Eksperci Macierewicza, 15.09.2016

 

Liga Mistrzów. Legia Warszawa – Borussia Dortmund. Oliver Kahn: Na boisko wyszła ekipa ogórków

bs, 15.09.2016

legia-warszawa

FOT. KUBA ATYS

Borussia Dortmund w środę rozbiła Legię Warszawa 6:0 w pierwszej kolejce Ligi Mistrzów. Zażenowania postawą mistrza Polski nie krył Oliver Kahn. Legendarny bramkarz na antenie niemieckiej telewizji nazwał drużynę Legii ekipą ogórków.

Były bramkarz reprezentacji Niemiec i Bayernu Monachium jest obecnie ekspertem państwowej stacji ZDF. Oliver Kahn był wyraźnie zaskoczony słabą postawą Legii Warszawa w meczu z Borussią Dortmund. – Wchodzisz, super atmosfera, cały stadion ludzi, a potem wychodzi taka ekipa ogórków – tak skomentował środowy mecz Ligi Mistrzów na antenie niemieckiej telewizji.

Oli Kahn wczoraj w studiu niemieckiej TV o meczu na Legii: Wchodzisz super atmosfera, cały stadion ludzi a potem wychodzi taka ekipa ogórków

pawel-kapusta

Legia Warszawa przegrała z Borussią Dortmund 0:6 ustanawiając przy tym niechlubny rekord – stała się pierwszym zespołem w historii rozgrywek, który stracił trzy gole w pierwszych 17-minutach meczu.

Kibice śmieją się z Legii po katastrofie w Lidze Mistrzów. Prezydent Duda komentuje [MEMY]

oliver-kahn

sport.pl

CZWARTEK, 15 WRZEŚNIA 2016

Maciej Komorowski: Wiemy, jakie były przyczyny katastrofy, na spotkaniach ze speckomisją nie usłyszeliśmy nic nowego

19:45

Maciej Komorowski: Wiemy, jakie były przyczyny katastrofy, na spotkaniach ze speckomisją nie usłyszeliśmy nic nowego

Jak mówił Maciej Komorowski w „Faktach po faktach” TVN24:

„Dla mnie nic nowego się tam nie pojawiło. Cieszę się, że nic nowego się nie pojawiło, bo obawiałem się, że może się okazać, ze są jakieś nowe wątki, tropy w kierunku zamachu. Cieszę się, że nic nowego w tej sprawie się nie pojawiło. Obawiałem się z prozaicznego powodu – gdybym dowiedział się, że ktoś z premedytacją zabił mojego tatę, to byłoby straszne. Chciałbym uniknąć takiej sytuacji, wolę żyć w przeświadczeniu, że to tragiczny wypadek”

– Wiemy, jakie były przyczyny [katastrofy] i mam wrażenie, że zarówno wczoraj, jak i dzisiaj o przyczynach katastrofy nic tam tak mocno nie było wspominane. Żadnych nowych elementów nie mieliśmy. Dla mnie przyczyny są jasne – dodał Komorowski.

19:33
lewandowski1

Lewandowski: W Europie słyszę wiele złośliwości pod adresem Polski

Jak mówił w programie Gość Wydarzeń w Polsat News eurodeputowany Janusz Lewandowski z PO:

„Ja słyszę wiele złośliwości pod adresem Polski. Jeżeli Polska znowu będzie spadała tak nisko, że obrazem dominującym z Polski będą wczorajsze zdjęcia ze stadionu Legii, to my później będziemy przez lata odrabiali tego typu szkody. Widać złośliwe poprawki idące przeciw Polsce, żeby nam zabrać trochę tych pieniędzy. Klimat się zmienił, nie ma koniunktury, nie ma życzliwości. Po wyprowadzeniu unijnej flagi z urzędów publicznych w Polsce możemy oczekiwać jakiegoś rewanżu, on nie będzie korzystny dla Polski”

17:224 godz. temu

Schetyna: Szydło powinna natychmiast zdymisjonować Macierewicza

Jak mówił Grzegorz Schetyna na briefingu w Kielcach:

„Premier Szydło powinna zdymisjonować natychmiast ministra Macierewicza i wtedy ze wszystkimi jego nominacjami personalnymi będzie dużo łatwiej wyjaśnić i zakończyć. Każda decyzja personalna jest w typie dyrektora Misiewicza, która kompromituje premier Szydło, ministra Macierewicza, rząd PiS-u i MON”

Przewodniczący PO był też pytany o dymisję ministra Jackiewicza:

„To jedna dymisja. Chciałbym zapytać premier Szydło, bo długo zajęło jej dochodzenie do tych decyzji, rano widziałem, że nie mogła się zdecydować i ciągle chciała coś konsultować. Chciałbym zapytać, co z tymi nominacjami personalnymi, które się odbyły w ostatnich miesiącach? Co ze stratami Spółek Skarbu Państwa?”

 

17:13

Schetyna: Gabinet cieni to nie będzie przyszła Rada Ministrów

Jak mówił Grzegorz Schetyna na briefingu w Kielcach:

„Gabinet cieni to nie będzie przyszła Rada Ministrów. Wierzę w to, że po zwycięskich dla nas wyborach w 2019 roku… To będzie zespół ludzi, którzy będą pracować nad recenzją aktywności ministrów PiS-owskiego rządu, pokazywaniem ich błędów, ale także będą koordynować zespoły programowe, które funkcjonują dzisiaj w klubie parlamentarnym Platformy. To będzie wspólna praca. Czy znajdzie się tam premier Kopacz? Jeżeli będzie zainteresowana, oczywiście tak, wszyscy się tam pomieścimy”

300polityka.pl

Bo w ciałach jest prawda. Czy będą ekshumacje smoleńskie?

Ewa Kaleta, 15.09.2016

Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Nie jestem pewien, czy to wyrachowanie, czy szaleństwo.

Prokuratura zapowiedziała przeprowadzenie ekshumacji ciał ofiar katastrofy w Smoleńsku. Podobno wezmą w niej udział specjaliści spoza kraju.

Dorośnij do dumy

Powązkowski Cmentarz Wojskowy, pomnik ofiar katastrofy lotniczej i kilkanaście mogił. Przy pomniku stoi kilka osób. Zapalają znicze. Starszej pani drży podbródek, gdy bezgłośnie wypowiada słowa modlitwy za ofiary zamachu w Smoleńsku. Młodsza, na oko 50-letnia, kobieta trzyma ją pod rękę. Nie jest spokrewniona z ofiarami katastrofy.

- Bywamy tu zawsze, dziesiątego. Rodziny? Ich tu nie widać. Zresztą ja przecież z twarzy nie rozpoznam, kto przy grobie stoi. Serce boli, bo oni by chcieli, żeby to była, ot, taka zwykła śmierć. Żeby to był wypadek zwykły. Nie chcą słyszeć o kłamstwie smoleńskim. Dla ludzi myślących jest jasne, że takie przypadki nie istnieją. Ten zamach to symboliczny gest zwycięstwa Rosji nad Polską. Po raz kolejny udało im się wybić polską inteligencję.

Czy ja rozumiem, że oni by chcieli mieć żałobę cichą i prywatną? No, rozumiem, w pewnym sensie. Łatwiej by było zapomnieć i żyć dalej. Ale oni są wybrani, są rodzinami poległych. To jest i zaszczyt, i obowiązek. Serce boli, kiedy oni tego nie chcą dźwignąć. Powinni się cieszyć, że tu jesteśmy, że o ich bliskich tu nikt nie zapomni. Walczymy, żeby prawda o Smoleńsku wyszła na jaw. Gdyby zginął ktoś z mojej rodziny, dążyłabym za wszelką cenę do ekshumacji, żeby sprawdzić, na czyj grób chodzę. Przy czyim grobie się modlę.

Mnie tu wolno być. Nawet muszę, to obowiązek każdego Polaka. Oni nie wsiedli do samolotu prywatnie, reprezentowali naród polski. Zginęli na warcie. To już nie jest tylko czyjś tata albo mąż. Trzeba dorosnąć do tego, że rodzic czy żona umarli nie jak zwykli ludzie, ale jak bohaterowie. I przestać prosić o spokój, ten pozorny, zakłamany spokój. Prawdziwego spokoju zaznają, jak wszyscy dowiedzą się, co naprawdę stało się w Smoleńsku. Nikt nie ma żałoby na własność.

Tomasz Arabski: Prawda o Smoleńsku krzyczy z taśm

Niedopałki w szczątkach

Stoimy przy rodzinnym grobowcu. Pani X, jedna z córek osoby, która zginęła pod Smoleńskiem, prosi, by nie ujawniać jej tożsamości ani miejsca pochówku ojca. – Wierzę, że tutaj spoczywa ciało mojego ojca. To nie jest tylko ciało, to jest znak czyjejś obecności. Wszystko, co pozostało, jest dla mnie ważne, bo spędziłam z tatą całe swoje życie. Chcę, aby mógł spoczywać w spokoju.

Nie chodzę na żadne miesięcznice. Widziałam na Powązkach regularne wycieczki ludzi wędrujących do grobów ofiar katastrofy. Robi się z tego jakiś rytuał. Bliscy ofiar muszą się chować z żałobą. Nigdy nie zaznaliśmy ciszy i spokoju. Kiedy apelowano, żeby dać nam czas na przeżycie żałoby, nękały nas telefony. Dzwonili różni dziwni ludzie z informacją, że mają dowody, nagrania, filmy dowodzące, że pasażerowie samolotu po samej katastrofie jeszcze żyli, że byli dobijani.

Prokuratura Krajowa zaprosiła rodziny ofiar na zamknięte spotkanie. Trwało pięć godzin. Na miejscu było czterech prokuratorów, lekarz, psycholog, ksiądz, w razie gdyby ktoś potrzebował pomocy. Przez krótki czas obecny był Jarosław Kaczyński. – W ciałach waszych bliskich znaleziono niedopałki papierosów, rękawice, kawałki szmat – powiedział prokurator. I dodał po chwili: – Nie oddadzą nam Rosjanie wraku ani czarnych skrzynek. Jedynymi dowodami w sprawie są ciała waszych bliskich.

Pani X: – Powiedziano nam, że w szczątkach kryją się dowody, których nie znają ani bliscy, ani prokuratorzy. Z oficjalnego komunikatu podanego w trakcie tego spotkania wynikało, że będzie tomografia i pobrane będą próbki histopatologiczne. Prokuratorzy chcą się dowiedzieć, na co i w jakiej kolejności umierali pasażerowie samolotu. Mieliśmy wrażenie, że z ciał bliskich chcą ułożyć pasjansa. Ksiądz powiedział, że ciała ofiar to relikwie.

Politycy podgrzewają atmosferę, wskazując winnych wśród swoich przeciwników politycznych. Nikt nie wspomniał o tym, że w Moskwie do trumien ofiar siostry zakonne wsadzały obrazek Jezusa Miłosiernego i różaniec. To by nie pasowało do całości. Bo według prokuratorów tam, w Rosji, bezczeszczono zwłoki.

Wśród bliskich ofiar są tacy, którzy chcą ekshumacji za wszelką cenę. Czy to jest objaw niezakończonej żałoby? Niesprawiedliwością byłoby widzieć tu tylko element cynicznej gry politycznej. To oczywiste, że ciała niektórych nie przetrwały katastrofy nienaruszone. To zrozumiałe, że jeśli tylko fragment ciała się odnajdzie, to można oszaleć i chcieć szukać za wszelką cenę. Oni nie są graczami, są ofiarami wyrachowanych polityków.

Znajdź mi go. Rozmowa z Ewą Kopacz, która w Moskwie towarzyszyła rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej

Nie wyobrażam sobie

Alicja Zając, senator PiS w okręgu krośnieńskim, wdowa po senatorze Stanisławie Zającu:

- Kiedyś stałam przy grobie męża i podszedł do mnie mężczyzna, powiedział, że jeździ po Polsce i odwiedza groby osób, które zginęły w Smoleńsku. To było wzruszające, dla mnie to był znak łączności w żałobie po naszych bliskich.

Myślę o tym codziennie, bo zawsze ktoś zadzwoni, spotka się przyjaciół, znajomych Staszka. Dziś plewiłam w ogródku i pani zadzwoniła. I pyta o mojego męża. Niemal każdego dnia ktoś go wspomina. Ludzie pamiętają, że to był dobry, spokojny i życzliwy człowiek. Nie interesowała go kariera, obchodzili go ludzie i ich sprawy. Po jego śmierci otoczenie męża prosiło mnie, żebym kontynuowała to, co robił. Zgodziłam się.

Ciało mojego męża zostało zidentyfikowane po badaniach genetycznych, nie udało się go odnaleźć w czasie mojego czterodniowego pobytu w Moskwie. Dziś wiemy, że fragmenty ciał znajdowano w Smoleńsku wiele tygodni po katastrofie i odbywały się kolejne pochówki.

Ja dostałam w prokuraturze dokumenty dotyczące śmierci męża, przeglądałam je strona po stronie i nagle zobaczyłam zdjęcie jego szczątków. Krzyknęłam, odłożyłam teczkę i wróciłam do niej dopiero po jakimś czasie. Nikt mnie nie uprzedził, że będą tam zdjęcia. To było wstrząsające.

Moja rodzina mówi „nie” ekshumacji. Nie wyobrażam sobie, że miałabym w tym uczestniczyć, stać przy grobie i patrzeć, jak wyciągają trumnę.

Naznaczeni Smoleńskiem

Przecież przetrwaliśmy to

- Zawsze sobie myślę: mogło być gorzej – mówi Filip, syn Izabeli Tomaszewskiej, dyrektorki Zespołu Protokolarnego Prezydenta RP, bliskiej współpracowniczki Marii Kaczyńskiej, która pomagała jej przy organizacji konferencji, wywiadów i akcji społecznych. – Mama nie umarła na raka, nikt jej nie potrącił samochodem, poniosła śmierć relatywnie szybko i bezboleśnie. Znajduję w tym jakieś ukojenie, że nie cierpiała długo. Nie przywiązuję wagi do szczątków doczesnych, nie jest to dla mnie ważne, żeby bliska mi osoba była w jednym kawałku. Jezus mówił: „Umarłych zostawcie umarłym”.

Wiem, że trudno się pogodzić z taką katastrofą. Szukanie nadzwyczajnych tłumaczeń wydaje się do pewnego stopnia naturalne. Ale na dłuższą metę dochodzi do splątania polityki i osobistych emocji, co podgrzewa atmosferę w nieskończoność. Daje upust fantazjom na temat wrogów. Ekshumacja to polityczna hucpa. Nie wierzę w zamach. Tak się nie robi zamachów. Jarosław Kaczyński to gracz. Nie jestem pewien, czy to wyrachowanie, czy szaleństwo. Bo przecież kraj poradził sobie z tą sytuacją zaskakująco dobrze, wszystkie ważne instytucje działały tak, jak powinny. Przetrwaliśmy to jako kraj.

Pamiętam, jak siedzieliśmy z żoną i ojcem przed telewizorem, oglądając wiadomości. Dla mnie od razu było jasne, że wszyscy zginęli. Pierwsza trauma była zniewalająca, ale nie oddałem się nigdy rozpaczy. Tak mnie wychowała mama. Zawsze mawiała: „Najważniejsze jest zdrowie psychiczne”.

Tata bardzo za nią tęskni. Nie poradził sobie z jej śmiercią. Współczuję mu, że nie uwolnił się od tej sytuacji. Resentyment napędza podejrzliwość. Wiem, że tacie jest trudno, bo nie może znaleźć we mnie wsparcia co do przyczyn katastrofy lotniczej. Czasem się kłócimy. Tata ma żal, że nie chodzę na cmentarz. Nie mam takiej potrzeby, nigdy nie miałem, nawet przed śmiercią mamy.

Nie chciałem oglądać zwłok. Mój teść pojechał z tatą na identyfikację do Moskwy, rozpoznali mamę po dłoniach. Nie pamiętam jej dłoni, pamiętam doskonale twarz. W ostatnich miesiącach życia mama, mimo zapracowania, często u nas bywała, przyjeżdżała do mojego syna, który wówczas miał niespełna dwa lata. Była zakochana w nim. Najbardziej żałuję, że nie widzę już mamy jako babci moich dzieci. Chciałbym, żeby tata wszedł w rolę dziadka, tak jak kiedyś mama. We wnukach mógłby odnaleźć żyjącą część mamy.

Andrzej Tomaszewski, mąż Izabeli, nie zgodził się na rozmowę.

Jarosław Kaczyński dla wyborców PiS jest jak ktoś bliski [ROZMOWA]

Odmowy

Odmówiło mi także 25 innych osób. Część zgadzała się, ale potem wycofywała z rozmowy. Ktoś powiedział: „Lepiej o tym teraz nie rozmawiać”. Ktoś, że naciski na rodziny się wzmagają.

- Odpowiem krótko: nie – mówi przez telefon Janusz Walentynowicz, syn Anny Walentynowicz. – Nie dlatego, że mam coś do pani osobiście, ale dlatego, że „Gazeta Wyborcza” nigdy nie napisze prawdy. Nawet gdybyśmy oboje chcieli być uczciwi, to „Wyborcza” nas wyroluje.

„Nie chcę mówić o prywatnych sprawach. Jako polityk nie powinnam mówić publicznie o takich rzeczach” – odpisuje na mojego maila Barbara Nowacka, córka Izabeli Jarugi-Nowackiej.

- Nie chcę o tym rozmawiać – odpowiada Jakub Płażyński, syn Macieja Płażyńskiego, polityka PO, wojewody gdańskiego, marszałka Sejmu.

Chciałbym to przeżyć po swojemu

Franciszek Borowski, syn Anny Marii Borowskiej, wiceprzewodniczącej Rodzin Katyńskich w Gorzowie Wielkopolskim, ojciec Bartosza Borowskiego, wnuk Franciszka Popławskiego zamordowanego w Katyniu:

- Mój dziadek zginął w Katyniu, moja mama i syn zginęli w Smoleńsku. Czasem to wygląda jak przeznaczenie, a czasem jak przypadek.

Bartosz pojechał zamiast mnie, to ja miałem jechać z mamą. Ale on należał do Gorzowskiej Rodziny Katyńskiej i bardzo chciał pojechać. Dostał wolne w pracy.

Mama jechała do Katynia po raz drugi. Przy jej 82 latach to był duży wysiłek, ale to nie miało znaczenia. Chciała oddać hołd swemu ojcu i wszystkim tam pomordowanym. Bardzo zależało jej, by ta zbrodnia nie uległa zapomnieniu, a wyjazd w 70. rocznicę był głośno komentowany w polskich mediach i myślę, że w zagranicznych także.

Na początku, tuż po katastrofie, mówili w telewizji, że przeżyły trzy osoby. Miałem nadzieję, że w tej trójce jest mój syn i moja mama.

Kiedy człowiek choruje i odchodzi powoli, można go potrzymać za rękę, zamienić kilka ostatnich słów. A kiedy dwoje bliskich ludzi odchodzi w jednej chwili, trudno to ogarnąć umysłem.

Na identyfikację do Moskwy poleciał drugi syn. Wiem, że to strasznie przeżył, do dziś ma złe sny. Żałowałem, że nie można zobaczyć ciał w trumnie. Jedna trumna była ciężka, a druga lekka. Nie wiadomo dlaczego. Ale nieważne, lepiej to zostawić.

My nie jesteśmy politykami, tylko zwykłymi ludźmi. Nie mieszamy się w politykę. Czasami chciałbym się wypowiedzieć, ale brakuje mi odwagi – teraz nasz kraj jest taki podzielony. Ale chciałbym, żeby się o tym mniej mówiło. Chciałbym się zakopać, schować, przeżyć po swojemu.

Ludzie nie kojarzą mnie z tą tragedią, więc słyszę czasem, co się mówi w Gorzowie o Smoleńsku. Ludzie mają już dość tego tematu, uważają, że za dużo się mówi o Smoleńsku. I ja też nie chcę już więcej o tym mówić.

Ciągle mi się wydaje, jakby ta katastrofa była wczoraj. Kiedy ktoś krzyczy imię Bartek – to mnie się zdaje, że woła mojego syna.

Smoleńsk – żałoba undergroundowa

Nekrofilia polityczna

- To ruch polityczny. A nawet nekrofilia polityczna – mówi Paweł Deresz, wdowiec po Jolancie Szymanek-Deresz, posłance SLD, szefowej kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. – Cyniczny ruch Jarosława Kaczyńskiego, nic więcej.

Paweł Deresz nie godzi się na ekshumację ciała swojej żony. Jak mówi, ma poparcie innych bliskich ofiar, które tak jak on nie wyrażają zgody. Nie chce jednak upublicznić ich nazwisk.

Po co? Nie rozumiem

O możliwej ekshumacji szczątków arcybiskupa Mirona, prawosławnego ordynariusza Wojska Polskiego i generała brygady, który zginął w katastrofie smoleńskiej, nikt nie powiadomił władz prawosławnej diecezji białostocko-gdańskiej. Ks. dr Anatol Szymaniuk, rzecznik diecezji, dowiaduje się o tym ode mnie: – Nic nie wiem o żadnej ekshumacji. Proszę mi opowiedzieć, jakie argumenty przemawiają za ekshumacją, jestem ciekaw. Już teraz mogę powiedzieć, że jako diecezja mamy stanowisko negatywne. Ale nikt nas o zdanie nie pytał.

Arcybiskup Miron jest pochowany na terenie monasteru w Supraślu, w krypcie głównej cerkwi monasterskiej.

- Dwóch księży pojechało na rozpoznanie zwłok. Nie mieli wątpliwości, że zobaczyli w Moskwie ciało arcybiskupa. Ta sprawa jest dla nas zamknięta – dodaje ks. Szymaniuk. – Nie należy naruszać spokoju zmarłego. Gdyby były jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy w trumnie jest ciało arcybiskupa, wtedy można by ekshumację zrozumieć. Ale w tej sytuacji po co? Nie rozumiem.

Miesięcznica

Warszawa, Stare Miasto, bazylika św. Jana Chrzciciela. Kościół wypełniony po brzegi, nie wszyscy się zmieścili, część ludzi stoi przed wejściem. Do mszy ciągle dołączają nowi, młodzi mają na plecakach naszywki ze znakiem Polski Walczącej, plakietki z napisem „Żołnierze Wyklęci”. Jedna z dziewczyn ma na sobie koszulkę z obrazkiem Lecha i Jarosława Kaczyńskich z bajki „O dwóch takich, co ukradli Księżyc”, a na plecaku przypinkę z parą prezydencką.

Kazanie kończy się długimi oklaskami.

Irek, 60 lat: – Jestem wzruszony, bo to jest, proszę pani, prawda, wszystko, co mówi ksiądz, to prawda. Wreszcie można mówić prawdę w Polsce. Moja Polska powróciła – łzy napływają mu do oczu. – Wielka Polska! Najjaśniejsza Polska! Ekshumacja? Jarosław wie, co robi, jeśli trzeba odkopać, to widać trzeba.

Świat teorii spiskowych jest uporządkowany, hierarchiczny i sprawiedliwy. Idealny dla samotnego i niepewnego mieszkańca Zachodu

Marcin, 17 lat: – Oczywiście, niech ktoś w końcu zrobi ekshumację. Ktoś musi szczątki zbadać. W Rosji one były bezczeszczone. Trumien nie można było otwierać, boby wyszło na jaw, że Polacy byli dobijani przez Rosjan. Niektórym udało się przeżyć, wyszli z samolotu i zostali zastrzeleni. Są filmy, w których widać biegnących w las ludzi, krzyki, piski i rosyjskie komendy, żeby strzelać.

Zofia, 66 lat: – Co robić? Ekshumację? Tak, dla wszystkich zdrajców narodu. Czas, żeby naród pojął prawdę. A prawda jest w Bogu! Polegli w Smoleńsku zasłużyli na to, żeby prawda była znana. Oto Polska – pokazuje – pełne ulice katolików, Polaków.

Tomek, 42 lata: – Chyba każdy myślący człowiek wie, że samoloty nie spadają bez powodu. Antypolska propaganda trzymała naród w garści. Ale od kiedy wygrał PiS, jesteśmy wolnymi ludźmi. Dopiero teraz zaczęła się demokracja. Tego chce naród, wystarczy spojrzeć, ile tu jest ludzi. Te szczątki powinny być zbadane już ponad sześć lat temu, a może nawet wcześniej. Tyle lat w kłamstwie żyjemy!

- Jak to wcześniej? – pytam.

- W ciałach jest prawda, musimy się dowiedzieć prawdy! Dlaczego zginął nasz prezydent?! – zaczyna podnosić głos. – Kto zabił naszego prezydenta?! Trzeba zbadać ciało prezydenta i prezydentowej! Kto jest w ich trumnach. Może ich tam nie ma! Może ich przed pochowaniem podmienili, a ciała odesłali do Rosji?

Wideo „Dużego Formatu”, czyli prawdziwi bohaterowie i prawdziwe historie, Polska i świat bez fikcji. Wejdź w intrygującą materię reportażu, poznaj niezwykłe opowieści ludzi – takich jak Ty i zupełnie innych.

”Dużym Formacie” czytaj: 

Adam Bielecki. Lodowy wojownik 
Na wyprawach zimowych nie ma zapachów, nie ma kolorów, wszystko jest monochromatyczne, czarne i białe. Nie ma dźwięków, słychać tylko wiatr. Rozmowa z Adamem Bieleckim, zawodowym himalaistą

W KOR-ze byli sami fajni ludzie. Dlaczego teraz się nie lubią? Rozmowa z Zofią Romaszewską 
Tak, tak, oczywiście, jesteśmy „faszyści”. I razem z Kaczyńskim doprowadzimy do autorytaryzmu

Przyjaciele z KOR-u. Dlaczego teraz się nie lubią? Rozmowa z Ludwiką i Henrykiem Wujcami
Kto te plujki zaczął? Kto wymyśla od „złodziei” i „komunistów”? Nas pan na tym nie przyłapie

Krzysztof Miller 1962-2016. Historie bez początku i końca
Nasze przebywanie na świecie ma charakter prosty. Zero-jedynkowy. Jak jesteśmy, to jest jeden. Jak nas nie ma, to jest zero

Bo w ciałach jest prawda. Czy będą ekshumacje smoleńskie?
Nie jestem pewien, czy to wyrachowanie, czy szaleństwo

Bezdomny ochroniarz na służbie za 3,50
Ochroniarz z Katowic nie dostał wypłaty, więc z fontanny wyciągnął 3 zł na jedzenie. I za to wyleciał

Weekendowiec, czyli Polska średnich miast
Pani ze Skierniewic musiała się często tłumaczyć na dworcu, dlaczego jeszcze nie wyjechała. „Powiedz, co ci w życiu nie wyszło”. Rozmowa z Filipem Springerem

ekshumacje

wyborcza.pl

„Eksperci” Macierewicza na tropie kłamstw. Pytamy inż. Edwarda Łojka, a ten: Totalna amatorszczyzna

jagor, 15.09.2016

Konferencja podkomisji MON ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej

Konferencja podkomisji MON ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej (Sławomir Kamiński)

- Z polskiej skrzynki wycięte zostały ok. 3 sekundy, z rosyjskiej ok. 5 sekund – ogłosił prof. Kazimierz Nowaczyk na konferencji podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej. PiS mówi: To bulwersujące. A nam inżynier Edward Łojek wyjaśnia zagadkę rejestratora.

 

- Bulwersująca jest informacja o tym, że są różnice, jeśli chodzi o zapis z czarnych skrzynek i są różnice sekundowe w zapisie – mówił w Sejmie senator PiS Jan Maria Jackowski.

Senator był „zszokowany” informacją, która kilka godzin wcześniej przedstawił zastępca przewodniczącego podkomisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej prof. Kazimierz Nowaczyk. Otóż Nowaczyk podał, że podkomisja odnalazła w materiałach źródłowych Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego pełne zapisy polskiej czarnej skrzynki i rosyjskiej. – Z polskiej skrzynki wycięte zostały ok. 3 sekundy, z rosyjskiej ok. 5 sekund – ogłosił.

„To nieudolna próba uchwycenia się czegokolwiek”

O komentarz do tych rewelacji poprosiliśmy inżyniera Edwarda Łojka, członka Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. W jego opinii to nieudolna próba uchwycenia się czegokolwiek przez członków podkomisji MON.

- Pan Nowaczyk albo nie zna się na rzeczy, albo nie miał czasu żeby zapoznać się z raportem firmy ATM [polski producent rejestratora parametrów lotu ATM QAR - red.]  przygotowanym dla prokuratury – mówi Łojek.

Zabrakło zapisu, bo doszło do katastrofy

- Polski rejestrator jest urządzeniem cyfrowym, a działa w ten sposób, że tzw. ramki danych zbierane są w buforze, w takiej podręcznej pamięci, i co 1,5 sekundy są przekazywane do pamięci stałej rejestratora. Jasne jest, że w momencie kiedy doszło do katastrofy samolotu, dane z bufora nie zostały przepisane do pamięci urządzenia. W związku z tym, tych danych tam nie było – wyjaśnia ekspert.

- Dlatego postanowiono żeby brakujące dane (sekundy – red.) zastąpić zapisem z rosyjskiego rejestratora, który też był na pokładzie tupolewa, i generalnie zapisał to samo, ale z większymi zakłóceniami… To wszystko jest bardzo dokładnie opisane w raporcie ATM. To dowód na totalną amatorszczyznę tej podkomisji, która nie potrafiła przyswoić sobie tego intelektualnie, lub dotrzeć do materiałów źródłowych – ocenia Łojek.

Sekundy nie wyjaśnią przyczyn katastrofy

Zapytaliśmy o wartość tych ostatnich „wyciętych” sekund zapisu feralnego lotu.

- Mówimy o sekundach przed uderzeniem w ziemię, tuż po utracie skrzydła. To, co tam się działo trudno uznać za jakikolwiek materiał, który może być użyty do określenia przyczyn katastrofy, a nie sposobu w jaki samolot się rozbija po utracie końcówki skrzydła. Należy pamiętać, że doszło do uszkodzenia instalacji hydraulicznej i elektrycznej – to ostatni moment przed zderzeniem z ziemią. Ten samolot był już dawno stracony – podsumował Edward Łojek.

Maciej Lasek, Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych oraz szef zespołu zajmującego się badaniem katastrofy smoleńskiej, przypomniał na Twitterze, że nowe odczyty z rejestratora ATM QAR zostały przygotowane dla zespołu biegłych prokuratury jeszcze w zeszłym roku. Biegli nie uznali ich za kluczowe.

Nowe odczyty z QAR zostały przygotowane dla zespołu biegłych prokuratury jeszcze w zeszłym roku. Biegli nie uznali ich za kluczowe.

maciej-lasek

 

eksperci

gazeta.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.