Polska stanęła po właściwej stronie i to dla oceny tego wszystkiego, co zdarzyło się ostatnio, coś bardzo ważnego. Ten czarny czwartek UE był początkiem czegoś, co zadecyduje – być może – o przyszłości nie tylko Unii, ale Europy. I to istota tych wydarzeń, które dzisiaj są tak często w Polsce mylnie interpretowane. Jeśli chodzi o tę część mediów, które mylnie te wydarzenia interpretują, nawet z agresją czy satysfakcją z tego 27:1, chciałem przypomnieć słowa jednego z bardzo ważnych dzienników „Die Welt”: czy warto było dla przeciętnego przewodniczącego RE doprowadzać do tego rodzaju starcia”

12:18

Kaczyński: Sugestie, że chcemy wyprowadzać Polskę z UE, są oszustwem i manipulacją

– Już w czasie briefingu powiedziałem o wyprowadzanie Polski z UE krótko: bzdura. I powtarzam to. Wszelkiego rodzaju sugestie, że my chcemy sami czy z panią Le Pen – z którą mamy tyle samo wspólnego co z panem Putinem – wyprowadzać Polskę z UE są po prostu oszustwem, manipulacją i niczym więcej. Są nadużyciem i chciałem to bardzo wyraźnie powiedzieć. Każdy, kto się posługuje tego rodzaju stwierdzeniami, po prostu kłamie, manipuluje, wprowadza w błąd opinię publiczną. To zdjęcie, które jest na okładce „Newsweeka” to kolejny dowód, w którą stronę idzie tego rodzaju dziennikarstwo – mówił Jarosław Kaczyński na briefingu. Jak dodał:

„Natomiast chcę powiedzieć coś jeszcze innego. Dzisiaj staje problem bardzo poważny i realny. To problem tzn. Europy dwóch prędkości, czyli w gruncie rzeczy rozbijania UE i ze zdumieniem w sobotę w czasie konferencji w Jasionce – poświęconej zupełnie innym sprawom – słyszałem wystąpienie premiera Buzka, który mówił o Europie dwóch prędkości na takiej zasadzie, że to już właściwie rozstrzygnięte i zaakceptowane. Może bez entuzjazmu, ale zaakceptowane i ci, którzy w ten sposób sprawy stawiają, rzeczywiście mogą doprowadzić do jeszcze cięższego niż obecnie kryzysu UE i to jest niebezpieczne. A to przecież postawa Platformy”

300polityka.pl

Premier Szkocji chce referendum niepodległościowego jeszcze przed Brexitem

Maciej Czarnecki, 13 marca 2017

Premier Szkocji Nicola Sturgeon

1 ZDJĘCIE

Premier Szkocji Nicola Sturgeon (STEFAN WERMUTH / REUTERS / REUTERS)

Premier autonomicznego rządu Szkocji Nicola Sturgeon powiedziała w poniedziałek, że skoro Londyn nie bierze pod uwagę głosu Szkocji, jej mieszkańcy powinni mieć prawo wyboru, czy chcą pozostać w Zjednoczonym Królestwie.
Nicola Sturgeon zapowiedziała, że zgłosi wniosek do autonomicznego parlamentu Szkocji Holyrood o przegłosowanie w przyszłym tygodniu drugiego referendum niepodległościowego. Jej zdaniem plebiscyt powinien odbyć się między jesienią 2018 r. a wiosną 2019 r. – czyli jeszcze przed Brexitem, ale pod koniec negocjacji rozwodowych Londynu i Brukseli, gdy znane będą ich wyniki.

- Gdybym wykluczyła referendum, zdecydowałabym – zupełnie jednostronnie – że Szkocja podąży za Zjednoczonym Królestwem drogą ku „twardemu Brexitowi” w stylu „będzie, co ma być”, bez względu na szkody dla naszej gospodarki i społeczeństwa – powiedziała Sturgeon na konferencji prasowej.

W Holyrood większość mają zwolennicy niepodległości – Szkocka Partia Narodowa (SNP), której szefuje premier, oraz Zieloni.

Aby referendum było prawnie wiążące, musi jeszcze zaaprobować je rząd w Londynie. Z prawnego punktu widzenia może odmówić, politycznie – zważywszy na wagę, jaką Szkoci przywiązują do swej autonomii i dojrzałość brytyjskiej demokracji – będzie mu trudno.

Lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn zadeklarował w porannym wywiadzie dla BBC, że jeśli szkocki parlament przegłosuje referendum, Westminster nie powinien go blokować. Premier Theresa May powtarzała dotąd, że jest przeciwna nowemu plebiscytowi, ale retoryczny brak poparcia to jedno, a ewentualne twarde weto wobec decyzji szkockich posłów – drugie.

Londyn – jeśli w ogóle zgodzi się na referendum – będzie miał jednak sporo do powiedzenia, jeśli chodzi o szczegóły. Kiedy nastąpi: przed czy po Brexicie? Jakie będzie pytanie? Czy dodana zostanie trzecia opcja, np. pozostanie w Zjednoczonym Królestwie, ale na luźniejszych warunkach? To wszystko Londyn i Edynburg będą musiały ustalić w specjalnym porozumieniu, jak przed pierwszym głosowaniem.

Brexit wszystko zmienia

Pierwsze referendum niepodległościowe Szkocja przeprowadziła w 2014 r. 55 proc. głosujących opowiedziało się wówczas za pozostaniem w Zjednoczonym Królestwie. Tyle że, jak przekonywała Sturgeon, Brexit wszystko zmienia. Wszak koronnym argumentem przeciwników niepodległości Szkocji było to, że stawiałaby ona pod znakiem zapytania jej dalsze członkostwo w UE.

W zeszłorocznym referendum brexitowym Szkoci, w przeciwieństwie do Anglików i Walijczyków, zagłosowali za pozostaniem w Unii (62 proc. do 38 proc.). Po głosowaniu mieli nadzieję, że Zjednoczone Królestwo pozostanie chociaż w unijnym jednolitym rynku, ale premier Theresa May wykluczyła taką możliwość. Wobec tego Edynburg zaapelował o obietnicę utrzymania członkostwa w jednolitym rynku tylko dla Szkocji – też bez skutku. Ponadto zdaniem Sturgeon rząd May nie zagwarantował jeszcze Szkotom, że uprawnienia, które wrócą na Wyspy z Brukseli (np. w zakresie polityki rolnej czy rybołówstwa), uzyska Holyrood, a nie Westminster.

- Rząd w Londynie nie ustąpił nawet o cal. Wszystkie nasze wysiłki zmierzające do kompromisu spotkały się z murem nieprzejednania – powiedziała Sturgeon.

W październiku szkocki rząd opublikował projekt ustawy o drugim referendum niepodległościowym. Ośmiostronicowy dokument przewiduje podobne zasady jak w 2014 r. Wyborcy – w tym szesnasto- i siedemnastolatkowie oraz mieszkający w Szkocji imigranci z UE, w tym Polacy – mieliby odpowiedzieć na pytanie „Czy Szkocja powinna być niepodległym krajem?”. Wynik liczyłby się niezależnie od frekwencji.

Sondaże są niejednoznaczne. Badanie Ipsos Mori/STV daje minimalną przewagę niepodległościowcom (47 proc. do 46 proc., reszta to niezdecydowani). Według sondażu BMG dla „The Herald” górą są przeciwnicy niepodległości (44 proc. do 41 proc.). Na pytanie, czy należy zorganizować drugie referendum niepodległościowe przed Brexitem, 39 proc. odpowiada twierdząco, a 49 proc. zaprzecza (reszta nie ma zdania).

Parlament radzi nad Brexitem

Wiele wskazuje, że w najbliższych dniach – być może już we wtorek – rząd w Londynie uruchomi art. 50 traktatu o UE, oficjalnie powiadamiając Brukselę o zamierza wyjścia z UE. Od tego momentu rozpoczną się negocjacje rozwodowe – maksymalnie dwuletnie, chyba że pozostała 27-ka zgodzi się na ich przedłużenie.

Ostatnią przeszkodą dla rządu w Londynie jest uzyskanie zgody parlamentu. Wieczorem Izba Gmin będzie głosować nad dwoma poprawkami wprowadzonymi do niej przez lordów. Zapewne je odrzuci, bo konserwatyści premier Theresy May mają bezwzględną większość. Jeszcze tego samego dnia ustawa wróci do Izby Lordów. May liczy, że zaakceptują oni decyzję posłów i nie będą prowadzić obstrukcji. Wtedy formalności dopełni podpis królowej.

Wymóg uzyskania zgody parlamentu wynika z wyroku Sądu Najwyższego, który w styczniu orzekł, że Downing St. nie może rozpocząć procedury Brexitu samodzielnie. Doprowadził do niego pozew grupy obywateli na czele z urodzoną w Gujanie, lecz mieszkająca od dawna na Wyspach bizneswoman Giną Miller.

– To piękna rzecz w tym kraju: jeśli prawo jest po twojej stronie, zwykły obywatel może postawić się potężnym instytucjom i ludziom, i wygrać – powiedziała po werdykcie Miller.

Wspomniane poprawki lordów wzywają rząd do zagwarantowania praw obywateli z UE w Wielkiej Brytanii oraz do poddania pod głosowanie parlamentu ostatecznego wyniku negocjacji z resztą Europy. Rząd wielokrotnie deklarował, że uczyni to pierwsze, ale pozostałe kraje muszą jednocześnie zagwarantować prawa Brytyjczyków.

Jeśli chodzi o drugą kwestię, May obiecała już parlamentowi głosowanie na koniec negocjacji, ale z dwoma opcjami: albo akceptujecie ich wynik, albo wychodzimy z Unii bez żadnej umowy. Tymczasem lordowie chcieliby mieć „znaczący głos”. Czyli: jeśli nie ma umowy rozwodowej, to parlament decyduje, co dalej. W praktyce oznaczałoby to prawo zawetowania Brexitu, na co rząd, związany wynikiem czerwcowego referendum, nie może przystać.

wyborcza.pl

Jarosław Kaczyński: Nie będzie Polexitu, nie wyprowadzimy Polski z Unii.

Maciej Orłowski, 13 marca 2017

Konferencja prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego

4 ZDJĘCIA

Konferencja prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

- Wszelkiego rodzaju sugestie, że sami czy z panią Marine Le Pen, z którą mamy tyle wspólnego co z panem Putinem, chcemy wyprowadzać Polskę z UE, są oszustwem i manipulacją – powiedział dziś na konferencji prasowej prezes PiS Jarosław Kaczyński. Polexit określił jednym słowem: „Bzdura”.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński wystąpił dziś na konferencji prasowej, na której komentował ostatni szczyt Unii Europejskiej, który odbył się w ostatni czwartek w Brukseli. Europejscy przywódcy wybrali wówczas – po raz drugi – Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Za byłym premierem Polski głosowały wszystkie państwa Unii z wyjątkiem Polski, która do ostatniej chwili próbowała zablokować jego kandydaturę.

Po szczycie niektórzy publicyści i politycy opozycji zaczęli sugerować, że szczyt, na którym Polska poniosła dotkliwą porażkę, to początek wychodzenia naszego kraju z Unii Europejskiej. Dziś dziennik „Rzeczpospolita” opublikował z kolei artykuł, według którego liderka francuskiego Frontu Narodowego Marine Le Pen zaprasza m.in. Jarosława Kaczyńskiego do decentralizacji Unii Europejskiej, którą redakcja nazwała „demontażem”.

Kaczyński: Nie będzie Polexitu. To bzdura

Dziś Kaczyński zdecydowanie przeciął te spekulacje. - Już w czasie briefingu w Sejmie [tuż po reelekcji Donalda Tuska] odpowiedziałem na pytanie o wyprowadzanie Polski z UE krótko: bzdura. Wszelkiego rodzaju sugestie, że sami czy z panią Le Pen, z którą mamy tyle wspólnego co z panem Putinem, chcemy wyprowadzać Polskę z UE, są oszustwem, manipulacją i niczym więcej. Każdy, kto posługuje się tego typu twierdzeniami, kłamie, manipuluje i wprowadza w błąd opinię publiczną – zapewnił Kaczyński.

- Natomiast chciałem powiedzieć coś innego – dodał. – Dzisiaj pojawia się rzeczywiście bardzo realny i poważny problem. To problem tzw. Europy dwóch prędkości, czyli w gruncie rzeczy rozbijania UE – powiedział Kaczyński. I stwierdził: – Polska, stawiając twardy opór – jeszcze raz chciałem bardzo serdecznie podziękować premier Szydło za jej determinację i odwagę – stanęła na czele tych, którzy Europy dwóch prędkości nie chcą. Stała się państwem, które ma odwagę przeciwstawić się tej fatalnej, rozbijającej UE i skierowanej przeciwko tym państwom w tej części Europy koncepcji.

- To jest istota tego, co stało się ostatnio, i warto, żeby o tym też w Polsce pisać, żeby ta sprawa stała się dla społeczeństwa jasna. Musimy dzisiaj walczyć o to, żeby taka koncepcja, która w istocie oznacza koniec UE w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, nie została zrealizowana. Na ostatnim posiedzeniu Rady padły w tej walce pierwsze strzały. Polska stanęła po właściwej stronie. Ten czarny czwartek UE był początkiem czegoś, co zadecyduje być może o przyszłości nie tylko UE, ale i Europy – ocenił Kaczyński.

wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.