PiS, 27.12.2015

 

jestNasTu

Anna Bikont „My z Jedwabnego”

10Czerwca2001

Lewandowski: Rząd PiS to sezonowa patologia

Paweł Wroński, 23.12.2015

Janusz Lewandowski .

Janusz Lewandowski . (Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta)

Polska wydłuża listę krajów kłopotów, to tym gorsze, że do tej pory była uważana w Unii za ostoję idei europejskiej na wschodzie Europy.

PAWEŁ WROŃSKI: W styczniu na forum Parlamentu Europejskiego ma się odbyć debata na temat Polski. Premier Beata Szydło w wywiadzie dla tvn 24 bagatelizowała ją, mówiąc, że rozmawiała na ten temat z premierem Węgier Viktorem Orbánem, który uważa tego rodzaju debatę za standard.

JANUSZ LEWANDOWSKI: Standard węgierski będzie świadectwem wizerunkowej klęski Polski. Zaważy, niestety, nie tylko na reputacji rządu, ale także całego kraju.

Tylko że stawianie nas w kącie, to także polityczne paliwo dla PiS, który może argumentować, że Parlament Europejski jest „antypolski”, i szermować ulubionym hasłem „zdrada”.

- To nie Polska jako dzieło zbiorowe Polaków jest na ławie oskarżonych. Nasz kraj jest od ćwierćwiecza obiektem podziwu i szacunku w Europie. Co innego rządzący, którzy nadużywają mandatu uzyskanego w tegorocznych wyborach. W sposób widoczny dla całej Europy dokonują zamachu na sąd konstytucyjny przy udziale prezydenta, który powinien być strażnikiem konstytucji. Wiem, to jest trudne do odróżnienia, ale zarówno za granicą, jak i w kraju powinniśmy dawać świadectwo, że Polska Kaczyńskiego to jest sezonowa patologia. Jest też inna Polska. Mieliśmy już ten problem w latach 2005-07 za czasów rządów PiS-Samoobrona-LPR.

Wówczas na forum parlamentu nie omawiano jednak sytuacji w Polsce, choć były takie pokusy.

- Myśmy wówczas stali na „polskiej bramce” w obronie interesów, ale też prestiżu kraju. Pomógł prestiż prof. Geremka. Jednak sytuacja była inna. Polska była co prawda traktowana jako „kraj specjalnej troski”, ale w Unii było wiele optymizmu co do przybyszy zza żelaznej kurtyny. Wstydliwe wspomnienie, jakie pozostawili po sobie europosłowie Samoobrony, PiS i LPR, sprawiło, że dalsze wyczyny opozycji oczerniające Polskę po zmianie warty w roku 2007 nie miały większego znaczenia. Był to swoisty folklor, margines, jaki zawsze ubarwia debaty w europarlamencie. Oprócz mało zauważalnych występów Rydzyka czy Macierewicza godne zapamiętania po roku 2009 są plenarne występy Ziobry, który źle znosił sukces polskiej prezydencji roku 2011 w Unii, oraz europosła Dudy, który gorliwie oskarżał własny kraj po wyborach samorządowych. Nie zdziwił mnie, już jako prezydent Andrzej Duda, który podczas oficjalnych wizyt w Berlinie i w Londynie źle mówił o Polsce.

Czy UE nie będzie szczególnie zainteresowana sytuacją w Polsce? Ma większe problemy: groźbę wyjścia Wielkiej Brytanii, sprawę uchodźców. PiS zresztą zdaje sobie z tego sprawę, dlatego przyjął tak ostry kurs polityczny.

- Patrzę na to inaczej. Polska wydłuża listę „krajów kłopotów”. To jest tym bardziej niepokojące, że na Wschodzie była do tej pory ostoją idei europejskiej pośród nieprzewidywalnych sąsiadów. Skutkiem sytuacji w Polsce może być osłabienie Unii, czyli pogorszenie sytuacji geopolitycznej. Nie sądzę też, by Unia mimo kryzysu nie reagowała na to, co się dzieje w Polsce, a to właśnie dlatego, że kolejne kryzysy mogą zagrozić jej całości.

Zwłaszcza że nowa władza zaczęła od najgłośniejszego akordu – naruszenia porządku konstytucyjnego i obezwładnienia Trybunału Konstytucyjnego. Do tego nawet Orbán dochodził stopniowo.

Ale jak wiadomo, po debacie nawet nie będzie rezolucji, a taką opublikowano w sprawie Węgier.

- Straty jednak będą. Reputacja kraju ma znaczenie. Choćby dla turystyki, bo chętniej odwiedza się kraj przyjazny, który ma dobrą markę. W takim kraju chętniej się inwestuje. Po parlamencie wcześniej czy później – jeśli w Polsce nic się nie zmieni – głos zabierze Komisja Europejska, która ma wiele narzędzi oddziaływania.

Na przykład?

- Wachlarz takich działań jest różny: od upomnień po tak zwaną opcję atomową – pozbawienie prawa głosu i zawieszenie w prawie członka UE. Możliwe jest także zawieszenie funduszy strukturalnych. Zresztą już widzę ślady pewnej presji ze strony Komisji Europejskiej. W następstwie wizyty w Warszawie wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Valdisa Dombrovskisa zamilkły mało odpowiedzialne głosy wicepremiera Mateusza Morawieckiego i ministra finansów Pawła Szałamachy, że przekroczenie 3 proc. deficytu to żaden problem. Chciałbym podkreślić, że ta presja to nie jest wynik widzimisię brukselskich urzędników, jak może to próbować przedstawić rząd. Dzieje się tak w imię zasad, na których wspiera się ład demokratyczny i dobra gospodarka. Nie sposób ukryć przed światem, że obecnie w Polsce – w cieniu destrukcji państwa prawa – źle się dzieje w gospodarce.

Prezes Kaczyński mówi, że TK uniemożliwia zmiany i nie pozwala podnieść pensji, a demonstrujący działają w interesie zagranicznych finansowych lobby.

- Są ludzie, którzy ślepo wierzą w każde głupstwo wypowiedziane przez Jarosława Kaczyńskiego. Arsenał słowny używany przez prezesa i premier Beatę Szydło, mianowicie, że na przeszkodzie „dobrej zmiany” stoi Trybunał, obce korporacje i interesy, niepokojąco przypomina propagandę PRL.

O, to opozycja nie jest na pasku obcych korporacji?

- Zarzut mocno śmieszny, skoro odpowiedzialność za gospodarkę powierzono Mateuszowi Morawieckiemu, który wywodzi się z obcej korporacji, czyli hiszpańskiego banku Santander! Natomiast co do gospodarki -przyznam, miałem złudzenia, że przyjdzie moment otrzeźwienia i po przeprosinach, albo bez przeprosin, rząd PiS wycofa się z najgorszych pomysłów. Niestety, zalążki szkody gospodarczej są widoczne i równie groźne jak rozmontowywanie państwa prawa.

Jakie zalążki?

- PiS odziedziczył gospodarkę zrównoważoną, wewnętrznie zdrową i z dobrymi perspektywami na przyszłość. Pierwszym, najbardziej widocznym objawem psucia jest czystka kadrowa.

Każdy rząd wymieniał kadry spółek skarbu państwa.

- Chodzi o skalę i zakres. Skala tej inwazji nomenklaturowej, która wkrótce spustoszy także służbę cywilną, jest niespotykana. Co gorsza, PiS nie dysponuje profesjonalnymi kadrami. Ostatnio menedżera z prawdziwego zdarzenia – prezesa PKN Orlen – zastąpił polityk PiS Wojciech Jasiński. Teraz każdy skrawek mienia publicznego czeka na swojego Jasińskiego! W ostatnich latach dorobiliśmy się grupy niezłych menedżerów w domenie skarbu państwa, którzy teraz są wypierani przez miernych, ale wiernych. Niestety, nie dociera do ludu smoleńskiego, że nawet łaska prezesa nie daje wiedzy ekonomicznej.

Coraz bardziej odsłania się ta przykra prawda o strategii gospodarczej PiS. Ja to nazywam kolonizowaniem gospodarki po to, aby wycisnąć pieniądze na prezenty socjalne. Dochodzi do zamiany pieniądza z potencjalnie inwestycyjnego na pieniądz polityczny, którym PiS chce opłacić nierealne obietnice. Dokonywane są przy tym kompromitujące zabiegi finansowe.

Na przykład?

- Na przykład manipulacja budżetowa ośmieszająca na arenie międzynarodowej ministra finansów Pawła Szałamachę. Sam ujawnia, że po 11 miesiącach 2015 roku deficyt budżetowy jest niższy o 10 mld od zakładanego. Co robi minister?

Podnosi zakładany na 2015 rok deficyt.

- Robi to tylko po to, aby uzbierać więcej pieniędzy w 2016 roku. Czytelna sztuczka budżetowa kosztem wiarygodności, która jest nam bardzo potrzebna w niespokojnych czasach! Zarazem trwa rozpaczliwe szukanie dochodów, co oznacza nowe podatki obciążające hipermarkety, banki i ubezpieczenia. To są krótkowzroczne zabiegi fiskalne, które mogą mieć długofalowe skutki dla polskiej gospodarki.

W innych państwach podatek bankowy funkcjonuje.

- Ale w Polsce nie ma potrzeby odzyskiwania poprzez podatek bankowy gigantycznych kwot wyłożonych na Zachodzie na ratowanie banków po roku 2008! Tam banki naraziły na ryzyko oszczędności swoich klientów i były ratowane kosztem podatnika irlandzkiego, hiszpańskiego czy niemieckiego. Natomiast nasz system i nadzór bankowy dobrze zdały egzamin z kryzysu, stanowiąc bezpieczną lokatę oszczędności ponad 20 mln Polaków. Teraz musi podołać dodatkowym wymogom kapitałowym i obciążeniom z tytułu ratowania powiązanego z PiS systemu SKOK-ów.

Opodatkowanie aktywów to nic innego jak opodatkowanie akcji kredytowej. Czysty fiskalizm i całkowite zaprzeczenie hasła premier Szydło: „Rozwój, rozwój, rozwój”.

Banki nie mają dobrej marki wśród Polaków.

- To już jest inna sprawa – kwestia kultury bankowości w obchodzeniu się z klientem detalicznym. Dlatego wyciskanie pieniądza z banków ma osłonę polityczną. Ludzie mówią – należy się bankom za to, co robiły do tej pory. Oczywiście będą tak mówić, dopóki nie odczują skutków na własnej skórze. Podobnie jest z obietnicą obniżenia wieku emerytalnego. Miło brzmi, ale jest to w istocie obietnica obniżenia emerytury i dramatyczny skutek dla finansów publicznych w starzejącym się społeczeństwie.

Mówi pan „wyciskanie” gospodarki, a jaką inną drogą mógłby PiS zrealizować obietnice?

- Po pierwsze, mógł ich nie składać albo się z nich wycofać. Inną drogą byłoby sięgnięcie wprost do kieszeni podatnika. Ale to idzie trudniej, bo to niepopularne. Pojawiły się wypowiedzi o trzecim progu podatkowym, dla najwyżej zarabiających, ale zamilkły. Potem był projekt ozusowania wszystkich umów cywilnoprawnych, ale cofnięto się od razu po negatywnych reakcjach. W ogóle w sprawach gospodarczych mam wrażenie, że panuje nieopisany chaos.

Wspomniał pan o Morawieckim, on miał być Zytą Gilowską tej ekipy. Czy jest?

- Moje rozczarowanie. Traci kredyt zaufania, który miał w środowiskach gospodarczych. Nie wiem, czy kontroluje resorty gospodarcze, ale siłą rzeczy firmuje czystkę kadrową i szkodliwe decyzje. Na razie prezentuje tani, obwoźny patriotyzm, głosząc slogany o repolonizacji polskiej gospodarki i złym kapitale zagranicznym. To brzmi dwuznacznie w ustach człowieka, który pracował dla banku Santander. Niech się zajmie repolonizacją środków wyprowadzonych przez senatora Biereckiego na konta w Luksemburgu. Bo te pieniądze potrzebne są w SKOK-ach.

Który z ministrów gospodarczych ma pana zdaniem silną pozycję w obecnej ekipie?

- I tu jest problem. W przeszłości finansami zajmowali się ludzie, którzy mogli być kontrowersyjni, których często nie lubiano, ale zawsze to był ktoś, kto potrafił powiedzieć „nie”. Czuł się odpowiedzialny za wiarygodność kraju. W tej ekipie na razie nie widzę nikogo.

Na ile lat tych „wyciskanych” z gospodarki pieniędzy starczy?

- Ten rząd ma wiele szczęścia, jeśli chodzi o spadek po poprzednikach. Na rok 2016 może przenieść wpływy z zakończonej aukcji częstotliwości LTE. To jest dodatkowo 9 mld zł. Może zagospodarować zysk NBP.

Ale rok 2017, czyli zapowiedziane wprowadzenie kwoty wolnej i tym samym strata samorządów, jest już niewiadomą. Dojdą skutki obniżenia wieku emerytalnego

Czyli w roku 2018 bankrutujemy?

- Trudno jest zepsuć tak solidną gospodarkę jak nasza po udanym ćwierćwieczu. Drugą Grecję zapowiadały obietnice wyborcze. Prezydent Duda obiecał 80 mld rocznie, premier Szydło w exposé ponad 50 mld na sto dni. Jest to zupełnie nierealne i prowokuje reakcje Brukseli.

I taka reakcja Komisji Europejskiej otrzeźwi polski rząd?

- Ciągle mam nadzieję na otrzeźwienie bez upomnień z zagranicy.

JANUSZ LEWANDOWSKI

Eurodeputowany PO, były minister przekształceń własnościowych, komisarz ds. programowania finansowego i budżetu UE w latach 2010-14, publicysta.

Lekkoatleta, doktor ekonomii, absolwent Uniwersytetu Gdańskiego, wykładowca na Harvardzie.

Ur. w 1951 r. w Lublinie. Jeden ze współtwórców ruchu liberalnego w polskiej opozycji. Doradzał „Solidarności” w latach 1980-89. Współzałożyciel Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Minister przekształceń własnościowych w rządach Jana K. Bieleckiego i Hanny Suchockiej. W 1997 r. oskarżony o nieprawidłowości w prywatyzacji dwóch krakowskich spółek (uniewinniony). Członek Unii Wolności i Platformy Obywatelskiej.

W styczniu 2014 r. został mianowany przewodniczącym Rady Gospodarczej przy premier Ewie Kopacz.

januszLewandowski

wyborcza.pl/politykaekstra

PiS i rozczarowani

Dominika Kozłowska, 23.12.2015

Beata Szydło i Jaroslaw Kaczyński

Beata Szydło i Jaroslaw Kaczyński (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Jarosław Kaczyński stoi przed wyzwaniem związanym z utrzymaniem, mimo fali krytyki, żelaznej dyscypliny wśród posłów i ministrów.

Stabilność w obozie władzy zależy także od postawy konserwatystów z ugrupowania Jarosława Gowina. A po upływie 100 dni rządu Beaty Szydło stanie się jasne, czy politycy wywiązali się z przedwyborczych obietnic. W razie niepowodzenia skutki społecznego rozczarowania odczują liderzy, którzy własną twarzą wspierali tezę o modernizacji polskiej prawicy: prezydent Duda, minister Gowin i premier Szydło.

Powodzenie planów Kaczyńskiego zależeć także będzie od postawy wspierających PiS mediów. W powyborczy wieczór o. Tadeusz Rydzyk zwycięstwu Andrzeja Dudy poświęcił zaledwie kilka zdań. Głównym tematem była fatalna kondycja finansowa rozgłośni. Winą za tę sytuację obarczył nie tylko ofiarodawców, telewizję Republika, ale także PiS. Nie można zapominać o pozostałych podmiotach, np. wspierającej smoleńskie miesięcznice „Gazecie Polskiej Codziennie”. Ten ostatni tytuł według danych ZKDP za 2015 r. osiągał sprzedaż nieco ponad 18 tys. egz. dziennie w stosunku do blisko 20 tys. egz. w roku 2014. Spadki czytelnictwa i trudna sytuacja nadawców telewizyjnych nie omijają nikogo, a to może skutkować poważnymi napięciami na linii PiS – media.

Nadchodzący rok będzie dla PiS poważnym wyzwaniem także i w wymiarze relacji z instytucjonalnym Kościołem. Już przed wyborami prawica i hierarchowie zajęli odmienne stanowisko wobec kwestii uchodźców. Ostatnio w rocznicę ogłoszenia deklaracji „Nostra aetate” biskupi podpisali ważny list w sprawie antysemityzmu, podczas gdy spalenie kukły Żyda na wrocławskim rynku nie spotkało się z reakcją ze strony rządu. Drogi katolickiej hierarchii i politycznej praktyki w tych punktach się rozchodzą.

Biskupi, którzy wspierali polityczną zmianę, mieli nadzieję, że rząd w pierwszej kolejności podejmie dwa zadania: wzmocnienie tradycyjnego modelu rodziny i odbudowę dobrych relacji na linii Kościół – państwo. Ważną sprawą było także ustawodawstwo bioetyczne. Owszem, minister Radziwiłł zawiesił finansowanie programu in vitro, a Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, pracuje nad flagowym programem 500 zł na dziecko, jednak wbrew oczekiwaniom biskupów i wyborczym zapowiedziom energia rządu skupia się dziś na zmianach ustrojowych. To pokazuje, że polityczne priorytety Jarosława Kaczyńskiego i oczekiwania biskupów rozmijają się, a ważne dla katolików postulaty traktowane są przez polityków instrumentalnie.

W coraz trudniejszych dla Kościoła czasach, kiedy liczba powołań i częstotliwość religijnych praktyk spadają, biskupi nie chcą ryzykować zacieśniania związków z partią, która wywołuje tak silne podziały w społeczeństwie. Być może zaskoczeniem okazała się skala rozpętanego przez PiS zamętu, a być może – siła społecznych protestów. W każdym razie przenoszenie tych napięć do Kościołów i sal parafialnych nie jest dla Kościoła korzystne.

Dominika Kozłowska - redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka

prezesMusi

wyborcza.pl/politykaekstra

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.