Kaczyński – Merkel, 08.02.2017

 

Rafał Zakrzewski

Pomysły Kaczyńskiego na (nie)bezpieczeństwo

08 lutego 2017

Ćwiczenia 12 Brygady Zmechanizowanej

1 ZDJĘCIE

Ćwiczenia 12 Brygady Zmechanizowanej (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Jak poseł Kaczyński zaczyna opowiadać o naszym bezpieczeństwie to ciarki zaczynają chodzić mi po plecach. Swymi myślami podzielił się dziś w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”.
„O bezpieczeństwie decyduje nie tylko wojsko, ale i cywile, administracja. Sprawne państwo jest w stanie uruchamiać działania proobronne, ale także mobilizować obywateli do angażowania się w budowanie bezpieczeństwa własnego kraju. Myślę choćby o działaniach w sferze kultury – wspieranie postaw patriotycznych, kreowanie odpowiednich wzorów zachowań. To wszystko tworzy potencjał obronny państwa.”

Jednym słowem poseł Kaczyński zarządził powszechną mobilizację. Chce też dorzucić parę naszych złotych na obronność – do 3 proc. PKB. To mnie już prawdziwie przeraziło. Bo po pierwsze – nie wiadomo, komu zabierze pieniądze na ten cel i po drugie – co jeszcze bardziej niebezpieczne – odda tę kasę w ręce ministra Macierewicza, a ten jak wiadomo ma same osiągnięcia w podnoszeniu naszej obronności. Pamiętamy jak wysadził w powietrze kontrakt z Francją na Caracale i obiecał szybko inne (nie wiadomo jakie) helikoptery. Jakoś do dziś nie latają nad polskim niebem.

Dodatkowo pozbył się hurtowo generałów i pułkowników – wśród nich wybitnych fachowców od uzbrojenia armii. Kto więc będzie wydawał obiecane przez posła Kaczyńskiego pieniądze? Może Misiewicz, jak wróci z urlopu.

Kaczyński chce też zwiększenia „możliwości obronnych obywateli”. Czyżby chodziło o wzmocnienie „prywatnej armii” szefa MON, którą tworzy – czyli Wojska Obrony Terytorialnej. Jednostek, które – jak sądzi wielu komentatorów – mogą posłużyć do wewnętrznej wojny z niechętnymi pisowskiej władzy obywatelami.

No i zostaje jeszcze jeden front – front obrony kultury. Pierwsza potyczka już się toczy.  To próba zniszczenia  świetnego Muzeum II wojny światowej – bo jest za mało patriotyczne. To budowanie kultu „żołnierzy wyklętych”,  i modelu patriotyzmu, w którym dla obcego nie ma miejsca.

Posłowi Kaczyńskiemu marzy się też ochronny parasol atomowy – „powinniśmy działać na rzecz włączenia Polski w amerykański system obrony atomowej”. Nie bardzo wiadomo, co to znaczy, ale jakby się udało, można by spróbować zamknąć inne fronty np. ten kulturalny. Z pożytkiem dla kultury.

Poseł Kaczyński odkąd PiS przejął całą władzę w Polsce bez przerwy wzywa do mobilizacji. Robi to na miesięcznicach smoleńskich wskazując na rosnące zagrożenie dla dobrej zmiany – czyhają na nią: a to elity, a to KOD, a to zdradziecka opozycja. O tych lękach mówi też w wywiadach:„Nie wykluczam, że podczas uchwalania nowego prawa [reforma wymiaru sprawiedliwości] może dojść do wydarzeń gwałtownych. Zapowiedział je Grzegorz Schetyna.”

Nie wiem, co wtedy będzie bardziej skuteczne: parasol atomowy, czy jednostki Macierewicza. Raczej to drugie.

wyborcza.pl

ŚRODA, 8 LUTEGO 2017, 15:24

Krasnodębski o zmianach w UE: Strona niemiecka zasygnalizowała, że może się zgodzić na wzmocnienie propozycji padających z polskiej strony

Jak mówi Zdzisław Krasnodębski w rozmowie z portalem wPolityce.pl o kulisach rozmów Jarosława Kaczyńskiego z kanclerz Merkel: Strona niemiecka zasygnalizowała, że może się zgodzić na wzmocnienie propozycji padających z polskiej strony, czyli na wzmocnienie w UE roli państw narodowych. Jest jednak różnica co do sposobu, w jaki można to zrobić. Stanowisko prezesa Kaczyńskiego jest takie, że należy dokonać dużych zmian traktatowych. Zdaje sobie sprawę, że to jest trudne, ale uważa, że takie zmiany są nieodzowne.

300polityka.pl

KOLEJNA KOMPROMITACJA!

Rezydent Belwederu z szyderczą miną stwierdził, że skrytykował Angelę Merkel za to, że politycy europejscy pozwalają sobie na atakowanie Donalda Trumpa.

Jest tym zdumiony.

Twierdzi, że jeszcze nie wiemy, jaka będzie polityka zagraniczna Trumpa.

Podejrzewam, że był bądź na nartach, bądź na Nowogrodzkiej, nie można tez wykluczyć polerowania kolanami posadzek w kościołach i bazylikach i dlatego przeoczył to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych.

UE wymaga według niego demokratyzacji, nie może być restrykcyjna.

I to mówi człowiek, który podeptał i zbrukał konstytucję własnego kraju.

A teraz „wisienka na torcie” -

Rezydent twierdzi, ze kontrkandydatem Angeli Merkel w wyborach na urząd kanclerski jest Frank-Walter Steinmeier!

Panie niedouczony Rezydencie – chodzi o Martina Schulza – proszę przestać nas kompromitować!

Beata Neudeck

c4jv1lpw8ae-nlx

ŚRODA, 8 LUTEGO 2017, 10:29

Legutko: Latem doszło już do długiego spotkania Kaczyńskiego z Merkel pod Berlinem

Jak mówił Ryszard Legutko w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim w Radiu Wnet:

„Mogę powiedzieć, że odbyło się takie spotkanie kilka miesięcy temu w lecie w Niemczech, pod Berlinem, w wąskim gronie, pani kanclerz z prezesem, gdzie podobne sprawy były rozważane. Prezes był gościem pani kanclerz i to było dłuższe spotkanie, gdzie bardziej szczegółowe kwestie były omawiane. Ponieważ nie było komunikatu i ani prezes szczegółów nie podaje ani pani kanclerz, więc też nie będę mówił. To było bardzo ciekawe, długie spotkanie w dobrej atmosferze. Podobnie jak wczorajsze”

300polityka.pl

Waldemar Mystkowski

Kaczyńskiego niet dla Tuska

Wizyta Angeli Merkel mogła być istotnie powstaniem z kolan przez PiS. Tak się jednak nie stało. Partia Kaczyńskiego, jak i prezes – leżą. Nie jest to wcale pocieszające dla nas wszystkich Polaków, nawet dla przeciwników PiS.

Kanclerz Niemiec jest nieformalnym przywódcą świata zachodniego, po abdykacji USA, które wybrały sobie Donalda Trumpa na prezydenta. Merkel nie zawodzi, o czym można było się przekonać na konferencji prasowej, którą wspólnie odbyła z Beatą Szydło. Premier rządu polskiego usłyszała, czym jest demokracja, co znaczą wolne media, czym była „Solidarność” (w tym wypadku Lech Wałęsa).

Cel wizyty kanclerz Merkel jest oczywisty, szukanie partnerów do ściślejszej integracji Unii Europejskiej, aby znaleźć względną przeciwwagę dla Rosji w Europie, a  w świecie zastąpić izolujących się Jankesów. Prawdopodobnie Niemcy stawiają na Donalda Tuska, na jego druga kadencję szefowania Rady Europejskiej.

Merkel od Szydło dowiedziała się, że rząd PiS nie poprze Tuska, choć premier rządu polskiego powiedziała, że się zastanawiają. Ale to Jarosław Kaczyński wydał w tej kwestii werdykt – niet. Dobrze czytacie. Rosyjskie zaprzeczenie oddaje kierunek polityki PiS – polityki wewnętrznej i zagranicznej.

Wizyta Merkel była pod tym wzgledem porażką. O rozmowach polityków PiS z kancelerz Niemiec w zawłaszczonym przez PiS radiu, w audycji „Sygnały Dnia”, mówił Ryszard Legutko. Europosel PiS rezonował kompleksami Kaczyńskiego, widocznie w tej partii prezes zaraża wszystkich. Istotnie Tusk nie dostanie poparcia PiS, bo jego winą jest jakoby katastrofa smoleńska i afera Amber Gold. Możliwe, że w czasie wyborów na szefa Rady Europejskiej Tusk usłyszy zarzuty sfomułowane przez usłużnych PiS prokuratorów. Wina Tuska w kwestii katastrofy smoleńskiej jest formułowana obecnie poprzez nierozdzielenie wizyt jego i Lecha Kaczyńskiego. Wynika z tego – logika jest nieubłagana – że Tusk powinien lecieć do Rosji 10 kwietnia wraz z Lechem Kaczyńskim. Legutko nie mówi, gdzie leżałby Tusk? Na Wawelu pogodzony z Lechem K.?

Szanuję Legutkę jako filozofa, ale nie nadaje się do polityki. Jarosław Kaczyński zaś nie jest filozofem, a politykę uprawia taką, jak mówi w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”. Gdybyście nie wiedzieli, jaką funkcję pełni w Unii Europejskiej prezes PiS, spieszę wyjaśnić, że też nie wiem, ale musi pełnić, bo oto zapowiedział Ukraińcom, że nie wejdą do Unii Europejskiej z Banderą jako ich bohaterem.

Kaczyński powiedział: niet. Tak samo, jak mówi Putin i jak mówił Janukowycz. Podejrzewam, że Kaczyński może jednak kandydować w Unii Europejskiej, na stanowisko „przyjaciel Putina”, acz może mieć konkurencję w osobie Marine le Pen i Viktora Orbana. Nie wiem, czy pocieszeniem dla prezesa jest, iż Polska też nie weszłaby do Unii Eiropejskiej, gdyby rządy sprawowała jego partia.

Kaczyński ma jeszcze inne przymioty, o czym stale i wciąż się przekonujemy. Mianowicie wróży, a to znaczy, iż szykuje kolejny zamach na standardy demokratyczne. Prezes PiS w wywiadze wróży drugi pucz. Czy Grzegorz Schetyna będzie tak samo ustępliwy, iż pucz sam rozwiąże?

Bo to Schetyna dał się nabrać. Kaczyńskiemu chciałbym przypomnieć, że pucz przeprowadza wojsko, a w tej części Europy, opozycja i społeczeństwo obywatelskie wprowadzili nowe znaczenie słowa Majdan. I Schetyna może zaprowadzić ten Majdan w sali posiedzeń Sejmu, a nawet w Sali Kolumnowej, choć tam na taki wypadek została zainstalowana kratownica. Ale to nie opozycyjni posłowie dokonają Majdanu, czy też jak mówi Kaczyński swym pokrętnym językiem, puczu. To społeczeństwo obywatelskie jest groźne dla władzy PiS. Dla Kaczyńskiego zagrożeniem są Polacy, a jest rodaków 81 proc. Tak, to ci, którzy nie głosowali na PiS.

Z wywiadu dla „Gazety Polskiej” może się cieszyć Schetyna, który został w nim nazwany Bogiem. Zdziwieni? Kaczyński powiedział, że na Jasnej Górze modlił się wraz z pisowcami do Boga o rozwiązanie „puczu” w sali sejmowej. A jak wiadomo, „pucz” rozwiązał Schetyna. Nie zdziwię się, gdy Schetyna ogłosi: „mówcie do mnie Bóg”.

Kaczyński latem niby łowił szczupaki, a pod Berlinem spotkał się z Merkel. Po wczorajszej rozmowie u Niemców ulga

Bartosz T. Wieliński, współpraca Agata Kondzińska, 08 lutego 2017

Hotel Bristol. Kanclerz Angela Merkel w drodze na spotkanie z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim

5 ZDJĘĆ

Hotel Bristol. Kanclerz Angela Merkel w drodze na spotkanie z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Po wizycie Angeli Merkel w Warszawie Niemcy odetchnęli z ulgą, bo Jarosław Kaczyński chce współpracy z niemiecką kanclerz. Przy okazji okazało się, że rok temu spotkał się z nią w tajemnicy.
W środę w rozmowie w Radio Wnet o zeszłorocznym spotkaniu wspomniał prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS. Według Legutki rozmawiano długo, na wiele tematów i w dobrej atmosferze. „Wyborczej” udało się ustalić, że prezes PiS spotkał się z Merkel w sierpniu w Meseberg w Brandenburgii. To mała miejscowość położona 100 km na północny zachód od Berlina. Na tamtejszym zamku, który należy do niemieckiego rządu, Merkel regularnie prowadzi poufne spotkania z różnymi politykami. Tam w 2007 r. gościła prezydenta Lecha Kaczyńskiego podczas jego ostatniej wizyty w Niemczech.

Tematem sierpniowej rozmowy z szefem PiS była głownie sytuacja w Europie w kontekście wojny na Ukrainie, kryzysu migracyjnego i czerwcowego brytyjskiego referendum, w którym wygrali zwolennicy Brexitu. Spotkanie odbyło się dwa miesiące po czerwcowych konsultacjach polsko-niemieckich, podczas których premier Szydło przekonała Niemców, że rząd PiS będzie prowadzić bardziej koncyliacyjną politykę wobec Niemiec, niż działo się to w latach 2005-07, gdy między krajami trwała zimna wojna.

Zobacz też: Dwie wizje Europy i konieczność współpracy – wizytę kanclerz Merkel komentuje Bartosz T. Wieliński

Poufne rozmowy bez blasku fleszy

Spotkanie z Merkel do tej pory było trzymane przez obydwie strony w ścisłej tajemnicy. Ze strony niemieckiej przygotowywał je Urząd Kanclerski. Zaś prezes Kaczyński na początku sierpnia był na wakacjach w zachodniej Polsce. Media społecznościowe obiegły zdjęcia, gdy razem ze swoim zastępcą Joachimem Brudzińskim wybrali się na rejs po Zalewie Szczecińskim, podczas którego łowili szczupaki.

Wygląda, że @czeslawhoc jest lepszym endokrynologiem niż wędkarzem Nic nie złowiliśmy Kocham 

Wyjazdu do Brandenburgii nikt nie zauważył. – W wojskowym żargonie można powiedzieć, że otwarto kanał komunikacji między politykami. Nie każde spotkanie musi odbywać się w blasku fleszy. To w Meseberg przygotowano grunt pod spotkanie w Warszawie – mówi nam źródło z kręgów dyplomatycznych.

Tego typu poufne rozmowy w stosunkach polsko-niemieckich to norma. Według informacji „Wyborczej” w podobnej formule Merkel spotykała się również z premierem Donaldem Tuskiem. Ostatni raz w 2015 roku. Rozmowa dotyczyła wówczas kandydowania Tuska na stanowiska szefa Rady Europejskiej.

O tym samym Kaczyński rozmawiał z Merkel w Warszawie. Według relacji europosła Legutki Kaczyński miał przedstawić argumenty przeciwko kandydowaniu Tuska na drugą kadencję. Jakie? Według prezesa Prawa i Sprawiedliwości Tusk odpowiada za aferę Amber Gold, afery przy prywatyzacji, katastrofę smoleńską, a na dodatek angażuje się w spory na polskiej scenie politycznej i zwalcza rząd PiS. – Pani kanclerz przyjęła nasze stanowisko – mówił Legutko w Polskim Radio.

Nieco inaczej spotkanie zapamiętał prof. Zdzisław Krasnodębski, również eurodeputowany: – Profesor Legutko przytacza argumenty, które padały w sferze publicznej. Decyzja Tuska o kandydowaniu dopiero co zapadła; stanowisko polskiego rządu jest jasne, ale faza negocjacji w Unii, między państwami członkowskimi trwa – relacjonuje „Wyborczej”.

Krasnodębski potwierdza, że na spotkaniu rozmawiano o zmianach w strukturze UE. – W tym kontekście padł nasz postulat likwidacji stanowiska szefa Rady Europejskiej i powrotu do stanu sprzed Traktatu Lizbońskiego, gdy przewodniczącym RE był przedstawiciel kraju aktualnie sprawującego prezydencję w UE.

Berlin traktuje spotkanie jako sukces

Z nieoficjalnych informacji, jakie dopływały z Berlina wynikało, że Merkel jedzie do Warszawy z jasnym sygnałem, że popiera Tuska. Ten zresztą zgłosił już swoją kandydaturę, co oznacza, że raczej wysondował europejskich przywódców i może być pewien poparcia. Merkel mogła zwracać uwagę polskim rozmówcom, że opór Polski będzie niepotrzebnie szkodził UE. – Ta sprawa nie stoi jeszcze na porządku dziennym. Nie wiadomo, czy Tusk będzie miał rywali, rozmowy dopiero się zaczynają. Trzeba poczekać do wiosny – mówi rozmówca „Wyborczej”.

Niemcy zajęli równie wyczekujące stanowisko wobec postulatów Kaczyńskiego, by Unię Europejską gruntownie przebudować, oddać kompetencje państwom narodowym, zwłaszcza ich parlamentom i osłabić Komisję Europejską, którą PiS atakuje odkąd rok temu wszczęła procedurę w związku ze skokiem na Trybunał Konstytucyjny. Niemcy opowiadają się za większa integracją w ramach „Europy dwóch prędkości”, w której część krajów zacieśnia więzy i prowadzi np. wspólną politykę gospodarczą. Ale na razie nie chcą z Polską w tej sprawie dyskusji.

Niemcy zwrócili jednak uwagę, że tworzenie nowych traktatów, co postuluje Kaczyński, to „otwieranie puszki Pandory”. Powód? Nowy traktat musiałby być w wielu krajach zatwierdzony na drodze referendum, a w referendach ludzie głosując, ocenialiby nie traktat, a swoje rządy. – Na takie rozważania też jest czas. Najpierw trzeba poczekać na wyniki wyborów prezydenckich we Francji i parlamentarnych w Niemczech, Poza tym propozycje prezesa PiS są ogólne. A rozmawiać należy o konkretach – mówi nasze źródło.

Niemcy chcą za to jak najszybciej zrealizować plan przyjęty na zwołanym po brytyjskim referendum szczycie UE w Bratysławie. Przewiduje on, że UE musi odzyskać zaufanie obywateli m.in. poprzez uszczelnienie granic i wzmocnienie współpracy w dziedzinie obronności. Kaczyński powtórzył wczoraj, że Polska jest „za”. Merkel była z tego zadowolona. Nasi rozmówcy podkreślają, że rozmowy w Warszawie potwierdziły, że rząd PiS, mimo ataków szeregowych posłów czy mediów publicznych, chce strategicznie współpracować z Niemcami. To Berlin traktuje jako sukces. A o szczegółach współpracy będzie jeszcze później rozmawiać.

wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.