Szydło, 10.03.2017

 

Bartosz T. Wieliński

Beata Szydło po wyborze Tuska: To Unia przegrała, nie my

10 marca 2017

3 ZDJĘCIA

Geert Vanden Wijngaert (AP Photo/Geert Vanden Wijngaert)

Według polskiej premier po wyborze Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej wielu przywódców UE czuło niesmak. A Polska nie dała się kupić politykom UE.
Praktycznie cała dzisiejsza konferencja Beaty Szydło służyła temu, by pokazać, że choć Donald Tusk wbrew protestom PiS będzie przewodniczącym Rady Europejskiej przez kolejne 30 miesięcy, to pani premier wcale nie wraca do Polski na tarczy. Za pokonanego Szydło nie uważa też ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego. Jego dymisję premier od razu wykluczyła.

Co więcej, z jej słów wynika, że rząd trzyma UE w szachu, bo według Szydło niepodpisanie przez Polskę konkluzji ze szczytu oznacza, że konkluzji ze szczytu nie przyjęto w ogóle. Tusk wcześniej przekonywał wprawdzie dziennikarzy, że polski sprzeciw nie unieważnia postanowień szczytu, bo konkluzje przedstawiła maltańska prezydencja. Szydło atakowała jednak unijne instytucje za szukanie wykrętów i łamanie traktatu. – To wszystko pokazuje problemy tej instytucji – przekonywała polska premier.

Zobacz też: Sromotna klęska PiS-u. Jak Tusk został wybrany szefem RE

Szydło zaklina rzeczywistość

Jej zdaniem przywódcy UE po wczorajszej awanturze o Tuska „mają poczucie, że coś jest nie tak”, „że złamano zasady”, że „pogłębiono podziały”. Szydło upiera się, że Polska miała prawo kontestować kandydaturę Tuska i przedstawić kontrkandydata w postaci Jacka Saryusz-Wolskiego, a inne państwa, nie dopuszczając do tego, naruszyły zasady. Szczyciła się tym, że Polska nie dała się kupić.

To reakcja na słowa prezydenta Francji François Hollande’a, który na szczycie miał przypomnieć odmawiającej podpisania konkluzji Szydło, że Polska korzysta z funduszy europejskich. – Jeśli miałabym się ugiąć przed szantażem prezydenta, który ma 4 proc. poparcia i za chwilę nie będzie prezydentem… Widocznie są politycy, którzy uważają, że wszystko można kupić. A tak nie jest – komentowała Szydło, dodając, że grożenie Polsce tworzy „fatalną perspektywę dla UE”. Dodała, że „nie może być tak, że Polska musiałaby okazywać wdzięczność za to, że jest w UE”. – Wywalczyliśmy to sobie, mamy najlepsze osiągnięcia, korzystamy z tych samych przywilejów – dodawała, oskarżając przywódców UE o pogłębianie kryzysu.

Za swój sukces premier uważa to, że po wczorajszych wydarzeniach UE uznała, że trzeba doprecyzować procedury wyboru na najważniejsze stanowiska UE. – Refleksja pojawia się późno, ale mam satysfakcję. Trzeba coś z tym zrobić – mówiła premier. Jej zdaniem do zasad trzeba wpisać to, że nikogo nie można wybrać bez zgody jego kraju pochodzenia (tak jak to było w przypadku Tuska). Nie wiadomo, czy tak się faktycznie stanie.

Europrogram Kaczyńskiego

To właśnie problemy Unii Europejskiej i jej niezbędne reformy, które ujawniła Polska, były kluczem przekazu na konferencji Szydło. Pojawiła się też data nowego starcia  rządu PiS z Unią Europejską. Będzie to zapewne szczyt UE w Rzymie, który odbędzie się pod koniec marca. Państwa Unii mają na nim przyjąć specjalną deklarację z okazji 60-lecia podpisania traktatów rzymskich, które powołały do życia EWG, protoplastkę dzisiejszej UE. Szydło domagała się, by ten dokument pokazywał przyszłość Unii, a wpływ na jego kształt mieli wszyscy jej członkowie. A przy okazji wyznaczyła granice, których Polska w dyskusji o przyszłości Unii nie przekroczy.

Szydło nie zgadza się na Europę dwóch prędkości lansowaną m.in. przez kanclerz Angelę Merkel i prezydenta Francji François Hollande’a, którzy wraz z przywódcami Hiszpanii i Włoch spotkali się w poniedziałek w Wersalu. Ich zdaniem tylko przyspieszenie integracji europejskiej w gronie chętnych krajów – czyli w ramach pierwszej prędkości – może uratować Europę.

Dla Szydło wiele prędkości oznacza tworzenie elitarnych klubów w łonie UE i jej podziały. – Nigdy się na to nie zgodzimy, UE musi mówić o jedności – zapowiadała. To zmiana stanowiska polskiej premier, bo jeszcze miesiąc temu na zamkniętym spotkaniu z niemieckimi dziennikarzami mówiła, że nie ma nic przeciwko temu, o ile tworzenie unijnych prędkości nie zagrozi wspólnemu rynkowi.

Drugim polskim postulatem jest wzmocnienie roli rządów i parlamentów narodowych w stosunku do instytucji UE. Szydło twierdzi, że tylko w ten sposób zwiększy się w UE kontrolę demokratyczną. To postulat, który od dłuższego czasu zgłasza prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jego wcielenie w życie oznaczałoby dla UE duży krok w tył i osłabienie organizacji.

Szybkie ochłodzenie na linii Warszawa-Budapeszt?

Gdy Szydło opowiadała w Brukseli o sukcesach polskiej delegacji na unijnym szczycie, w Polsce radio RMF FM poinformowało, że swoją wizytę w Budapeszcie odwołał wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak. Miał wziąć udział w obchodach Święta Narodowego Węgier (15 marca, w rocznicę wybuchu powstania z 1848 r.), ale „ważne i nagłe zajęcia” – jak według RMF wynika z listu polskiej ambasady do organizatorów – mu to uniemożliwią. Ciekawe, czy to naprawdę zmartwi premiera Viktora Orbana, który poparł wczoraj Tuska, tłumacząc: – Próbowaliśmy znaleźć sposób, by pogodzić stanowiska, ale bez skutku.

Jaki skutek odniosą teraz jakiekolwiek próby Warszawy, by zdyscyplinować nielojalnego Węgra?

***

Czy rząd PiS chce nas odłączyć od Unii Europejskiej?

wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.