Petru (22.10.2015)

 

Ryszard Petru: Koalicja wszyscy przeciw PiS? Stawiam cztery warunki

rozmawiał Michał Wilgocki, 22.10.2015

Ryszard Petru

Ryszard Petru (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

- Wolność gospodarcza, proste i niskie podatki, państwo neutralne światopoglądowo, ale przyjazne Kościołowi i proeuropejski kurs – takie warunki stawia Ryszard Petru ewentualnej powyborczej koalicji wszystkich przeciw PiS.

Michał Wilgocki: Telewizja Republika opublikowała kolejną porcję podsłuchów kelnerów – tym razem z udziałem Jana Kulczyka, Piotra Wawrzynowicza, Radosława Sikorskiego i Krzysztofa Kwiatkowskiego. Jak pan ocenia fakt, że taśma wypływa tuż przed wyborami?

Ryszard Petru, założyciel partii Nowoczesna: – To, co jest na taśmach, bardzo źle świadczy o obozie władzy. Z drugiej strony – ci, którzy podsłuchują i dysponują podsłuchami, kierują się metodą polityki haków. Tego typu publikacje są na rękę Prawu i Sprawiedliwości, a emitują je prawicowe kanały. Tak dziś wygląda w Polsce polityka – jedni się kompromitują w rozmowach, drudzy je nagrywają i publikują. To obrzydliwa forma sporu o Polskę, która nie dotyczy meritum.

Co pan zrobi w sprawie afery podsłuchowej, jeżeli zostanie posłem?

- Trzeba szybko wyjaśnić, dlaczego rozmawiano o sprawach państwowych poza gabinetami. Nie może być tak, że w Polsce każdy może każdego posłuchać, gdy rozmawia o sprawach istotnych dla państwa. To świadczyłoby o tym, że obce wywiady wiedzą o nas jeszcze więcej, niż nam się wydaje i wszystko mają nagrane. Jestem bardziej przerażony poziomem sporu między PO a PiS-em.

Pan protestował przeciwko nierównemu traktowaniu przez TVP, która najpierw zorganizowała debatę tylko PO i PiS. Ale obie debaty – zarówno Kopacz-Szydło, jak i z udziałem wszystkich komitetów – pokazały, że duopol w Polsce powoli się wyczerpuje i że mniejsze komitety mają dużo ciekawego do zaoferowania. Warto było protestować?

- Pamiętajmy o tym, że niektórzy widzowie mogli nie oglądać drugiej debaty. W poniedziałek każda z kandydatek miała po 35 minut, u nas każdy zaledwie po 9. Ta pierwsza debata miała sugerować, że są główni rozgrywający i pozostali – to jest nie fair. Dobrze, że obie panie pokazały się w telewizji także drugiego dnia, ale z punktu widzenia demokracji stało się coś niedobrego.

Wielu ludzi, którzy nie chcą już głosować na PO, mówi, że waha się między Nowoczesną a partią Razem. Co by pan im powiedział?

- My podkreślamy potrzebę wolności gospodarczej, niższych podatków. Natomiast to, co robi partia Razem, to socjalizm w czystej postaci. Trochę w stylu tego, co było przed 1989 rokiem – rozdawnictwo i duży udział państwa w gospodarce. Z tego punktu widzenia nasze propozycje programowe są fundamentalnie różne. Widzę bardziej problem na lewicy. Zjednoczona Lewica będzie miała problem z Adrianem Zandbergiem i Razem, bo odwołują się do tego samego elektoratu.

Partia Razem ma rozbudowany program socjalny. Pan mówi o kontach socjalnych dla najbiedniejszych. Na czym polega ten pomysł?

- Upraszczając – pomoc społeczna byłaby dopasowana do potrzeb. Proponuję utworzenie kont dla najbiedniejszych, na które byłyby wypłacane pieniądze na podstawie informacji o ich potrzebach. Taki system funkcjonuje w Australii.

Barbara Nowacka zarzuca panu, że wprowadzając 16-procentowy VAT, uderzy pan w najbiedniejsze rodziny, które na jedzenie wydają dużą część rodzinnego budżetu. W „Kropce nad i” pokazywała paragon i udowadniała, że jeżeli VAT wzrośnie z 8 do 16 procent, to dla takiej rodziny oznacza to dodatkowy wydatek kilkudziesięciu złotych miesięcznie.

- Mówiłem o tym już podczas debaty – jednolita stawka VAT oznacza, że jedzenie będzie wyżej opodatkowane, ale np. benzyna – niżej. I to spowoduje obniżenie cen, a nie ich podwyżkę. Zakupy spożywcze też będą tańsze, bo producent mniej zapłaci za półprodukty czy transport.

Skąd pewność, że producent, który oszczędzi na benzynie czy produkcji obniży ceny, a nie zatrzyma nadwyżki?

- Obniżamy podatki na większość dóbr i usług. Koszty wytworzenia żywności wiec spadną. Dzięki obniżeniu i uśrednieniu składek życie nie będzie droższe, ale na pewno prostsze. Trzeba też pamiętać, że produkty, na które spadnie VAT z 23 proc. do 16 proc. stanowią dużą cześć wydatków przeciętnej rodziny. To ponad 400 zł oszczędności rocznie na osobę.

Jak pan rozwiąże kryzys mieszkaniowy?

- Można to zrobić bez dodatkowego zastrzyku pieniędzy ze skarbu państwa. Proponuję, żeby mieszkania na wynajem budowały firmy prywatne. W całej Europie jest to bardzo popularny biznes. Deweloperów nie trzeba będzie specjalnie do tego nakłaniać, trzeba tylko zmienić regulacje, które ich blokują. Po pierwsze, należy przyspieszyć amortyzację, co pozwoliłoby na szybszy wzrost dochodów z inwestycji. Po drugie – musi być ograniczona ochrona lokatorów. Tak, żeby nie dochodziło do sytuacji, że ludzie nie płacą czynszu i nie chcą się wyprowadzić.

W debacie nie wykluczał pan również, że Nowoczesna przystąpi do koalicji „kordonu sanitarnego” przeciw PiS. Ale pod warunkiem że takiej koalicji uda się ustalić minimum programowe. Pana warunki?

- Są cztery. Wolność gospodarcza, proste i niskie podatki, państwo neutralne światopoglądowo, ale przyjazne Kościołowi i proeuropejski kurs.

W układzie PO-ZL-Nowoczesna-PSL mogłoby się to udać.

- Mam wrażenie, że nie byłoby to łatwe.

Z powodu PO czy lewicy?

- Nie wiem, jaki naprawdę program ma Zjednoczona Lewica. W deklaracjach jest bardzo socjalna, ale nie wiem, czy ta lewica to jest pani Nowacka, czy Janusz Palikot, czy Leszek Miller.

petruKoalicja

wyborcza.pl

WAŁĘSA: Zanim oddacie głos

22.10.2015

Nie zamierzam w tym miejscu namawiać Państwa do określonego wyboru politycznego. Celowo nie wymieniam ani jednej nazwy partii politycznej. Chcę jedynie zaapelować, żeby przed podjęciem decyzji uwzględnili Państwo kilka istotnych – moim zdaniem – kryteriów oceny

Po pierwsze, gospodarka. 25 października będziecie Państwo wybierać nie tylko posłów, posłanki i senatorów, ale także ich poglądy na gospodarkę. Różnice między poszczególnymi ugrupowaniami są duże. Oceniając każdą propozycję i obietnicę, warto przyjrzeć się metce z ceną.

Bo że taka cena jest, to pewne. Podniesienie kwoty wolnej od podatku do ośmiu tysięcy złotych to uszczuplenie dochodów budżetu państwa o około siedem miliardów złotych. Skorzystają na tym tylko osoby najlepiej zarabiające, stracą wszyscy.

Obietnica pięciuset złotych na każde drugie i kolejne dziecko – to ponad 22 miliardy złotych. Przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego – to dodatkowe obciążenie dla finansów publicznych rzędu 26 miliardów złotych już w 2018 roku! I, na dokładkę, głodowe emerytury w przyszłości, w przypadku kobiet niższe nawet o 70 proc.

Warto też pamiętać o obietnicy „dodrukowania” przez Narodowy Bank Polski dodatkowych 350 miliardów złotych, by urzeczywistnić obiecywany przed wyborami ponad bilionowy „program inwestycyjny”. Raz, że łamie to konstytucyjną zasadę niezależności banku centralnego, dwa, że rodzi niespotykane wcześniej ryzyko wybuchu inflacji.

W gospodarce nie ma darmowych obiadów. Można obiecywać „uproszczenie podatków” i wprowadzenie jednej, 16-procentowej stawki PIT, CIT i VAT – ale trzeba pamiętać, że to oznacza podwyżkę podatków (tak, podwyżkę!) dla tych rodzin z dziećmi, które zarabiają przeciętną płacę. Nie do wiary? A jednak. Liniowy PIT oznacza likwidację ulg na dzieci, dzięki którym takie rodziny dziś PIT-u nie płacą wcale lub prawie wcale. Z kolei liniowy 16-procentowy VAT na pewno spodoba się osobom planującym zakup nowego mercedesa, ale będzie dość przerażająca wiadomością dla tych rodzin, które relatywnie najwięcej pieniędzy ze swojego budżetu wydają na żywność.

Oczywiście obietnica jednolitego podatku, powiązanego z jednolitym kontraktem o pracę – zgłaszana przez jedno z ugrupowań politycznych – także ma swój koszt. Ale jest to koszt 10 miliardów złotych. Wciąż znaczący, ale nieporównywalny z bilionami i setkami miliardów z innych programów.

Po drugie, wizja i organizacja państwa. 25 października będziecie wybierać Państwo nie tylko partie polityczne, ale także ich pomysł na organizację państwa, ustroju politycznego i – w dużym stopniu – także stosunków społecznych.

Tu także podejmowane decyzje będą miały koszt, być może nie zawsze dający się zmierzyć w pieniądzach – ale potencjalnie dotkliwy.

Jedna z partii startujących w wyborach miała uporządkowaną wizję państwa, że przedstawiła ją nie tylko w programie wyborczym, ale także w projekcie nowej konstytucji. Nie znajdziecie Państwo w tym projekcie zapisu o równości kobiet i mężczyzn (a taki zapis jest w art. 33 obecnie obowiązującej Konstytucji RP). Znajdziecie natomiast zamach na niezależność sędziów (prezydent będzie mógł „składać z urzędu” tych sędziów, których, tu cytat, „dotychczasowe postępowanie świadczy o niezdolności lub braku woli rzetelnego sprawowania urzędu”). Znajdziecie też zapisy wykluczające możliwość wprowadzenia związków partnerskich oraz zrywające kompromis aborcyjny, jaki udało się przez lata w Polsce utrzymać.

Inne propozycje, składane przez inne ugrupowania, mogą się wydawać dalece mniej groźne – choć w rzeczywistości będą rodzić przykre konsekwencje. Oto bowiem w programie jednej z partii pojawia się obietnica dalszego „uelastycznienia rynku pracy”. Tłumacząc na prosty język: to oznaczałoby jeszcze więcej „śmieciowych” umów o pracę, dalsze ograniczanie przywilejów pracowniczych (płatne urlopy, płatne zwolnienia lekarskie) i, długofalowo, jeszcze gorsza sytuacja systemu emerytalnego. „Uelastycznienie rynku pracy” dobrze brzmi na papierze, w praktyce oznacza społeczną degradację setek tysięcy pracowników.

Alternatywa jest możliwa. Uważny wyborca znajdzie partię polityczną, która proponuje więcej praw pracowniczych nie mniej, jednocześnie nie strasząc przedsiębiorców natychmiastowym zrujnowaniem ich biznesów. Tak samo znajdzie ugrupowanie polityczne, które nie zapowiada radykalnych zmian w kwestiach światopoglądowych, nie zapowiada pospiesznego „odkręcania” reform. I które chce bronić dotychczas zawartych kompromisów społecznych, krok po kroku wzmacniając świeckość państwa i przyjazny, ale jednak stanowczy rozdział kościołów od instytucji państwa. Także na polu finansowym.

Jest czymś naturalnym w demokracji, że wyborcy mogą chcieć zmiany politycznej, zwłaszcza w sytuacji gdy jedno z ugrupowań rządziło długo. I to jeszcze w czasach światowego kryzysu gospodarczego, wymuszającego podejmowanie mało popularnych decyzji. Już sama wizja zmiany, jakiejkolwiek zmiany, może wywołać pozytywne emocje. Zanim jednak tym emocjom się poddamy, powinniśmy pamiętać, że emocje ze swej natury są krótkotrwałe. Przychodzą i odchodzą. Natomiast efekty błędów w polityce społecznej i gospodarczej zostają z nami na lata, niekiedy nawet dziesięciolecia. Zmiana jest dobra tylko wtedy, gdy mamy pewność, że jest to zmiana na lepsze. A o tym co jest lepsze warto decydować nie pod wpływem emocji, ale chłodnej kalkulacji.

*Jarosław Wałęsa – dyrektor Instytutu Obywatelskiego, poseł PO do Parlamentu Europejskiego

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

 

TOK FM

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.