Parlament Europejski, 07.09.2016

 

Projekt rezolucji PE ws. Polski. „Paraliż TK zagraża demokracji i rządom prawa”

look, pap, 07.09.2016

Dokument prawdopodobnie zostanie przegłosowany w środę 14 września na sesji europarlamentu w Strasburgu

Dokument prawdopodobnie zostanie przegłosowany w środę 14 września na sesji europarlamentu w Strasburgu(fot. 123rf)

„Paraliż Trybunału Konstytucyjnego zagraża demokracji, prawom podstawowym oraz rządom prawa w Polsce” – napisali autorzy rezolucji PE w sprawie Polski. W dokumencie jest także mowa m.in. o wycince Puszczy Białowieskiej, ustawie antyterrorystycznej czy zmianach w mediach. Projekt poparła większość frakcji PE.

Do projektu rezolucji dotarła Polska Agencja Prasowa. Większość frakcji w PE zaakceptowała już jego treść. Dokument prawdopodobnie zostanie przegłosowany w środę 14 września na sesji europarlamentu w Strasburgu. Dzień wcześniej ma się odbyć debata. Sprzeciwia jej się frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należą PiS i eurosceptycy.

Co jest w projekcie rezolucji?

Według PAP Parlament Europejski powtórzy stanowisko wyrażone w pierwszej rezolucji o Polsce z 13 kwietnia. W tekście jest mowa o tym, że „paraliż Trybunału Konstytucyjnego zagraża demokracji, prawom podstawowym oraz rządom prawa w Polsce”. Europosłowie wyrażą też ubolewanie, że do tej pory nie udało się znaleźć kompromisowego rozwiązania, nie wdrożono opinii Komisji Weneckiej, nie opublikowano wszystkich wyroków TK, w tym z 9 marca i 11 sierpnia.

Autorzy projektu chwalą Komisję Europejską za prowadzenie z polskimi władzami dialogu na temat praworządności i wydaną przez KE opinię o sytuacji w Polsce, a także zalecenia w sprawie rozwiązania kryzysu wokół TK. „Z projektu wynika, że PE ma wezwać władze w Warszawie, by wykorzystały trzymiesięczny termin odpowiedzi na rekomendacje KE w sprawie znalezienia – we współpracy z wszystkimi partiami w Sejmie – rozwiązania, które będzie zgodne z opinią Komisji Weneckiej i zaleceniami KE” – informuje PAP.

Ustawy przyjmowane szybko i bez właściwych konsultacji

W odróżnieniu od kwietniowej rezolucji najnowszy projekt nie tylko porusza sprawę TK, ale również odnosi się do innych ustaw i kwestii, które mogą naruszać konstytucję i zasady rządów prawa oraz zapisy unijnej Karty Praw Podstawowych. W projekcie PE wyraża zaniepokojenie, że zmiany te „przyjmowane są szybko i bez właściwych konsultacji”.

Mowa o ustawach o mediach, o policji, o prokuraturze, kodeksie postępowania karnego, ustawie antyterrorystycznej, o służbie cywilnej, a także planach zwiększenia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej oraz kwestii „zdrowia reprodukcyjnego kobiet”. Zgodnie z projektem europarlament ma wezwać Komisję Europejską, by – wobec braku w pełni funkcjonalnego TK – zbadała te ustawy pod kątem zgodności z prawem UE.

„Zarówno przyjęte, jak i proponowane zmiany dotyczące mediów publicznych dają powody do niepokoju, czy wolność słowa, wolność mediów i ich pluralizm są zapewnione” – napisali autorzy projektu.

Krytyka wycinki Puszczy Białowieskiej

Przypominają też, że Komisja Wenecka uznała w swojej opinii, że nowelizacja ustawy o policji (zmieniająca zasady inwigilacji) nie zapewnia wystarczających gwarancji, które zapobiegną nadużyciom i nieuprawnionej ingerencji w prywatność. Projekt wskazuje także na obawy związane z ostatnimi zmianami w kodeksie postępowania karnego i ustawie o prokuraturze, które „mogą osłabić prawo do sprawiedliwego procesu w postępowaniu karnym, domniemanie niewinności, prawo do obrony oraz zasadę podziału władzy”.

Według projektu rezolucji nowa ustawa o służbie cywilnej może z kolei naruszać zasadę, że skuteczna, bezstronna, profesjonalna i politycznie neutralna służba cywilna jest fundamentalnym elementem demokratycznych rządów.

W projekcie dokumentu jest też krytyka planów zwiększenia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej oraz decyzji ministra środowiska Jana Szyszki o odwołaniu 32 spośród 39 członków Państwowej Rady Ochrony Przyrody, która sprzeciwiła się tym planom.

Zaostrzenie przepisów o aborcji nie wprost

W jednym z punktów projekt rezolucji wskazuje, że z europejskiej Karty Praw Podstawowych, Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wynika, że „zdrowie seksualne i reprodukcyjne kobiet jest związane z licznymi prawami człowieka, jak prawo do życia i godności, wolności od nieludzkiego i poniżającego traktowania, prawem do dostępu do opieki medycznej, prawem do prywatności, do edukacji oraz do dyskryminacji, które są także odzwierciedlone w polskiej konstytucji”.

Tekst nie wspomina wprost o propozycji zaostrzenia polskich przepisów o aborcji. Obywatelski projekt ustawy całkowicie zakazujący aborcji został złożony w Sejmie przez komitet Stop Aborcji. Według informacji PAP frakcja Zielonych w PE oraz Zjednoczona Lewica Europejska zamierzają zgłosić poprawkę do rezolucji, krytykującą także tę inicjatywę.

jestprojekt

gazeta.pl

Cyniczny flirt. Czułe słówka Orbána o Polsce przykrywają węgierskie interesy

Anna Dryjańska
07.09.2016
Polskim władzom nie przeszkadzają układy Orbána z Putinem.
Polskim władzom nie przeszkadzają układy Orbána z Putinem. • fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta

Skąd się bierze zauroczenie polskich polityków Viktorem Orbánem? Dlaczego na Węgrzech nie ma odpowiednika KOD-u? Jakie są wspólne wartości, które mają łączyć Kaczyńskiego i Orbána? Na te i inne pytania odpowiada politolog Dominik Héjj, autor strony Kropka.hu.

Jak pan odbiera miłe słowa Viktora Orbána pod adresem Polski i Jarosława Kaczyńskiego?

Dominik Héjj: Orbán doskonale wie, jak bardzo go kochają w Warszawie. To ułatwia mu realizację węgierskiego interesu. Polscy politycy zapominają o jego bliskich relacjach z Putinem. Zapominają o polityce energetycznej Orbána, która opiera się na Rosji.

Orbán powiedział w Krynicy, że to on może się uczyć polityki od Kaczyńskiego.

To uwodzicielska retoryka.

Cyniczny flirt?

Tak.

Polityka uczuć

Dlaczego Orbán uwodzi polskie władze?

Poza podejściem do kryzysu migracyjnego i domaganiem się zmian instytucjonalnych w UE, tak naprawdę niewiele łączy Polskę i Węgry. Węgrzy chcą euro, a Polacy nie. Węgrzy chcą się otwierać na wschód, a Polacy nie. Grupie Wyszehradzkiej już od dawna przewodzą Węgry. Mówienie, że Węgry poparły polski postulat zmian instytucjonalnych w UE jest niezgodne z faktami. Przecież ten postulat sformułował sam Orbán i to jeszcze wtedy, gdy w Polsce rządziła Platforma Obywatelska.

Grupa Wyszehradzka (V4) – nieformalne zrzeszenie Polski, Czech, Słowacji i Węgier działające od 1991 r. Czytaj więcej

Miło się słucha Orbána który mówi, że Polska to wielki i piękny kraj.

Ale to nie jest prawdziwa polityka. To jest działanie pod publiczkę, próba połechtania polskiego ego. Przecież żaden przywódca w roku 2016 nie podejmuje decyzji w oparciu o to, że kraj innego przywódcy nacierpiał się 70 lat temu podczas II wojny światowej.

Orbán nie kokietuje tylko Polski. Kieruje ciepłe słowa również do Jarosława Kaczyńskiego.

Orbán mówi, że on i Kaczyński to koledzy z opozycji. Nie śmiem wypowiadać się na temat opozycyjnych zasług Jarosława Kaczyńskiego, bo nie mam wiedzy na ten temat. Wiem, że Orbán ma kartę opozycyjną. Ale to wyrachowane komplementy. Uwadze polskiej opinii publicznej umyka tymczasem sprytny zabieg Orbána, który formalne wystąpienie ws. zmian instytucjonalnych w UE zrzucił na Polskę.

Czyli realizuje swoją politykę naszymi rękami?

I rękami Słowaków. Bo to rząd Słowacji, a nie Węgier, jako pierwszy zaskarżył kwoty migrantów do Trybunału. Podobnie to nie Orbán powiedział, że wprowadzi euro, tylko zrobił to jego minister. Gdy przychodzi co do czego, Orbán może wskazać palcem kogoś innego. To mu bardzo pomaga w działalności politycznej. Przyjaźni się zarówno z kanclerzem Kohlem, jak i z prezydentem Sarkozym, a także z Putinem.

Pokorne cielę dwie matki ssie?

Nie użyłbym tego sformułowania, bo ono bardzo deprecjonuje Orbána. On do perfekcji opanował umiejętność rozgrywania ludzi i sytuacji tak, jak mu wygodnie. To świadczy o jego wyrachowaniu i dojrzałości politycznej. Jest oklaskiwany zarówno przez Europejską Partię Ludową w Madrycie, jak i Prawo i Sprawiedliwość w Krynicy. To wielki kunszt.

Co Orbán zyskuje na flircie z Polską?

Poparcie dla swojego postulatu zmian instytucjonalnych w UE. Podkreślenie, że nie tylko Węgry domagają się zmian w polityce migracyjnej. Do niczego więcej Grupa Wyszehradzka nie jest Orbánowi potrzebna. Co będzie, gdy się skończy kryzys migracyjny? Co wtedy będzie łączyć Węgry i Polskę?

Może wspólne pragnienie, by przenieść się do przeszłości z konserwatywnych snów?

Gdy londyńskie City będzie chciało się przeprowadzić na kontynent, to zarówno Warszawa jak i Budapeszt będą zaciekle walczyć o to, by przeniosło się do nich. Ważne będą pieniądze, a nie tradycyjne wartości, jakkolwiek by je definiować.

Polityka partii

Z czego bierze się zaślepienie polskiej prawicy, a zwłaszcza PiS, wobec Orbána? Dlaczego polskich polityków nie kłują w oczy zdjęcia przywódcy Węgier wpatrzonego z uśmiechem w Putina?

Z tego, że chcą być tacy jak on – mieć praktycznie nieograniczoną władzę, odnosić sukcesy po latach bycia w opozycji, umiejętnie rozgrywać swoich potencjalnych następców… Tak na marginesie, tych w Fideszu już nie ma. Jeśli zabraknie Orbána, to jego partia się rozpadnie. To wszystko stoi na jednym człowieku.

Gdyby zabrakło Jarosława Kaczyńskiego, to jego partia pewnie też by się rozpadła.

Akurat w tym przypadku politycy PiS mogliby się jeszcze dogadać, albo przynajmniej spróbować. Z kolei Orbán pozbył się następców.

Trudno uwierzyć w to, że w całej partii nie ma nikogo chętnego na schedę.

W Fideszu jest dwóch takich polityków, ale Orbán tak ich na siebie napuścił, że jeśli jeden coś zrobi, to drugi na niego kabluje i odwrotnie.

Podziwia pan Orbána?

Jako gracza politycznego tak. To fenomenalny człowiek. Powstanie o nim wiele doktoratów. Natomiast jego decyzje i ich konsekwencje dla zwykłych Węgrów, to już kompletnie inna para kaloszy.

Kto jest bardziej wytrawnym politykiem – Kaczyński czy Orbán?

Zdecydowanie Orbán. Przemawia za nim choćby wiek. Zostało mu sporo czasu w polityce.

Polityka wartości

Jakiej rady udzieliłby pan rządowi PiS w kwestii stosunków z Węgrami?

Mam jedną, prostą radę. Rząd PiS powinien zaprosić Orbána na oficjalną, roboczą wizytę. Nie przy okazji, w biegu, na jakąś uroczystość czy konferencję, ale na zwykłą, kilkudniową wizytę. I podczas tej wizyty premier Szydło na konferencji prasowej powinna jasno powiedzieć społeczeństwu, po co Polsce są Węgry.

Nie wiemy tego?

Nie. Władze nigdy nie mówiły na ten temat. A przecież to podstawowa kwestia.

Może tym, co łączy Kaczyńskiego i Orbána jest chęć przewodzenia konserwatywnej kontrrewolucji o której mówili na Forum Ekonomicznym?

Na Węgrzech kontrrewolucja kojarzy się z rokiem 1956, o czym premier Orbán doskonale wie, a mimo to używa tej retoryki. Zaś sama koncepcja to tylko wariacja na temat postulatu wzmocnienia państw narodowych.

To nic nowego.

Tym co budzi zdziwienie jest to, że władze Polski i Węgier dążą jednocześnie do budowania wspólnoty i podziałów. To jest próba stworzenia społeczeństw czystych tożsamościowo, odrzucających zachodnioeuropejskie wartości, stawiających na ksenofobię, która wyrasta na naczelną wartość wschodnioeuropejską. Obserwujemy próbę stworzenia wspólnego stanowiska, która wyraża się chociażby w pomyśle telewizji V4. Pytanie brzmi jakie szanse powodzenia miałaby ta stacja, skoro prosto z Warszawy Orbán leci do Moskwy.

Wątpi pan we wspólną narrację państw Grupy Wyszehradzkiej?

Wątpię nawet w możliwość stworzenia „wyszehradzkiego” podręcznika do historii. Szybko okazałoby się, że Polska, Węgry, Czechy i Słowacja zupełnie inaczej oceniają kluczowe wydarzenia, takie jak rok 1968 czy kwestię Zaolzia.

Pokłócilibyśmy się już na etapie relacjonowania kto, co, komu, dlaczego i kiedy zabrał?

Tak. I szybko okazałoby się, że wbrew pozorom nie mamy wspólnych wartości. Wystarczy spojrzeć na zlaicyzowane Czechy.

To co Kaczyński i Orbán mają na myśli, gdy mówią o wspólnych wartościach?

Nie wiem. Trudno powiedzieć co faktycznie za tym stoi, oprócz wielbienia premiera Orbana. Polscy politycy nie przeanalizowali na chłodno jego interesów i intencji. Czy Polsce to się kalkuluje? No ale miłość jest bezwarunkowa. Dlatego Orban jest sławiony w Polsce jako wielki mąż stanu. Wystarczy poczytać fora internetowe czy dyskusje na Facebooku. Polacy wzywają Orbána, by ten przyjechał i rządził Polską, a nawet Europą. Nie przypominam sobie, by Polacy kierowali takie apele pod adresem jakiegoś rodzimego polityka.

To dlatego, że nie żył pan w czasach Piłsudskiego.

Dokładnie. Ostatnim polskim politykiem, wobec którego formułowano takie prośby, był Piłsudski.

Który był socjalistą, co współcześni patrioci skwapliwie wyrzucili z pamięci. Ale wróćmy do rzekomo wspólnych, polsko – węgierskich wartości. Pracownicy mediów związanych z PiS-em nie od dziś chwalą Putina za dyskryminację ludzi LGBTQ. Niedawno czytałam felieton prawicowego publicysty, który ocenia, że dla Polski byłoby lepiej, gdyby w USA zwyciężył Donald Trump, ze względu na jego wrogi stosunek do praw osób nieheteronormatywnych i legalnego przerywania ciąży.

Przypominam, że aborcja na Węgrzech jest legalna. I nikomu by do głowy nie przyszło, by choćby spróbować jej zakazać. A hierarchowie Kościoła rzymskokatolickiego nie wtrącają się do polityki. Czyli jest zupełnie inaczej, niż w Polsce. Prawo regulujące przerywanie ciąży jest na Węgrzech bardzo liberalne. Wystarczy, że człowiek powie, że sobie nie radzi i dostęp do zabiegu jest bardzo szybki.

Czyli w tej dziedzinie na Węgrzech panują standardy zachodnioeuropejskie?

Tak. Trudno więc powiedzieć, o co konkretnie chodzi z tymi „wspólnymi wartościami”.

Może tą wspólną wartością jest podziw dla Orbána połączony z niechęcią wobec lewicy?

Z jednej strony tak, ale z drugiej, paradoksalnie, Orbána otacza wielu węgierskich esbeków. Na zdjęciu marszałka Joachima Brudzińskiego ze wspólnego spływu Dunajem tuż przy liderze PiS jest mężczyzna w zielonej koszuli. To József Czukor, bardzo aktywny agent komunistyczny, wysoko postawiony urzędnik za czasów socjalistów, a teraz najbliższy doradca i twórca polityki zagranicznej Orbána. Teoretycznie PiS-owi powinno to przeszkadzać.

screen twitter.com/jbrudzinski

Teoretycznie w PiS-ie nie powinno być miejsca dla panów Jasińskiego, Kryże i Piotrowicza.

Jeśli postuluje się zniszczenie dawnego układu, to powinno się być konsekwentnym. A tej konsekwencji nie ma.

Polityka opozycji

Węgrom jest dobrze z Orbánem?

Nie, ale nie mają alternatywy. Pomijam oczywiście to, że Orbán zabetonował scenę polityczną chociażby przez zmianę ordynacji wyborczej, przez co unicestwił możliwość odebrania mu władzy. Jednak problem jest większy. Opozycja jest zajęta niekończącymi się kłótniami o przywództwo, które osłabiają ją jeszcze bardziej. Nie organizuje własnych wydarzeń, nie narzuca tonu. Reaguje, ale nie inicjuje. Nie potrafi się odnaleźć, jest zawsze krok za Orbánem. Opozycja nie potrafi pokazać Węgrom, że możliwa jest inna polityka.

Czy w takim stanie jest też polska opozycja?

Jeszcze nie. W Polsce jeszcze nie ma takiej rozsypki.

Co by pan poradził polskiej opozycji, by nie podzieliła losu węgierskiej?

Konstruktywność. Pokazywanie bardzo konkretnie, co nie udaje się władzy. Nie pieniactwo i wewnętrzne rozgrywki. A Platformie Obywatelskiej również głęboką refleksję nad tym, dlaczego przegrała wybory. I postawienie na prawdziwą odnowę, a nie mamienie elektoratu malowanymi przywódcami. Bo na Węgrzech problemem nie jest to, ilu ludzi głosuje na Orbana, ale to, ilu jest pogrążonych w takiej apatii, że już nawet nie idzie na wybory.

Czy Kaczyński idzie śladami Orbána?

Chciałby, ale na razie nie ma większości, która mu na to pozwoli. Gdyby teraz w Polsce doszło do zmiany władzy, to działania PiS-u dałoby się odkręcić w ciągu miesiąca. Jeżeli zaś ktoś przejmie władzę po Orbánie, to się nie ogarnie przez dwa lata. Partia Orbána przegłosowała kilkadziesiąt tysięcy wzajemnie powiązanych ustaw. Każda wynika z jakiejś innej. Nie da się tego zmienić jednym papierem. W Polsce naprawdę nie jest jeszcze aż tak źle.

Ma pan inną skalę.

Na Węgrzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego można zamknąć i nikt tego nie zauważy.

Czyli na Węgrzech nie ma odpowiednika Komitetu Obrony Demokracji?

Nie. Na Węgrzech jest już na to za późno.

to-cyniczny

naTemat.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.