Ziobro, 14.11.2016

 

szekspir

KOD bez Kijowskiego na czele? To może być już tylko kwestia czasu. „Zawodzi i nie nadaje się do polityki”

KOD bez Mateusza Kijowskiego? Jeśli nie uspokoi on zawiedzionych działaczy i sympatyków, straci władzę w ruchu, albo doprowadzi do jego upadku.
KOD bez Mateusza Kijowskiego? Jeśli nie uspokoi on zawiedzionych działaczy i sympatyków, straci władzę w ruchu, albo doprowadzi do jego upadku. • Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Mateusz Kijowski podczas piątkowego marszu „KOD Niepodległości” wciąż był główną twarzą Komitetu Obrony Demokracji. I znowu wyraźnie widać było, jak dobrze czuje się w roli lidera. W opozycyjnej codzienności tej pozycji wkrótce może nie być jednak tak pewny. Kijowski dawno stracił szanse na konkurowanie z Petru i Schetyną o rząd dusz nad całą opozycją. Teraz pojawia się coraz więcej głosów, by wymienić go na czele KOD.

Czas na dyskusję…
Pierwsza głośno powiedziała to na początku minionego tygodnia Eliza Michalik. „A może przyszedł czas, żeby KOD przedyskutował przywództwo Mateusza Kijowskiego? Jest tam przecież tak wielu mądrych, charyzmatycznych ludzi” – napisała na Twitterze.

A może przyszedł czas, żeby KOD przedyskutował przywództwo Mateusza Kijowskiego? Jest tam przecież tak wielu mądrych,charyzmatycznych ludzi.

Za co z jednej strony spotkał ją bezpardonowy atak osób ślepo zapatrzonych w twórcę Komitetu Obrony Demokracji. Jednocześnie publicystka otworzyła dyskusję wśród tych, którzy sens istnienia KOD generalnie popierają, ale nie utożsamiają go z jednym tylko człowiekiem. Czyli prawdopodobnie wśród większości ludzi opozycji.

 

Zaledwie dzień później Elizie Michalik wtórował w „Krytyce Politycznej” Jan Śpiewak. Lider warszawskich aktywistów miejskich nie poprzestał jednak tylko na delikatnej sugestii skierowanej do sympatyków KOD, ale sformułował wręcz mały „akt oskarżenia” przeciwko Mateuszowi Kijowskiemu, wytykając przede wszystkim ideologiczne rozchwianie w największym opozycyjnym ruchu.

Kodzie zmień lidera (i dilera) – piszę dlaczego uważam, że KODowi przydałoby się nowe przywództwo 
http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20161107/kodzie-zmien-lidera-i-dilera …

Jan Śpiewak celnie punktował Kijowskiego za prowadzenie KOD drogą, która przed rokiem prezydenta Bronisława Komorowskiego, a później Platformę Obywatelską zaprowadziła do klęski. Oraz za to, że coraz częściej można odnieść wrażenie, iż KOD – albo przynajmniej sam Mateusz Kijowski– mówi trochę tym samym językiem, co rządząca prawica.

 

„To, że KOD zaczął używać języka ‚dobrej zmiany’ pokazuje, w jakim impasie intelektualnym znalazł się ten ruch. Nie potrafi zaproponować żadnych własnych treści i może jedynie importować je od przeciwnika” – napisał. Liderowi KOD oberwało się też za to, jaką rolę w narracji Komitetu zaczął odgrywać Władysław Bartoszewski. „Kijowski zasłania się bezmyślnie autorytetem Bartoszewskiego jak część prawicy autorytetem Jana Pawła II. Wielkie symbole mają zasłonić prawdziwy obraz sytuacji i intelektualną nędzę” – krytykował Śpiewak.

Cała ta krytyka była przede wszystkim efektem serii wizerunkowo-ideologicznych wpadek KOD. Najpierw burzę wywołał tekst szefa Komitetu o wykorzystywaniu w polityce pojęcia „lewak”, które dla niego zdaje się mieć tylko znaczenie pejoratywne, a polska lewica zaczyna nazywać się tak z dumą.

Ileż razy czytałem o sobie w Internecie, że jestem lewacką k…ą. Ileż razy nazywano mnie komunistą. Jakże często słyszałem, że „z lewakami nie pójdę”… Każdy, kiedy otwiera usta, daje najpierw świadectwo samemu sobie. Dopiero później temu, o kim mówi. Kiedy mówię o kimś, że jest idiotą, to po pierwsze oznacza, że sam mam niedostatki intelektu… Czytaj więcej

Chwilę później KOD zapraszał na organizowany 11 listopada marsz plakatem z Romanem Dmowskim. Człowiekiem zasłużonym dla odzyskania niepodległości w 1918 roku, który jednak później wpisał się do historii Polski za sprawą swego antysemityzmu, ksenofobii i zamiłowania do brutalnego nacjonalizmu.

Opozycja w opozycji
O ile dyskusję o „lewactwie” pewnie szybko udałoby się uciszyć, bo żyła nią tylko marginalna w polskiej polityce lewica, o tyle akcja promocyjna z Dmowskim podgrzała już atmosferę w szerszym kręgu. Niby to wszystko błahostki przy wadze sprawy, o którą toczy się prowadzona przez KOD walka. Tylko że limit błędów i wytrzymałości działaczy wobec Kijowskiego zaczyna się coraz bardziej wyczerpywać.

Przez długi i bardzo ważny w polityce weekend grzechów znowu się nazbierało. Najwięcej uwagi przykuł kolejny ra ten związany z „flirtem” z nacjonalistami. Mateusz Kijowski w wywiadzie podsumowującym marsz zorganizowany 11 listopada powiedział, że w przyszłości chciałby maszerować z tymi, którzy teraz wybrali Marsz Niepodległości.

– Mam nadzieję, że następnym razem albo za dwa lata pójdziemy razem z narodowcami. Mam nadzieję, że zobaczymy, jak wiele mamy wspólnego i będziemy się starać działać razem – oznajmił. Choć idea zjednoczenia politycznie podzielonej Polski jest słuszna, dla większości z jednej i drugiej strony politycznej barykady jest aktualnie raczej nie do przyjęcia.

Poza tym kolejny raz okazało się, że szefostwo organizacji mającej w nazwie obronę demokracji na co dzień woli zarządzanie w mniej wysublimowany sposób. Tym razem pretekstem do stawiania Kijowskiemu takich zarzutów było to, jak potraktował zaangażowanego w działalność opozycyjną ekonomistę i publicystę Waldemara Kuczyńskiego.

Byłemu działaczowi pierwszej „Solidarności”, a później szefowi resortu przekształceń własnościowych i człowiekowi, z inicjatywy którego Leszek Balcerowicz dostał szansę na wprowadzenie swojego planu, nie pozwolono przemówić 11 listopada. „Nawet nie powiedział: odwal się Pan” – tak Kuczyński skomentował to, jak go potraktowano.

@ZbigniewHoldys Tak chciałem. Nawet nie powiedział odwal sie Pan. W ogóle nie zareagował na 2 maile.

Najlepsze lider KOD jednak zachował na sobotę. Z tego, że marzy jedynie o sojuszu z tymi narodowcami, którzy nie sieją nienawiści, Mateusz Kijowski tłumaczył się podczas imprezy założycielskiej nowej Unii Europejskich Demokratów. Obok Lecha Wałęsy był tam głównym gościem honorowym.

Były prezydent przyzwyczaił Polaków do niespodziewanych politycznych wolt. Jednak błogosławieństwo szefa KOD dla tej marginalnej formacji nie zaskakuje, a szokuje. UED składa się bowiem z maleńkiego koła poselskiego, w którym są jedynie politycy tak nieprzewidywalni, jak Stefan Niesiołowski, Michał Kamiński, Jacek Protasiewicz i szerzej nieznany Stanisław Huskowski, oraz działaczy Partii Demokratycznej, która istnieje od ponad 11 lat i w zasadzie cały ten czas spędziła w głębokiej pozaparlamentarnej pozycji. To polityczny plankton i to nie pierwszej świeżości…

– Po ostatnich tygodniach można odnieść wrażenie, że Mateusz obrał dziwny kierunek. I to delikatnie mówiąc. Dość argumentów za tym przekonaniem było już przed weekendem, a teraz to już one tylko pączkują – oburza się w rozmowie z naTemat jeden z pomorskich działaczy KOD, którzy miewają to szczęście, że lider ich czasem wysłucha.

Ego Kijowskiego
– Tylko że jemu tego się powiedzieć nie da. Przede wszystkim dlatego, że jeśli powie mu się parę słów prawdy, to się obrazi i zacznie człowieka marginalizować. Będzie olewać, jak Dziadka Waldemara (Waldemara Kuczyńskiego – przyp. red). A to wynika z drugiego faktu, że nawet jak prawdę usłyszy, to ją oleje, bo ma ogromne, wciąż pęczniejące ego – dodaje nasz rozmówca.

I prosi o anonimowość, bo jest w kropce. Zbyt zaangażował się w działalność opozycyjną, by teraz wszystko rzucić. Tymczasem szczerość na temat lidera to byłby dziś koniec z szansami na dalsze realne działanie w KOD. – Mateusz zawodzi i nie nadaje się do polityki. I to się robi nasz największy kłopot, jak ten stan rzeczy zmienić – kończy.

Wiadomości z podobnymi opiniami o szefie KOD, szczególnie od niżej postawionych działaczy i zwykłych sympatyków ruchu otrzymujemy od dłuższego czasu coraz więcej. Jedni zawiedzeni są chaosem organizacyjny, z którym KOD borykał się do samego początku i mimo zapowiedzi, że będzie lepiej, niewiele zmieniło się po założeniu formalnych struktur. Innych coraz bardziej uwiera jednak chaos ideologiczny.

I nie chodzi tylko to, że raz KOD ciąży na lewo, a raz wychyla się na prawo i coraz rzadziej stoi w politycznym centrum, z którego pochodzi chyba większość jego sympatyków. Najbardziej niepokoi dziś chyba to, że z biegiem czasu główną ideologią w KOD może okazać się po prostu uwielbienie lidera. Czyli nic nowego względem tego, co oferują starzy polityczni wyjadacze, którzy polskiej demokracji w ten sposób najbardziej zaszkodzili. Taki KOD nie ma szans długo przetrwać.

kod-bez

natemat.pl

Życie jest tylko przechodnim półcieniem,

Nędznym aktorem, który swoją rolę

Przez parę godzin wygrywasz na scenie

W nicość przepada- powieścią idioty,

Głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą.

W. Szekspir

 

Pali się grunt pod Ziobrą? „Newsweek” ujawnia kulisy finansowania partii ministra sprawiedliwości

DOMINIKA WIELOWIEYSKA, 14 listopada 2016

Zbigniew Ziobro ma kłopoty? Według

4 ZDJĘCIA

Zbigniew Ziobro ma kłopoty? Według „Newsweeka” Solidarną Polskę bardzo hojnie wspierały finansowo m.in.rodziny Zbigniewa Ziobry, Tadeusza Cymańskiego, Jacka Kurskiego. Czy w ten sposób partia prokuratora generalnego omijała ustawę o finansowaniu partii… (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Według „Newsweeka” Solidarną Polskę bardzo hojnie wspierały finansowo m.in. rodziny Zbigniewa Ziobry, Tadeusza Cymańskiego, Jacka Kurskiego. Czy w ten sposób partia prokuratora generalnego omijała ustawę o finansowaniu partii politycznych?
Dziennikarze przyjrzeli się funduszom Solidarnej Polski i skonfrontowali to z zapisami ustawy o finansowaniu partii politycznych. Zgodnie z prawem wpłaty od osoby prywatnej (biznes nie może finansować partii) nie mogą przekroczyć określonego limitu (rocznie to 15-krotność minimalnej pensji). Co się okazało? Bliżsi i dalsi krewni polityków SP byli bardzo szczodrzy dla formacji Ziobry. I tak rodzina obecnego prokuratora generalnego w ciągu dwóch i pół roku przekazała partii 437 tys. zł. Bliscy Tadeusza Cymańskiego – 115 tys. zł. Spore datki przekazały m.in. córki europosła. Skąd miały pieniądze? Cymański spekuluje, że może wzięły pożyczki. Pieniądze wpłacili też asystenci polityka. Spory wkład w budżet Solidarnej Polski mieli współpracownicy i rodzina Jacka Kurskiego, w tym jego matka, syn i córka studentka (łącznie wpłacili ponad 230 tys. zł).

Czy w razie pytań urzędu skarbowego darczyńcy wskażą wiarygodne źródła dochodów, które pozwoliły im na tak szczodre wsparcie? Bo jeśli przyjmowali darowizny od kogoś trzeciego, to być może powinni je zarejestrować w urzędzie.

„Newsweek” napisał również, że partyjny kongres Solidarnej Polski „Nowe państwo, nowa konstytucja” został zorganizowany za pieniądze Parlamentu Europejskiego przeznaczone na konferencję o klimacie. Tygodnik twierdzi, że OLAF, unijna agencja ds. przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy, w podobnej sprawie wszczęła śledztwo w Danii. Tam wydano pieniądze na kampanię Duńskiej Partii Ludowej zamiast na sympozja i warsztaty. W przypadkach obu partii chodzi o korzystanie z pieniędzy europejskiej partii MELD (Movement for a Europe of Liberties and Democracy).

Dziennikarze prześledzili konferencję klimatyczną Solidarnej Polski. Okazało się, że na pewno panował na niej pełen entuzjazmu i radości klimat, ale o ekologii i konwencji zbyt wiele nie dyskutowano. Pojawił się za to jeden baner z napisem „Stop konwencji klimatycznej”. Politycy SP tłumaczą, że były jeszcze „dwa stojaki w holu” nawiązujące do spraw klimatycznych i jedno zdanie wypowiedziane przez Beatę Kempę w czasie konwencji. Kempa mówiła, że przedsiębiorcy przenoszą produkcję na Ukrainę, bo „tam jest tańszy prąd, i tak właśnie działa pakiet klimatyczno-energetyczny.”

Solidarna Polska zagroziła „Newsweekowi” pozwem, jeśli tygodnik nadal będzie „rozpowszechniać nieprawdziwe informacje”. Zażądała też sprostowania, bo „o negatywnych skutkach polityki klimatycznej UE, m.in. podwyżkach cen prądu i likwidacji miejsc pracy, szeroko mówili m.in. szef NSZZ Solidarność Piotr Duda, europoseł Jacek Kurski, poseł Beata Kempa, a także inni prelegenci”. Ale cytatów nie podano.

„Wszystkie projekty finansowane przez MELD przy współpracy z Solidarną Polską były akceptowane przez MELD przed ich realizacją, a następnie drobiazgowo kontrolowane. Zostały zrealizowane zgodnie z przedstawionymi założeniami i z zachowaniem najwyższych standardów, o czym świadczy pozytywny wynik zleconego przez Parlament Europejski audytu” – czytamy w sprostowaniu. Ale „Newsweek” cytuje wystąpienia mówców z kongresu i ewidentnie nie są oni zainteresowani sprawami klimatycznymi. Mówią o korupcji, konstytucji, o randze obywatelskiego referendum, a za plecami polityków jest tablica z hasłami: system prezydencki, likwidacja immunitetów, powszechne wybory prokuratora generalnego.

Ja zareaguje prokuratura?

Podobna afera z wpłatami na kampanię za pośrednictwem „słupów” miała już miejsce w 2005 r. Finansowaniem kampanii Janusza Palikota, wówczas polityka Platformy Obywatelskiej, zajęła się prokuratura w Radomiu. Przesłuchała ponad 50 osób, które dokonały wpłat na kampanię. Z materiałów zebranych przez policję wynikało, że jeden z działaczy PO w Lublinie miał wręczyć kilku studentom po 12 tys. zł, które oni wpłacili na swoje konta, a następnie przekazali na konto komitetu wyborczego Palikota. Nie potwierdziły się podejrzenia, że pieniądze pochodzą od samego Palikota. Śledztwo zostało więc umorzone.

Ciekawe były wtedy reakcje polityków PiS. Polityk Solidarnej Polski (wówczas w PiS) Tadeusz Cymański aferę ze „słupami” nazwał „skandalem”. W TVN 24 w 2009 r. mówił, że „wiarygodność Palikota jest w ruinie”. Dodał, że „taką sprawę (nieprawidłowości przy finansowaniu kampanii) udowodnić w sądzie jest bardzo trudno”, ale – podkreślił – uwierzyć w wywody Palikota jest jeszcze trudniej. – „Pali się grunt pod Palikotem” – zaznaczył Cymański.

Także Jacek Kurski był bardzo pryncypialny. „Jeśli chodzi o nielegalne finansowanie kampanii Palikota, to przecież to wszystko powinno być dawno przez media prześwietlone, każdy z tych studentów ‘słupów’ sprawdzony – co dziś robi, z czego żyje, gdzie mieszka. A co się dzieje? Cisza. Nas by w takiej sytuacji po prostu rozstrzelano medialnie. Każdy z tych studentów byłby przesłuchany, trafiony kamerą na ulicy, żaden polityk PiS by nie uciekł przed pytaniami o tę sprawę” – mówił Kurski w wywiadzie dla „Dziennika” w 2009 r.

Pytanie, czy prognoza Kurskiego sprawdzi się dziś. Czy znajdzie się odważny prokurator, który zajmie się prześwietlaniem finansów partii swojego szefa.

Być może sprawą rzekomej konferencji klimatycznej zajmie się również unijna agencja, tak jak to się stało w Danii.

pali

wyborcza.pl

 

cxpu7jqxeaeakjd

PONIEDZIAŁEK, 14 LISTOPADA 2016

Scheuring-Wielgus: Dochodzenie ws. katastrofy smoleńskiej można było przeprowadzić lepiej. PO i PiS są jak awers i rewers tej samej monety

18:56
scheuring

Scheuring-Wielgus: Dochodzenie ws. katastrofy smoleńskiej można było przeprowadzić lepiej

Jak mówiła w programie „4 strony” w TVP Info Joanna Scheuring-Wielgus:

„W przypadku katastrofy smoleńskiej jest trochę rzeczy niewyjaśnionych. Nie uważam, że śledztwo było prowadzone źle. Można było jednak przeprowadzić całe dochodzenie ws. katastrofy smoleńskiej lepiej. Ale mamy raport Millera, który bardzo dużo powiedział i myślę, że to śledztwo mogło się w tym momencie zakończyć”

„Do wczoraj miałam nadzieję, że ekshumacje się nie wydarzą”

Jak dodawała, pytana o ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej:

„Do wczoraj myślałam, że to się nie wydarzy, że ktoś w Prawie i Sprawiedliwości ma chociaż odrobinę empatii w tej sprawie i do tego nie doprowadzi. Mamy ten fakt, że to się dzieje. Ja bym chciała zadać podstawowe pytanie tym osobom, które zajmują się przeciąganiem tej tragedii rodzin, które straciły swoich bliskich, chciałabym zadać pytanie panu prokuratorowi Pasionkowi i prokuratorowi Kopczykowi, którzy byli na miejscu katastrofy, badali wtedy sprawę: dlaczego znowu zajmują się tą sprawą? Badają swoje błędy? Dlaczego to robią po raz drugi?”

„Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość są jak awers i rewers tej samej monety”

„Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość są jak awers i rewers tej samej monety. Oni bez siebie nie potrafią żyć, więc będą wykonywać takie działania, żeby móc się wyżywić wspólnie pewnymi sytuacjami, które ich łączą. Ja bym chciała, żeby w przypadku katastrofy smoleńskiej przestać nakręcać atmosferę strachu, smutku, szczególnie dla tych osób, które chciałyby w spokoju i normalnie żyć”

300polityka.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.