Duda (23.08.2015)

 

„Newsweek”: jak poseł Andrzej Duda z delegacjami kombinował

Wojciech Czuchnowski, Piotr Żytnicki, Poznań, 23.08.2015

Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Andrzej Duda jako poseł PiS podróżował do Poznania w latach 2012-14 za sejmowe pieniądze. W rozliczeniach podpisał, że wykonywał obowiązki parlamentarzysty. W rzeczywistości pracował na prywatnej uczelni.

Najnowszy „Newsweek” zaznacza , że nie chodzi o wielkie pieniądze: podróże i hotele posła Dudy kosztowały Sejm 11 tys. zł. Gorsze jest to, że w rozliczeniach za wyjazdy przyszły prezydent podawał nieprawdę.

Duda w latach 2012-14 miał zajęcia w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji w Nowym Tomyślu, 60 km od Poznania. Za przeloty i hotele płacił Sejm. Zajęcia odbywały się w weekendy, Duda latał na nie często bezpośrednio po głosowaniach w Sejmie. W sumie lotów było 17 po 572 zł za rejs (stawka ryczałtowa dla Sejmu) . Do tego sześć nocy na koszt Sejmu w poznańskich hotelach, ale nie z górnej półki. Najdroższy, w hotelu Mercure, za 440 zł, najtańszy – hotel Gold – 150 zł.

Na fakturach Andrzej Duda podpisał, że pobyt miał związek z wykonywaniem mandatu. Podobnie – w ramach obowiązków poselskich- rozliczał loty. Newsweek sprawdził, że w tym czasie Duda, poseł z Krakowa, nie spotykał się w Poznaniu ani z wyborcami, ani nawet z działaczami PiS.

Tajny plan zajęć

Szkoła w Tomyślu, w której przyszły prezydent zarobił za wykłady łącznie 280 tys. zł, nie chciała udostępnić dziennikarzom żadnych informacji, nawet planu zajęć prowadzonych przez Andrzeja Dudę. Kanclerz uczelni, Janusz Musiał (który był jednym z gości głowy państwa na uroczystościach inauguracji prezydentury) odmówił i powołał się na „ochronę danych osobowych”. – Z panem mogę porozmawiać o pogodzie, ale nawet 50 maili nie skłoni mnie do przekazania panu informacji – powiedział kanclerz reporterowi „Newsweeka”.

Dziennikarze odtworzyli plan ćwiczeń prowadzonych przez Dudę na podstawie rozmów ze studentami i ich notatek, gdzie daty pokrywały się z datami wylotów. Z relacji studentów wynika, że czas na uczelni Duda miał tak wypełniony, że nie było możliwe, by mógł w tych dniach wykonywać inne obowiązki niż pracę wykładowcy.

Także Kancelaria Prezydenta nie odpowiedziała na pytania „Newsweeka” ani „Gazety Wyborczej”, gdy zapytaliśmy czy będzie komentarza do tekstu tygodnika. Usłyszeliśmy, że nie jest to planowane.

Sławomir Orłowski, rzecznik szkoły w Tomyślu, nie chciał nam wczoraj powiedzieć, kto opłacał podróże Dudy do Poznania i jego noclegi. Zażądał pytań mailem, ale zastrzegł, że nie odpowie na nie w niedzielę, bo nie jest w pracy.

Sejmowe rozliczenia opierają na zaufaniu do pisemnych oświadczeń posłów. Jednak podanie w nich fałszywych informacji może być uznane za przestępstwo poświadczenia nieprawdy w dokumencie. Za podobne wykroczenie, z PiS musiała pożegnać się tzw. trójka madrycka, czyli posłowie Adam Hofman, Mariusz Kamiński i Antoni Rogacki. Latali do Hiszpanii tanimi liniami, a w oświadczeniach dla Biura Sejmu wpisali podróż samochodem. W tej sprawie toczy się prokuratorskie śledztwo.

Obowiązki posła nie przeszkadzały dorabiać

Prezydent Andrzej Duda to prawnik po Uniwersytecie Jagiellońskim. W 2005 r. obronił tam doktorat, a w sierpniu 2006 r. poszedł na bezpłatny urlop. Najpierw został wiceministrem sprawiedliwości w rządzie PiS, a potem podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Po śmierci prezydenta w katastrofie smoleńskiej wrócił na ponad rok do pracy na uczelni. Od listopada 2011 r. znów jest na urlopie bezpłatnym: najpierw jako poseł, potem europoseł.

Poselskie obowiązki przeszkadzały Dudzie pracować na macierzystej uczelni, ale nie przeszkadzały dorabiać w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji im. Mieszka I w Poznaniu. Według rankingu „Perspektyw” i „Rzeczpospolitej” z 2012 r. była ona na ostatnim, 93. miejscu wśród uczelni niepublicznych. Potem nie była już notowana.

Praca Dudy w Poznaniu wyszła na jaw podczas kampanii wyborczej. Prof. Bolesław Andrzejewski, były rektor uczelni, przyznał nam, że to on znalazł Dudę w Krakowie: – Szukaliśmy wtedy pracowników. Pan Duda zgodził się z nami współpracować, kanclerz Musiał podpisał z nim umowę.

I tyle. Uczelnia nie chce podać nawet, od ilu lat pracował w niej Duda, ile zajęć prowadził i na jaki temat. Nie ma tego na jej stronie internetowej.

Sam Duda nie robił jednak tajemnicy ze swojej pracy w WSPiA. W oświadczeniach majątkowych, które składał jako poseł, pisał wprost, że z poznańską uczelnią wiąże go stosunek pracy. Używał określenia „etat dydaktyczny”.

Dlaczego Duda, przebywając na bezpłatnym urlopie z UJ i robiąc karierę polityczną, postanowił dorabiać na jednej ze słabszych uczelni prywatnych w Polsce? Według oświadczeń majątkowych Dudy uczelnia wypłaciła mu w ciągu czterech lat prawie 300 tys. zł. Duda był wykładowcą na kierunku administracja w zamiejscowym wydziale WSPiA w Nowym Tomyślu.

Duda „minimum kadrowym”

Dlaczego był tak cenny? Aby otworzyć kierunek na studiach, uczelnia musi zgromadzić minimum kadrowe, w tym wypadku musiało być to co najmniej sześciu doktorów. „WSPiA wykazywała dr. Andrzeja Dudę w składzie minimum kadrowego na studiach I stopnia, na kierunku administracja, w latach 2011/2012, 2012/2013 i 2013/2014″ – to oficjalna informacja z biura prasowego Ministerstwa Nauki. Duda miał z prywatną uczelnią umowę o pracę „na czas nieokreślony, w pełnym wymiarze czasowym jako pracownik dydaktyczny na stanowisku starszego wykładowcy”.

Poznańska WSPiA aktywnie wspierała Dudę jako kandydata na prezydenta. W piśmie „Puls Uczelni” znalazł się wywiad z Dudą, a okładkę ilustrowało jego zdjęcie z podpisem „Nasz wykładowca”. Oficjalnie pismo redagują studenci, ale jego naczelnym jest Sławomir Orłowski, rzecznik prasowy uczelni. Jeszcze przed pierwszą turą Duda odwiedził uczelnię i uczestniczył w konferencji naukowej. – W planie zajęć pojawiła się informacja o konferencji i o tym, że mamy w niej uczestniczyć – opowiadali potem studenci.

Po pierwszej turze wyborów na stronie internetowej szkoła zamieściła gratulacje podpisane przez samorząd studencki i władze uczelni: „Jesteśmy dumni z wyniku naszego wykładowcy. Życzymy powodzenia w II turze”. A potem były kolejne gratulacje. „Pana sukces jest sukcesem Polski, a także całej społeczności akademickiej” – napisał po drugiej turze Janusz Musiał, założyciel i kanclerz poznańskiej uczelni.

newsweekDuda

wyborcza.pl

Oficjalnie – obowiązki poselskie. W rzeczywistości – wykłady na uczelni. „Newsweek” o niewygodnych rachunkach Dudy

Prezydent Andrzej Duda, jeszcze jako poseł, za pieniądze z Kancelarii Sejmu opłacał podróże do Poznania, gdzie wykładał na prywatnej uczelni.
Prezydent Andrzej Duda, jeszcze jako poseł, za pieniądze z Kancelarii Sejmu opłacał podróże do Poznania, gdzie wykładał na prywatnej uczelni. • Fot. Newsweek.pl

Na koszt podatnika Andrzej Duda, jeszcze jako poseł, systematycznie latał do Wielkopolski. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby jego podróże wiązały się z wykonywaniem mandatu posła. Co do tego istnieją jednak duże wątpliwości. Prezydent wykładał na prywatnej uczelni. Latał do Poznania, kiedy miał zajęcia ze studentami. 17 przelotów i 6 noclegów za łączną kwotę 11 tys. zł. Dlaczego za wszystko płaciła Kancelaria Sejmu? O tym w najnowszym „Newsweeku” piszą redaktorzy Michał Krzymowski i Wojciech Cieśla.

Co robi krakowski poseł w Wielkopolsce?
Podróże Andrzeja Dudy najczęściej miały miejsce w weekendy, bo właśnie wtedy odbywały się zajęcia w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji w Nowym Tomyślu, które prowadził. Zaraz po posiedzeniach komisji i głosowaniach poseł wsiadał w samolot i leciał do Poznania. Bilety – jak sprawdził „Newsweek” – rezerwowane były przez sejmową kancelarię.

Redaktorzy szukali odpowiedzi na pytanie, co było celem tych podróży.Andrzej Duda – poseł z Krakowa (a nie z Poznania), biura w Wielkopolsce nie miał. Weekendowych spotkań z interesantami z Poznania również nie odnotowano. „Sprawdzamy archiwa lokalnej prasy – nie ma w nich jakichkolwiek informacji o politycznej aktywności posła. Czy w latach 2012-2014 był gościem zaprzyjaźnionego z PiS klubu „Gazety Polskiej”? Na stronach klubu nie ma o tym ani słowa.” – „czytamy w Newsweeku”.

Przyjeżdżał, bo wykładał
Lokalni działacze Prawa i Sprawiedliwości przyznają wprost, prezydent przyjeżdżał, „bo wykładał”. Zgodnie z procedurami, Kancelaria Sejmu zwraca koszty podróży tylko wtedy, jeśli mają związek z wykonywaniem mandatu. Po złożeniu dokładnie opisanej imiennej faktury.

„NEWSWEEK”

Poseł Duda otrzymał zwrot za noclegi w Poznaniu, co oznacza, że musiał opisać swoje faktury. Kancelaria jego adnotacji nie weryfikowała – nie weryfikuje ich nigdy, bo zakłada uczciwość posłów. Czytaj więcej

Co wspólnego wykłady mają z wykonywaniem mandatu? – Dla czystości tej sprawy, dobrze byłoby, aby pan prezydent wyjaśnił wszelkie niejasności. Powinien ustosunkować się do każdego przelotu i każdego noclegu oddzielnie. Próbowaliśmy zrekonstruować jego grafik, dotarliśmy do jednego z jego studentów i częściowo to się udało – komentuje w rozmowie z naTemat red. Michał Krzymowski, autor artykułu.

Ustawa: Za prywatne podróże poseł płaci sam
Grafik wykładów i terminy lotów faktycznie pokrywają się. – Z zestawienia wynika na przykład, że z 23 na 24 marca 2013 roku Duda nocował w Poznaniu, a 24 marca miałem z nim zajęcia – mówi „Newsweekowi” student, o którym wspominał red. Krzymowski.

„NEWSWEEK”

A co się dzieje, gdyby deklaracja posła okazała się nieprawdziwa? O taką sytuację – hipotetyczną, bez podawania nazwiska obecnego prezydenta – spytaliśmy konstytucjonalistę dr. Ryszarda Piotrowskiego: – Jeśli deklaracja napisana na fakturze jest niezgodna z prawdą, to można to uznać za poświadczenie nieprawdy w dokumencie. W razie wątpliwości Kancelaria Sejmu powinna w takiej sytuacji wystąpić do posła o złożenie stosownych wyjaśnień. Czytaj więcej

„Kwestia uczciwości, nie pieniędzy”
Ustawa o wykonywaniu mandatu posła, choć jest bardzo ogólna, wyraźnie nakazuje zwrócić pieniądze wtedy, kiedy Kancelaria udowodni nieprawidłowości. Problem polega na tym, że kancelaria podchodzi do całej sprawy bardzo ogólnie, ponieważ… ufa parlamentarzystom.

Jeśli podróż posła związana jest z inną pracą zarobkową, ten nie powinien brać pieniędzy z Kancelarii Sejmu, lecz sam za nią zapłacić. Prezydent Andrzej Duda na swoich wykładach zarobił w sumie 280 tys. zł. Koszt za wszystkie 17 przelotów i 6 noclegów wyniósł 11 tys. Dlaczego nie zapłacił sam?

Michał Krzymowski informuje nas, że „Newsweek” próbował uzyskać wyjaśnienie od pana prezydenta – bezskutecznie. – Nam prezydent nie musi odpowiadać, jeżeli nie chce. Wyjaśnienia należą się przede wszystkim Polakom – dodaje. Redaktor przekonuje, że w tej całej sprawie nie chodzi jednak o pieniądze, bo kwota 11 tys. zł nie jest aż tak „porażająca”.

– Chodzi po prostu o uczciwość i prawdomówność, czyli wartości, na które pan prezydent w swojej kampanii powoływał się bardzo często – tłumaczy. Nawet podczas zaprzysiężenia prezydent Duda potwierdzał, że jest „niezłomny”. – Warto wobec tego skonfrontować słowa i czyny – podsumowuje Michał Krzymowski.

czyAndrzejDudaWyłudzał

naTemat.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.