Lis (16.10.2015)

 

Oni mówią, że całe zło mediów publicznych to jedno trzyliterowe nazwisko – z Tomaszem Lisem w sobotę rozmawiamy o Polsce

Rozmawiał Maciej Stasiński, 15.10.2015
Tomasz LisTomasz Lis (Fot. Agencja Gazeta)
Polska liberalna obroni się tylko wtedy, kiedy polityczne przywództwo sięgnie przywództwa moralnego. Nie możemy opuszczać gardy ani dać się zagnać do rogu. Musimy odzyskać rząd dusz większości obywateli. Oni mogą wygrać wybory, ale nie mogą nam zabrać kraju – mówi Tomasz Lis w sobotnim „Magazynie Świątecznym”
Maciej Stasiński: Chcemy mówić o kraju, ale nie mogę nie zacząć od ciebie. Szykująca się do objęcia władzy partia zapowiada ustami swoich polityków i publicystów, że będą czystki w mediach publicznych i że nie ma w nich miejsca zwłaszcza dla Tomasza Lisa.Tomasz Lis: Mnie to nie zdziwiło. Na prawicowych forach jestem od dawna do odstrzelenia. W tekstach na portalu wPolityce.pl nazywają mnie chwastem i skunksem. Zdziwiło mnie tylko, że tak otwarcie powiedział to polityk Jarosław Sellin, człowiek, który szykuje się na ministra kultury. Ten sam, który w 2005 roku zapowiadał pluralistyczne media za rządów PiS, a nastąpiła inwazja. Dzisiaj on wprost inwazję zapowiada. Szykuje się powtórka, ale z turbodoładowaniem.

Inwazję zapowiadają jednym głosem: Czabański, Karnowscy, Targalski, Wolski. „Setki ludzi zwolnimy, idziemy po was” – mówią.

- Z tą inwazją mam niewielki problem. Jakoś sobie poradzę. Ale smuci mnie, że wielu młodym ludziom pracującym w mediach, studentom dziennikarstwa, którzy marzą o zawodzie, będą łamać kręgosłupy, a oni będą musieli zapłacić, jeśli zechcą przetrwać. Żal mi tego, co uczynią z telewizji publicznej.

Pan Sellin porównuje twój program do programu Jana Pospieszalskiego i mówi, no, o co chodzi…

- Ta symetria jest groteskowa i cyniczna. Ekscesy Pospieszalskiego dawały mi niejako placet na prezentowanie wizji innej Polski, liberalnej. Wiem, że jestem dla nich tylko symbolem. Figurą symboliczną, symbolem wroga. Pan poseł Kamiński, który lubi słowa proste jak cepy, mawia, że całe zło mediów publicznych to jedno trzyliterowe nazwisko.

Ten obóz nie umie działać bez figury wroga. Pochlebia mi w pewnym sensie, że tę figurę stosują i stosowali do ludzi, których podziwiam, którym zawdzięczamy wolną Polskę i którym mogę tylko buty czyścić: Jan Nowak-Jeziorański, Władysław Bartoszewski, Lech Wałęsa, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń…

Jarosław Kaczyński powiedział w 2006 roku, że społeczeństwo obywatelskie jest zagrożeniem dla państwa. To kwintesencja jego myślenia. Po ich zwycięstwie nie będzie obywateli, lecz jedność narodu pod nadzorem państwa przy kierowniczej roli partii. Pokropionej święconą wodą. Ale tylko pokropionej, bo kierownicza rola państwa i partii rozciąga się na Kościół. Kościół ma być tylko narzędziem.

Może żeby odzyskać Polskę liberalną, społeczeństwo musi doznać szoku, żeby poczuło skutki rządów autorytarnych nacjonalistów?

- Nowa władza nie da ludziom chleba, bo nie będzie miała pieniędzy. Ale z pewnością da igrzyska. Dla dużej części publiczności to będą upragnione i atrakcyjne igrzyska IV RP turbo. Dla wielu ludzi to będzie najlepszy czas życia.

Będzie „redystrybucja prestiżu”, jak mówi Kaczyński. Ile będzie sprawnych dziennikarzy, ilu uczynnych biznesmenów u boku nowej władzy.

Będzie odwet, ale i mnóstwo oportunizmu, koniunkturalizmu. Ludzie będą mówić: – Oni chcą dobrze, Szydło taka spokojna, a Duda młody i sympatyczny. Wielu nie będzie stać na wysiłek, żeby się sprzeciwić. Pogodzą się.

Ale wszyscy przejdziemy test chrześcijaństwa. Jeśli pociąg IV RP turbo się rozpędzi, to obudzi się w nas pokusa nienawiści. Musimy się jej oprzeć. Innej Polski od nikogo nie dostaniemy. Będziemy musieli w niej jakoś razem żyć, nawet gdy odzyskamy tę liberalną. Polskę jakoś trzeba będzie posklejać, żebyśmy chociaż jedno święto narodowe mogli obchodzić razem. Teraz hulają demony, ale 15 lat temu były cicho. Dopóki Kaczyńskiemu starczy sił, będzie nimi grał. My jednak musimy siać, starać się rozmawiać, podawać argumenty dla sprzeciwu, ale powściągać się w odrzucaniu osób.

Cały wywiad z Tomaszem Lisem w sobotniej „Wyborczej”

lisDopókiKaczyńskiemu

wyborcza.pl

Lis: PiS nie musi zmieniać konstytucji, by zmienić ustrój. Polska stanie się prywatnym państwem Kaczyńskiego

klep, 16.10.2015

Tomasz Lis, redaktor naczelny tygodnika ''Newsweek''

Tomasz Lis, redaktor naczelny tygodnika ”Newsweek” (Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta)

- PiS nie musi zmieniać konstytucji, by zmienić ustrój Polski – przekonywał Tomasz Lis w Poranku Radia TOK FM. Jego zdaniem już zwykła większość PiS w parlamencie doprowadzi do gigantycznej zmiany. – Polska stałaby się PiS-em. PiS jest prywatną partią Jarosława Kaczyńskiego. Więc Polska stałaby się prywatnym państwem Kaczyńskiego – ostrzegał.

 

Tomasz Lis stwierdził w Poranku Radia TOK FM, że PiS nie może raczej liczyć na większość konstytucyjną w przyszłym Sejmie. Dodał jednak, że partia Jarosława Kaczyńskiego wcale nie będzie musiała nowelizować ustawy zasadniczej, by radykalnie zmienić polski ustrój.

Władza na Nowogrodzkiej

- Nie sądzę, by nie można było zmienić ustroju Polski bez zmiany konstytucji. Jeśli PiS zdobędzie nawet 231 mandatów, de facto nastąpi zmiana konstytucji. Będziemy mieli ośrodek prezydencki, który nie wykazuje nadmiernych ambicji do samodzielności w tym układzie. Będziemy mieli panią Szydło, której już pokazano pułap, powyżej którego nie powinna skakać, bo jest podwładną Jarosława Kaczyńskiego. I będziemy mieli szefa państwa, którego nazywałem w tekstach naczelnikiem państwa, sprawującego władzę z pozakonstytucyjnego ośrodka na ulicy Nowogrodzkiej – tłumaczył Lis, mając na myśli prezesa PiS (to na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie mieści się siedziba PiS).

 

- Z racji tego, że będzie posłem, będzie można go kiedyś postawić przed Trybunałem Stanu. Ale jego odpowiedzialność będzie mikroskopijna w porównaniu z uprawnieniami, które sobie sam przyzna – mówił Lis.

 

polskaStanieSię

TOK FM

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.