Komisja Europejska, 01.03.2017

 

Frasyniuk: „Kaczyński musi nas tak wkur***, że go obalimy” [WYBORCZA NA ŻYWO]

Jacek Harłukowicz, 01 marca 2017

Władysław Frasyniuk w ramach 'Wyborczej na żywo'

13 ZDJĘĆ

Władysław Frasyniuk w ramach ‚Wyborczej na żywo’ (MIECZYSŁAW MICHALAK)

- Nie mam dziś wiary w żadną partię, nie mam wiary w KOD, w który bardzo wiele osobiście zainwestowałem. Chyba Jarosław Kaczyński musi nas tak wkur***, że go po prostu, jak tu siedzimy, obalimy – powiedział Władysław Frasyniuk podczas „Wyborczej na żywo” we Wrocławiu.
Jak ocenia nominację dla prof. Chybickiej? Opozycja we Wrocławiu miała wystawić wspólnego kandydata, by pokonać kandydata PiS. A już się kłóci, bo każdy chce wystawić własnego.

WF: Jak jest? Jest dobrze, ale do dupy. Czyli jak zwykle. Okazuje się, że politycy nie potrafią ze sobą rozmawiać. Kiedy słyszę, że politycy składają oferty w mediach, ale nie rozmawiają ze sobą, to wiem, że nic z tego nie będzie. Pani Chybicka to osoba, która cieszy się ogromnym szacunkiem, ratując te wszystkie dzieci. Ale czy ktokolwiek wie o niej coś więcej? Znacie państwo jakąkolwiek jej wypowiedź merytoryczną? Przecież ona jest w polityce od lat! Przecież to, jak ona miałaby rządzić Wrocławiem, układaliby faceci! Dlaczego ona tak daje sobą manipulować Schetynie?

Nie ma mnie ostatnio w mediach, bo żona prosiła: Władku, jeśli znowu masz iść do TVN i źle mówić o Petru i Kijowskim, to może lepiej nie idź. No to nie chodzę (śmiech). Nie mam dziś wiary w żadną partię, nie mam wiary w KOD, w który bardzo wiele osobiście zainwestowałem. Chyba Jarosław Kaczyński musi nas tak wkur***, że go po prostu, jak tu siedzimy, obalimy – rzekł o opozycji Frasyniuk.

- Politycy nie mają dziś jakichkolwiek wartości. Nie próbują nawet aspirować do wielkich rodzin politycznych. Unikają określeń – tak, jesteśmy liberałami, więc to zobowiązuje nas do tego i tego. Popatrzmy na takiego Ryszarda Czarneckiego (śmiech na sali) – przecież on w ogóle nie ma żadnych poglądów. Wsiadał już do tylu politycznych pociągów… Stoi pod każdą latarnią i krzyczy: „Bierz mnie! Nawet za darmo!” – mówił.

Kiedy w latach 90. rosła fala kombatancka – każdy wtedy cierpiał katusze od systemu, wielu było bohaterów – ja wpisałem się w nurt antykombatanctwa. Bo przyjąłem zasadę, że demokracja daje wszystkim drugą szansę i nie ma sensu myśleć, kto co robił przed 1989 r. To był błąd, bo nie wykształciliśmy w sobie poczucia zwycięstwa „Solidarności”. Nie nakręciliśmy żadnego wielkiego filmu opowiadającego naszą piękną historię. Dlatego nie mamy dziś prawdziwych bohaterów. Nie wiemy, czym jest patriotyzm. Za patriotów robią ci wszyscy biegający w koszulkach „żołnierzy wyklętych”. Ale syn Ryszarda Czarneckiego, o którym mówił on, że pracuje w zbrojeniówce, bo – jak tłumaczył tata – jest patriotą – dodał.

Dlaczego wzbrania się pan przed liderowaniem opozycji?

- Ja nie nadaję się na lidera. Nie ogarniam do końca Facebooka. Surfuję po nim anonimowo, ale mam odrzut od niego. On dramatycznie zabiera nam czas i wytwarza fałszywe mniemanie bohaterstwa. Wystarczy napisać Jaruzelski taki i owaki, i już jest wielki.

Spójrzmy na to, co się stało z KOD-em. Sam mówiłem Kijowskiemu: „Chłopie, daj spokój z Facebookiem, nie można manifestacji zwoływać zbyt często. One powinny być rzadziej, ale powinny być wielkie. Ja mam ogromny szacunek do tych ludzi, którzy na nie przychodzą, ale proszę zwrócić uwagę, że ta forma protestu się zużyła. Kaczyński się tym w ogóle przestał przejmować. I moim zdaniem to między innymi wina Facebooka, bo protestujemy głównie na nim.

13 ZDJĘĆ

MIECZYSŁAW MICHALAK

Zwróćcie uwagę, jak wielkie demonstracje zbierały się w obronie Trybunału Konstytucyjnego. A gdy dogorywał, na ulice wychodziło po kilkadziesiąt osób. A to powinny być manifestacje najliczniejsze. Ale się przejadły.

Opozycję musi dziś organizować nowe pokolenie. Jest w Ameryce takie przysłowie: „Młode ręce, stare głowy”. Ja jako 26-latek wiedziałem, jak się zachować w latach 80., bo miałem obok siebie ludzi takich jak Olek Labuda. Bez nich nie poradziłbym sobie – ani w kryminale, ani na ulicy. I dziś jestem gotowy do wspierania, doradzania, ale kierować musi tym ktoś młodszy.

Czy może ma pan jednak jakieś optymistyczne spostrzeżenia?

Basia Labuda mówiła 20 lat temu: „Jest dobrze, tylko że do dupy”. Dobrze, bo się wciąż spotykamy. Ale źle, bo widzimy, co dzieje się w Polsce, widzimy naszych liderów. Dziś liderem jest każdy z nas, kto nie godzi się na to, co dzieje się w kraju. Sprzeciwia się temu „dupolizostwu” płynącemu z telewizji. Ale problem w tym, że trzeba działać.

O rodzącym się faszyzmie:

Patrzyłem ostatnio na marsz w Hajnówce. Słowo honoru, że gdyby Hajnówka była gdzieś bliżej, np. jak Oleśnica, to wziąłbym chłopaków z sal treningowych i pojechalibyśmy pogonić tych faszystów. Przecież to, co oni robią, to wstęp do faszyzmu! W tym kraju zawsze szanowało się mniejszości narodowe, jesteśmy państwem kresowym. Jak więc możemy pozwalać, by młodzi ludzie wychodzili na ulice z faszystowskimi symbolami i szli przez miasto pełne rodzin ofiar. Jak to możliwe jest w państwie, w którym zginęło 6 mln ludzi!?

Na pytanie pani, czy to nie przypadkiem wina Kościoła, który na to przyzwala, Frasyniuk odpowiedział: - To nasza wspólna wina, bo zmarginalizowaliśmy ten problem. Pamiętam, jak na wrocławskim Rynku podczas demonstracji z okazji wypuszczenia Nelsona Mandeli zaatakowali nas po raz pierwszy łysi. Ale uznaliśmy wtedy, że to margines, machnęliśmy ręką.

13 ZDJĘĆ

MIECZYSŁAW MICHALAK

To był błąd, bo takich postaw nie można lekceważyć. Zabrakło nam wszystkim refleksu. Mi też, kiedy jeszcze byłem w polityce. Reagujmy. Nie agresją, ale musimy dostrzegać tego typu zachowania. Dziś wszyscy widzimy, jak władza PiS napędza tych wszystkich kiboli czy członków NOP-u. My tych ludzi sobie odpuściliśmy, zapomnieliśmy, że są tacy, którzy sobie nie radzą, może urodzili się w złych rodzinach, nie odnieśli sukcesu. Trzeba było z nimi rozmawiać, próbować podać rękę. Kaczyński podał. My o nich zapomnieliśmy. To też był błąd.

Kościół? On jest jeszcze bardziej zagubiony niż nasze społeczeństwo! Po 1989 r. Kościół wciąż nie może znaleźć dla siebie miejsca, nie bardzo wie, czym ma się zająć. Zachowuje się po prostu głupio.

We Wrocławiu mieliśmy zawsze dobre relacje z Kościołem. Ale przypominam, że 1982 r. do takich jak ja Kościół apelował, żebyśmy się ujawniali. W opozycję zaangażowana była mniejszość Kościoła, nie większość. Kardynał Gulbinowicz, który nam pomagał, był sam! I jeszcze papież!

Największym fenomenem w historii tego kraju, jaki mamy, to „Solidarność”. Ale nie potrafimy tego doceniać, nie potrafimy doceniać własnej historii. Szukamy „żołnierzy wyklętych”, zamiast pamiętać o bohaterach stanu wojennego i roku ’89. To jakaś masakra. Nie pamiętają o nich politycy, nie pamiętają zwykli ludzie. Kiedy rozmawiam z ludźmi z mojego pokolenia i mówię im, że siedziałem wtedy cztery lata, to dziwią się: Ile? Cztery lata? Jak to? Przecież ja wtedy żyłem? Nie ma w nas pamięci o bliskiej historii, świadomości ofiary i zwycięstwa, jakie odnieśliśmy.

Pytanie z sali: Prosiłbym liderów pierwszej „Solidarności”, żeby wytłumaczyli ludziom, że to nie jest ten sam związek, co przed 1989 r. Że niby ten Duda nie ma nic wspólnego z waszą walką. Ostatnio mieliśmy sytuację z donosem na nauczycielki, które ubrały się na czarno w dniu „czarnego protestu”. I kto na nie doniósł? „Solidarność”!

Frasyniuk: Oczywiście, że to inna „Solidarność” niż za z moich czasów. Tamta nie była związkiem zawodowym, a ruchem obywatelskim. Przez lata byłem w sporze z Lechem Wałęsą o to, kiedy powinniśmy zwinąć sztandary. I dziś uważam, że nie powinniśmy im zabraniać działać. Każdy ma do tego prawo, nawet jeśli się z nim nie zgadzam i z tym, do jakie, tradycji nawiązują sztandary.

Czytałem ostatnio biografię Marii Skłodowskiej-Curie i zapamiętałem piękny cytat, że rewolucja nie dokonuje się na ulicach i w fabrykach, ale w szkołach i na uczelniach. I tu mam trochę pretensji do siebie i mojej własnej partii, że zaniedbaliśmy młodzież i jej kształtowanie.

Z sali: Dlaczego nie po drodze jest panu z „żołnierzami wyklętymi”? Mówił pan o tym, że nie szanujemy swojej historii, że nie udało się obronić Wałęsy. Dlaczego więc dziś sam neguje pan polską historię?

WF: Źle mnie pan zrozumiał. Ja nie mogę znieść tylko tego całego pijaru wokół nich. Tych głupków, którzy odziani w koszulki z żołnierzami krzyczą do mnie: „Frasyniuk, ty Żydzie”!. Ale doceniam żołnierzy niezłomnych, bo szanuję każdego, kto walczył z systemem opresyjnym.

Z sali: W przeciwieństwie do niektórych wolałbym pana widzieć na barykadzie, a nie w telewizji. Jest wiele osób, które pokładają w panu nadzieję. Nie jest pan za stary. Jak nie pan, to kto? (oklaski).

WF: Mam pewne doświadczenie polityczne. Pamiętam, jak w latach 80. wszyscy mówili: „Nasz Władek i nasz Władek”, wszyscy za mną byli! Nie nabrałem się na to. Jeśli uważacie, że Frasyniuk musi stanąć na barykadzie, to musicie uważać, że jest bardzo źle.

Z sali: Bo jest!

WF: Mam takie wrażenie, że nie ma jeszcze takiego poczucia, że Kaczyński nam coś zabrał. Szczególnie w młodym pokoleniu. My, pamiętający stary system, wiemy, co mamy do stracenia. Oni nie. Oni powiedzą, że „siara”, Trybunał? Sądy? A co to nas obchodzi?

O klasie politycznej:

W 1980 r., kiedy moi koledzy układali postulaty, to jednym z najważniejszych był taki, by nie chęć szczera, a kompetencje decydowały o awansach. Minęło od tego czasu blisko 40 lat i co? Kogo mamy w Sejmie? W rządzie? Jacy to są fachowcy?

Głos z sali: Kiedy skończy się ten nierząd? Mamy czekać na wybory?

WF: Nie! Kończymy spotkanie, wsiadamy w auta, w tramwaje i jedziemy rozmawiać z rodziną, z sąsiadami, wszystkimi dookoła.

Z sali: A może podjąłby się pan roli mediatora między partiami opozycji, zorganizował coś w stylu okrągłego stołu opozycji?

Jakiś czas temu wykonałem telefony do wszystkich liderów opozycji. Przekonywałem, że mamy taką sytuację, w której trzeba się dogadywać, spotykać się, rozmawiać. Proponowałem mediacje, Wałęsa proponował. Nie chcieli. Miałem kiedyś złe relacje z Grzegorzem Schetyną, ale ostatnio mówiłem o nim tylko dobrze i to było szczere. Liczyłem na niego z racji jego doświadczenia. Doradzałem, że protest w Sejmie należy zakończyć przed świętami. I co się stało? Każdy grał swoje! Platforma w swoje, Nowoczesna w swoje. I kto na tym skorzystał? Kaczyński.

To nie chodzi o to, by słyszalny był mój głos. Wasz głos musi być słyszalny. Możemy nie lubić Kaczyńskiego. Ale on ma pewną myśl, pewną opowieść o Polsce, spójną narrację. Opozycja musi znaleźć na to odpowiedź, porozumieć się co do własnej narracji, która będzie odpowiedzią na pomysł Kaczyńskiego. Na razie tego nie widzę. Dlatego boję się, że zbliżające się wybory samorządowe możemy przegrać. Pewnie nie we Wrocławiu, bo tu PiS nie wygra, ale w wielu miejscach może do tego dojść. I przegramy samorządy, które są dziś ostatnią ostoją demokracji.

Ale co robić, kiedy sami samorządowcy się nie jednoczą? Ze wściekłością oglądałem prezydent Łodzi, która w odpowiedzi na atak PiS-u za sprawę niespłaconego kredytu zareagowała płaczem. A powinno się stanąć i powiedzieć: „Kurwa, co to jest?! Kredyt spłacony, sprawa przedawniona, a wy grzebiecie w moich prywatnych sprawach? Czerwony się do tego nie posuwał! Chamy!”.

frasyniuk

wyborcza.pl

 

BALCEROWICZ: PIS WPROWADZIŁ NOWĄ PRĘDKOŚĆ – „PRĘDKOŚĆ WSTECZ”


http://polityczek.pl/index.php/youtube/3296-balcerowicz-pis-wprowadzil-nowa-predkosc-predkosc-wstecz

Adam Szostkiewicz
1 marca 2017
Juncker przedstawił „białą księgę” rozwoju UE. W którą stronę pójdzie Europa?
Quo vadis, Europo?
„Biała księga” zawiera pięć scenariuszy opisujących przyszłość Unii Europejskiej. Niestety nie wszystkie są korzystne dla Polski.

Szef Komisji Europejskiej Jean Claude Juncker przedstawił w Parlamencie Europejskim „białą księgę” na temat przyszłości Unii Europejskiej do roku 2025. Dokument opracowany przez pracowników i współpracowników Komisji zawiera pięć ,,ścieżek’’ do jedności, wraz z wyliczeniem ich plusów i minusów. Komisja nie rekomenduje żadnego ze scenariuszy.

„Biała księga” ma być tematem szczytu UE 25 marca, w okrągłą 60. rocznicę podpisania Traktatów Rzymskich, inicjujących proces powojennej, demokratycznej integracji Europy Zachodniej, z którego państwa bloku radzieckiego były wyłączone. Dyskusja nad dokumentem ma się toczyć do szczytu EU w grudniu, czyli już po wyborach prezydenckich we Francji i parlamentarnych w Niemczech.

„Biała księga” wychodzi z założenia, że Unia Europejska nie rozpadnie się pod wpływem Brexitu i fali nacjonalistycznego populizmu antyeuropejskiego przetaczającego się przez Zachód. Wiary w to mogą unijnej Brukseli dodawać fakty: gospodarka rośnie, populiści przegrali wybory prezydenckie w Austrii, sondaże we Francji i Niemczech pokazują, że przegrają i w tych dwu najważniejszych państwach UE.

Wyjście Brytanii z UE będzie problemem, ale raczej dla Zjednoczonego Królestwa niż samej Wspólnoty. Jest też plus (z punktu widzenia zwolenników Unii): od 2019 r. (prawdopodobna data formalnego opuszczenia UE przez UK) Bruksela nie będzie musiała tracić czasu i energii na ciągłe przekonywanie brytyjskich eurosceptyków, że warto być w Unii.

Jakie scenariusze rozwoju UE zakłada „biała księga”

Taki jest kontekst prac nad dokumentem: Unia powoli i ostrożnie nabiera optymizmu i wiary we własną przyszłość. Ten ton odnajdujemy w „białej księdze”. Proponowane pod rozwagę państwom członkowskim scenariusze można streścić tak:

1. Kontynuacja obecnego modelu działania i współpracy.
2. Koncentracja na wspólnym rynku.
3. Zapraszamy wszystkich do współpracy nad konkretnymi projektami, ale nieobowiązkowo.
4. Koncentrujemy się na kilku dziedzinach, ale działamy wydajniej.
5. W globalnym świecie przyszłość ma tylko głęboka integracja.

Guru od Unii sugerują, że najbardziej prawdopodobna jest ścieżka 3., a najbardziej ambitna („federalistyczna’’) ścieżka 5. Jeśli Unia poszłaby ścieżką 3, to dla Polski byłoby niedobrze.

Ta opcja jest de facto Unią „kilku prędkości’’, z akcentem na strefę euro i kołem ratunkowym rzuconym państwom spoza tej strefy. Byłoby nim pozostawienie przed nimi otwartej furtki do udziału w różnych przedsięwzięciach na zasadzie ,,koalicji chętnych’’. Ale Polska pod rządami PiS może być nimi niezainteresowana, co by nas skazało na marginalizację.

Trzeba jasno powiedzieć, że Unia bez Polski jest możliwa, ale Polska poza Unią lub na jej obrzeżu, to ścieżka donikąd.

 

polityka.pl

Pani sędzia Przyłębska oszczędnie gospodaruje prawdą – prof. Andrzej Rzepliński w „Temacie dnia” o tym, co dzieje się w TK

Andrzej Rzepliński, Dorota Wysocka-Schnepf, Zdjęcia: Adam Rosołowski, Montaż: Katarzyna Dworak, 01.03.2017

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21439852,video.html?embed=0&autoplay=1

Nowy sędzia Trybunału Konstytucyjnego Grzegorz Jędrejek został wybrany w procedurze, która obraża godność urzędu sędziego – mówi w ‚Temacie dnia’ były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński. I dodaje, że sędzia Julia Przyłębska oszczędnie gospodaruje prawdą, mówiąc, że sytuacja w Trybunale jest pod kontrolą. To, co dzieje się w TK prof. Rzepliński określa jednym słowem: chaos.

prof-andrzej

wyborcza.pl

Europa w pięciu smakach. Jak będzie wyglądała UE w najbliższych latach

Tomasz Bielecki, Bruksela, Bartosz T. Wieliński, 01 marca 2017

Szef KE Jean-Claude Juncker i przewodniczący PE Antonio Tajani

1 ZDJĘCIE

Szef KE Jean-Claude Juncker i przewodniczący PE Antonio Tajani (Geert Vanden Wijngaert (AP Photo/Geert Vanden Wijngaert))

UE bez granic, którą przemierzają elektryczne samochody podłączone do internetu, albo Europa zredukowana do strefy wolnego handlu. Tak przyszłość widzi Komisja Europejska.
Motyw elektrycznych samochodów przewija się w opublikowanej dzisiaj przez Komisję Europejską „białej księdze” nie bez powodu. Samochody napędzane prądem, które nie będą potrzebować kierowców, bo sterowanie przejmie komputer, to powszechnie zrozumiały symbol najbliższej przyszłości. Testy samochodów już trwają, choć media najwięcej uwagi poświęcają ich wypadkom. W zeszłym roku w USA w zderzeniu autonomicznego samochodu Tesla z traktorem zginął człowiek. Technologia samochodów nie jest w pełni doskonała, ale Komisja uważa, że do 2025 r. te problemy zostaną rozwiązane. Pojawią się inne. Jak przejechać takim samochodem z państwa do państwa, skoro w różnych krajach ruch autonomicznych samochodów mogą regulować oddzielne, zupełnie rozbieżne przepisy, a na pograniczu może zrywać się zasięg internetu. Dziś to mrzonki, ale elektryczne, autonomiczne samochody zmienią nasze życie. Zmienią tez Unię. Dlatego twórcy „białej księgi” poświęcili im tyle uwagi.To dokument, który zawiera pięć scenariuszy przyszłości Unii, już po rozwodzie z Wielką Brytanią. Dyskusja nad nimi, w zamyśle Jean-Claude’a Junckera, przewodniczącego Komisji Europejskie,j miałyby się zacząć już 25 marca na jubileuszowym szczycie w Rzymie. Ostateczne decyzje powinny zapaść na szczycie UE w grudniu, a zatem po wyborach we Francji oraz w Niemczech.

Zobacz: W poszukiwaniu tajemniczego prawnika

Nie ruszać traktatów

– Gdy obchodzimy 60. rocznicę traktatów rzymskich [m.in. powołały EWG, z której wyrosła Unia] nadchodzi czas, by zjednoczona Europa 27 krajów sformułowała wizję swej przyszłości. Nadszedł czas na okazanie przywództwa, jedności i wspólnych rozwiązań – apelował Juncker w Parlamencie Europejskim.

Konsultacje w sprawie „białej księgi” Juncker przeprowadził z niektórymi unijnymi przywódcami, z nowych krajów UE brał w nich udział tylko premier Słowenii Miro Cerar. Słowenia bowiem jako jedyna  przedstawiła pewne konkretne propozycje reform (co do rozwoju regionalnego w UE). Reszta, w tym Grupa Wyszehradzka, operowała jedynie ogólnikami.

O zmianie unijnych traktatów – wspominali o tym Jarosław Kaczyński i inni politycy PiS - w scenariuszach „białej księgi” nie ma ani słowa. Jest za to mowa wręcz o federalistycznym zacieśnieniu współpracy we wszystkich albo tylko w niektórych dziedzinach unijnej polityki.

Taką wymowę ma scenariusz czwarty, z którego wynika, że do 2025 r. UE przyspieszyłaby integrację w dziedzinach, w których najłatwiej osiągnąć widoczne postępy. Postawiłaby na rozwój najnowocześniejszych technologii (m.in. odejdzie od węgla), przejęłaby kontrolę granic zewnętrznych i będzie koordynować walkę z terroryzmem. Wypełniania unijnych norm będzie pilnować Bruksela, która będzie surowo karać odstępców. Europejska agenda będzie decydować o przyznawaniu częstotliwości dla telefonii komórkowej. Wysokość pensji i podatków będzie zależała jednak od kraju, w którym się mieszka.

Scenariusz piąty zakłada pełnowymiarową integrację. Unia miałaby mówić jednym głosem i być reprezentowana w międzynarodowych organizacjach jako całość. Ma być też militarną siłą współpracującą z NATO. Źródłem postępu technologicznego byłaby europejska Dolina Krzemowa. Państwa członkowskie miałyby koordynować ze sobą politykę fiskalną, nad stabilnością euro czuwałby Europejski Fundusz Walutowy, a przemysł unijny bujnie się rozwiał.

Tyle że zwykły obywatel może pogubić się w gąszczach unijnej biurokracji. Gdyby chciał zaprotestować przeciwko budowie elektrowni wiatrowych w okolicy, w której mieszka, nie za bardzo wiedziałby, do jakiej unijnej agendy się zwrócić.

Smog, hakerzy i uchodźcy

Problem w tym, że w obecnej Europie nie ma żadnych szans na takie pogłębienie integracji. Choć i elektryczne auta są na razie rzadkością…

Autorzy „białej księgi” stąpają twardo po ziemi. Pierwszy przedstawiony przez nich scenariusz zakłada, że nic się nie zmienia. UE mozolnie zwiększa swój wzrost gospodarczy, walczy z bezrobociem, powoli wpycha się na globalną scenę. Granic zewnętrznych pilnuje unijna straż graniczna. Obywatele UE dzięki unijnemu wsparciu korzystają z czystej energii i oszczędzają prąd. Płacą mniejsze rachunki. Ale nad Unią wisi groźba stagnacji i kolejnych awantur, takich jak ta o przyjmowanie uchodźców z jesieni 2015 r., która doprowadziła do głębokich podziałów.

Drugi scenariusz to ograniczenie się w Unii wyłącznie do kwestii rynku wewnętrznego. Tak przyszłość Unii widzi obecny polski rząd. Autorzy białej księgi piszą, że w sytuacji, gdy przywódcy UE nie będą w stanie się dogadać co do zbieżnych celów, wspólny rynek będzie jedynym sensem istnienia wspólnoty. Unijne standardy ekologiczne czy konsumenckie nie będą przestrzegane, na granice wrócą kontrole, swobodny przepływ osób i towarów stanie pod znakiem zapytania. Tak jak jakakolwiek współpraca w polityce obronnej. Dla Europejczyków taki scenariusz oznaczałby więcej smogu (bo nie byłoby odgórnych norm dotyczących ochrony powietrza), ataków hakerskich (bo Europa jako całość nie występowałaby przeciwko Rosji) i imigrantów z Afryki (Europa zwinęłaby pomoc dla tego kontynentu, co pogorszyłoby sytuację humanitarną).

Jądro w Eurolandzie

Autorzy „białej księgi” – również z myślą o Polsce oraz Węgrzech – przypominają, że do sprawnego działania wspólnego rynku trzeba zdrowej praworządności. Biznes nie może bowiem wątpić w niezależność sądów we wszystkich krajach Unii, w których działa.

Jednak najbliższy Brukseli, a także Berlinowi, Paryżowi i Rzymowi jest wariant trzeci – „kto chce robić więcej, ten robi więcej”, czyli Europa wielu prędkości. Komisja Europejska, która zamierza do grudnia przedstawić szczegółowe propozycje reform m.in. co do budżetu UE, polityki obronnej, praw socjalnych, nie ukrywa w zakulisowych rozmowach, że będzie ciążyć ku temu właśnie wariantowi.

– Ale decyzja należy do krajów Unii. Koniec uchylania się od odpowiedzialności kosztem Komisji Europejskiej. Niech decydują – słyszymy w Brukseli.

Według takiego scenariusza w 2025 r. kraje pierwszej prędkości zacieśniłyby współpracę wywiadów, policji i wymiaru sprawiedliwości. Unijne agendy walczyłyby z hakerami, mafiami i terrorystami, praniem brudnych pieniędzy, przemytem broni i narkotyków. Część krajów upodobniłaby podatki i świadczenia socjalne. Autonomiczne samochody w jądrze Europy byłyby codziennością, tak jak drony używane przez wojsko, policję. Mechanizmy działania takiej UE byłyby jednak nieprzejrzyste.

Rozwój oparty na różnych prędkościach zapewne jeszcze mocniej wyodrębniłby strefę euro, czyli już istniejący twardy trzon albo „pierwszą prędkość” Unii. Zacieśnianie integracji w węższych grupach może – jak przypomina Komisja Europejska – dotyczyć m.in. obronności, co zdaniem Brukseli ma być kuszące dla Polski. Jednak to Euroland wydaje się oczywistym kandydatem do integracyjnego przyspieszenia – od odrębnego budżetu przez współpracę podatkową po upodabnianie standardów socjalnych. Szczegółowa analiza reform Eurolandu zostanie ogłoszona jesienią.

Niewykluczone, że ostateczne decyzje 27 krajów Unii (bez Brytyjczyków) co do jej rozwoju w najbliższej dekadzie nie dadzą się precyzyjnie wcisnąć w żaden z wariantów Junckera, bo będą ich mieszanką. Ale stopniowe pogłębianie rozwarstwienia Unii na różne „prędkości” jest teraz bardzo prawdopodobne. A to grozi postępującą polityczną marginalizacją krajów spoza Eurolandu. Zwłaszcza jeśli braku euro nie potrafią – jak obecnie Polska – choćby częściowo zrównoważyć zręczną polityką i dobrą reputacją w Europie.

jaka-bedzie

wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.