Kukiz (16.08.2015)

 

Normalni ludzie w polityce

Jan Zielonka, 16.08.2015

Elita polityczna w całej Europie ze strachem patrzy na rywali wyglądających na ludzi normalnych.

Dziś jedna gwiazda po drugiej w brytyjskiej Partii Pracy ostrzega przed mało znanym posłem Jeremym Corbynem, który startuje na szefa tej właśnie partii. Poglądy Corbyna nie są specjalnie oryginalne, niczym się też nie wyróżnił w swoim długoletnim stażu parlamentarnym. Dziś jednak jego spotkania przedwyborcze ściągają tłumy młodych entuzjastów. Dlaczego?

Corbyn jest w modzie, bo wygląda i mówi jak szary obywatel, a nie jak robot stworzony przez maszynkę partyjną według najnowszych wzorców PR. Corbyn odrzuca dominujący konsensus odnośnie do tego, czym jest polityka, i tego, jak politycy powinni postępować. Corbyn nie jest zdawkowy, powierzchowny, sztuczny, zblazowany i obłudny jak większość jego partyjnych kolegów. Corbyn mówi, co trzeba zrobić, a nie na przykład, czego nie można zrobić z uwagi na uwarunkowania gospodarcze czy geostrategiczne. Corbyn nie pasuje do telewizji, nie nadaje się do wyreżyserowanych wieców, jest przeciwieństwem idola popkultury i spinu.

Tego typu postawa wywołuje strach i wściekłość establishmentu tym bardziej, że Corbyn może wybory o przywództwo wygrać. Sam Tony Blair ruszył do walki przeciw Corbynowi pod hasłem: możecie mnie nienawidzić, ale na miłość boską, nie wybierajcie na szefa partii szarego outsidera, który nie pasuje do współczesnej rzeczywistości. Już nawet nie chodzi o to, że Corbynowi bliżej do związków zawodowych niż korporacji i banków. Lecz czy można oddać przywództwo facetowi z brodą, chodzącemu w sandałach i bez krawata? Corbyn na salonach Partii Pracy wygląda jak barbarzyńca, choć jest aktywnym członkiem tej partii od niepamiętnych lat.

Podobny strach przed normalnymi ludźmi panuje na szczeblu europejskim. Yanis Varoufakis miał więcej wiedzy o ekonomii niż jego koledzy z eurogrupy. Jego poglądy nie były aż tak kontrowersyjne. Umorzenie długów greckich proponował Międzynarodowy Fundusz Walutowy, a nie tylko Varoufakis na przykład. Varoufakis nie pasował jednak do środowiska sztywnych panów w garniturach i krawatach, jeżdżących służbowymi limuzynami. Jego skórzana kurtka, rozpięta koszula i motocykl dawały kolegom z eurogrupy jednoznaczny przekaz: nie jestem jednym z was, lecz normalnym człowiekiem, który na jakiś czas wszedł w politykę, żeby coś zmienić. Panowie w garniturach i krawatach robili wszystko, co mogli, by pozbyć się Varoufakisa.

Paweł Kukiz i Beppe Grillo to zawodowi showmani, a nie ludzie normalni. Jednak trudno twierdzić, że są przykładem typowego współczesnego polityka. Ich ubiór i styl mówienia kontrastują z tym, co reprezentują zawodowi politycy. Pani Szydło i pani Kopacz to dwie wersje tego samego. Pan Kukiz to obiekt z zupełnie innej planety: krnąbrny, kapryśny i nieprzewidywalny. Nie do końca nawet wiadomo, czy walczy o władzę czy tylko robi kolejny show, podobnie zresztą jak Beppe Grillo.

Profesjonalny establishment polityczny nie wie, jak z tymi dziwnymi obiektami postępować. Przylepianie im naklejek populistów czy wręcz wariatów nie zdaje egzaminu. Corbyn, Varoufakis, Grillo czy Kukiz są popularni, bo są inni. Łamią przyjęte schematy i kpią z jedynie słusznych poglądów na wszystko. Dezorganizacja ich zaplecza stwarza wrażenie spontaniczności i autentyczności. Kryterium ich sukcesu nie jest zwycięstwo wyborcze, lecz zdolność ośmieszenia tych u władzy. Bez konkretnego programu, zdyscyplinowanej organizacji, poparcia imperiów biznesowych i medialnych trudno zresztą przejąć władzę. Można jednak zmienić oczekiwania społeczne i zmusić profesjonalną maszynę polityczną do ustępstw.

Oczywiście w polityce liczy się nie tylko styl, ale też program. Ja sam stanowczo nie podzielam wielu poglądów osób, o który wyżej wspominam. Corbyn nie chce nas w NATO, a Grillo pomstuje na emigrantów. Kukiz wierzy w JOW-y, a Varoufakis wierzy w teorię gier i chyba jeszcze w Marksa. Jednak trudno zaprzeczyć, że w kategoriach symbolicznych ich wkład w demokrację jest poważny.

Po pierwsze, zerwali oni z przeświadczeniem, że w polityce nie ma alternatyw. Po drugie, pokazali, że polityka nie musi być zawodem, lecz przygodą z wyborcami. Po trzecie, udowodnili, że dialog społeczny nie musi być filtrowany przez partie i stojące za nimi grupy finansowego nacisku. Po czwarte, zerwali z typowym bełkotem politycznym, pokazując, że można o sprawach państwa mówić językiem normalnym. Zwolennicy Corbyna często podkreślają: on mówi po ludzku o rzeczach, które są nam bliskie. Profesjonalnym politykom do tego daleko, nawet gdy zdejmują marynarki i zamieniają limuzynę na autobus czy pociąg.

Problem w tym, że w trudnych czasach trzeba budować, a nie tylko burzyć. Krytyka to nie to samo co kompleksowy plan naprawy. Największym skarbem w polityce jest umiejętność szukania kompromisów, a nie ośmieszanie rywali. Istnieje niebezpieczeństwo, że styl uprawiania polityki przez Grillo czy Kukiza może zrobić z naszych krajów niestrawny bigos.

To wszystko nie oznacza, że nie należy zmienić sposobu uprawiania polityki. Pytanie tylko, czy zrobią to właściwie partyjni baroni albo medialni celebryci. A może my sami powinniśmy się zmobilizować?

Normalni ludzie to przecież my, i choć nie pchamy się do polityki, możemy polityków lepiej kontrolować i aktywniej uczestniczyć w życiu publicznym. Możemy też więcej i głębiej ze sobą rozmawiać, między innymi za pomocą internetu i portali takich jak polityka.pl. Wrzucanie kartki wyborczej do skrzynki to tylko jeden z wielu sposobów naprawiania polityki.

elityPolityczne

zielonka.blog.polityka.pl

wizjaMediówPublicznych

W najnowszym „Newsweeku”: Psychiatra przesłuchuje kandydatów Kukiza

16-08-2015

Paweł Kukiz polityka wybory parlamentarne

W układaniu list wyborczych Pawłowi Kukizowi pomaga… psychiatra

W ruchu Pawła Kukiza trwają przesłuchania kandydatów na kandydatów na posłów. W Krakowie prowadził je m.in. zaprzyjaźniony z muzykiem psychiatra – ustalił „Newsweek”.

Janusz Sanocki, jeden najbliższych współpracowników Kukiza, twierdzi, że do ruchu zgłosiły się cztery tysiące osób chcących wystartować do Sejmu. By wytypować tych najbardziej odpowiednich, Kukiz zarządził w całej Polsce przesłuchania. To coś w rodzaju castingów, które mają wyłonić najlepszych kandydatów na kandydatów. Przez przesłuchane muszą przejść wszyscy: ludzie do tej pory nieznani z publicznej działalności, ale także byli posłowie i znani działacze społeczni. Kilka dni temu rozmowę z komisją w swoim okręgu odbył np. były kandydat Ruchu Narodowego na prezydenta Marian Kowalski. Wcześniej przesłuchiwany był także inny z liderów narodowców – Krzysztof Bosak, były poseł Ligi Polskich Rodzin.

Mówi osoba ubiegająca się o miejsce na liście Kukiza: – Ten psychiatra uczestniczył w kilku takich rozmowach. Przychodził, siadał z boku, czasem o coś spytał, ale głównie obserwował. Czułem się nieswojo, wiedząc, że w komisji egzaminacyjnej przygląda mi się lekarz. Jak się okazało, człowiek nazywa się tak samo jak Kukiz.

Chodzi o Pawła Kukiza Szczucińskiego. Sanocki pytany o niego odpowiada oszczędnie. – On pełni funkcję konsultacyjną. Czy jest rodziną Pawła? Nie interesowałem się tym, ale to chyba jakiś daleki kuzyn – mówi.

 

Sam Kukiz Szczuciński stara się umniejszyć swoją rolę. – Jestem przede wszystkim zaangażowany w moja pracę zawodową i charytatywną, które są dla mnie najważniejsze. Nie jestem politykiem i nie zamierzam kandydować do parlamentu. Jestem mężem kuzynki Pawła Kukiza. Od momentu śmierci jego ojca jestem z nim w kontakcie, wraz z rodziną staramy się go wspierać, jak umiemy najlepiej – mówi. Ale dopytywany przyznaje, że brał udział w przesłuchaniach w Krakowie. W jakim charakterze? – Wyłącznie eksperckim, bez prawa głosu odnośnie kształtu listy – zapewnia.

Kukiz Szczuciński obecnie pracuje w jednym ze świętokrzyskich szpitali i działa charytatywnie na rzecz osób trędowatych w Indiach. W przeszłości był zatrudniony w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii przy ul. Sobieskiego.

- Podczas przesłuchań padają najróżniejsze pytania. Najróżniejsze. „Co to jest marksizm kulturowy?”, „Skąd pan ma majątek?”, „Za co pan kupił dom?”, „Dlaczego banki powinny zostać zrepolonizowane?”, „Proszę wyjaśnić zasady ordynacji z jednomandatowymi okręgami wyborczymi”. Część rozmów jest nagrywana – opowiada jeden z naszych rozmówców.

Kto będzie kandydować na listach Kukiza? Jak się dowiadujemy, muzyk zabiega m.in. o start Marka Jakubiaka, właściciela browaru Ciechan.

Newsweek.pl

Narodowcy, dawni ludzie PiS i „Solidarności… „Newsweek” ujawnia, kto rządzi u Kukiza po odejściu dawnych przyjaciół

Jakub Noch
16.08.2015
"Newsweek" opisuje kulisy narastających kłopotów ruchu Pawła Kukiza.
„Newsweek” opisuje kulisy narastających kłopotów ruchu Pawła Kukiza. • Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta

Lekcją tego, jak nie budować nowych ugrupowań można uznać najnowszy numer „Newsweeka”, w którym Michał Krzymowski opisuje kulisy powolnego rozkładu ruchu Pawła Kukiza. I ujawnia m.in. w jakich okolicznościach dolnośląski radny skłócił się z autorami jego sukcesu z pierwszej tury wyborów prezydenckich, jak zarządza dziś resztkami dawnej potęgi i po co współpracuje z nim psychiatra.

„Pedagogika, nie polityka”

WSPÓŁPRACOWNIK KUKIZA

dla „Newsweeka”

Znam mnóstwo przedsiębiorców, adwokatów i menedżerów, którzy z dumą mówili: „Głosowaliśmy na Kukiza, jest jeszcze dla nas jakaś nadzieja”. Wielu z nich widziało w nim sensowną alternatywę dla Platformy, a teraz nie chcą o nim słyszeć. Myśleli, że Paweł powoła przewidywalny i umiarkowany ruch. A co dostali? Niestabilnego trybuna ludowego, za którym stoją nacjonaliści.

To nie odosobnione komentarze w środowisku niedawnych najbliższych współpracowników Pawła Kukiza. Pozostali skarżą się, że lider zawiódł ich oczekiwania na dobrą zmianę i skupił się na sobie. Jak wielu innych polskich polityków, dolnośląski radny miał zacząć żyć w przeświadczeniu, że jeżeli raz otrzymał wysokie poparcie, to utrzyma się ono na długo. Chełpiąc się wynikiem z wyborów prezydenckich, Paweł Kukiz nie miał podobno też wielkiej ochoty na ciężką pracę przy budowaniu struktur potrzebnych do startu w wyborach parlamentarnych. Zabrakło też podstawowych umiejętności. – Praca z Pawłem to nie polityka, tylko pedagogika. On się dopiero wszystkiego uczy – mówią rozmówcy „Newsweeka”.

Kiedy te problemy zniechęciły większość dotychczasowych ludzi wspierających polityczne ambicje Pawła Kukiza, jego nieprzygotowanie do wielkiej polityki skutecznie wykorzystali rutynowani w wyborczych bojach narodowcy, którym dotąd twarzy tak popularnej brakowało. Kukiz chciał podobno ściągnąć w ramach wizerunkowej przeciwwagi dla nich konkurentkę z wyborów prezydenckich, reprezentującą wówczas SLD Magdalenę Ogórek. Bezskutecznie. – Rozmawiałem z panią Magdą trzy razy telefonicznie, namawiałem ją, żeby włączyła się w referendum, ale chyba bezskutecznie. Temat wydaje się więc zamknięty – cytuje „Newsweek” Janusza Sanockiego, aktualnie najbliższego doradcę Pawła Kukiza.

Fot. „Newsweek” 34/2015

Kto tam dziś rządzi?
Jak ustalił tygodnik, oprócz Sanockiego na Kukiza największy wpływ mają obecnie mieć działacz związkowy ze Śląska Dominik Kolorz, oraz były przywódca „Solidarności Walczącej” Kornel Morawiecki. Każdemu z nich raczej trudno będzie robić za przeciwwagę dla narodowców, którzy najliczniej skupili się dziś wokół Kukiza. Sanocki, Kolorz i Morawiecki to również twardzi prawicowcy, którzy w minionych latach flirtowali mocno z Prawem i Sprawiedliwością.

Rozmówcy „Newsweeka” zwracają też uwagę na jeszcze jedną podobno kluczową dla ruchu Kukiza postać. To drugi Kukiz. A dokładnie Paweł Kukiz-Szczuciński, mąż kuzynki „właściwego” Kukiza i ceniony psychiatra. Jak usłyszał Michał Krzymowski z „Newsweeka”, w nowym ugrupowaniu ten lekarz „pełni funkcję konsultacyjną”. – Od momentu śmierci jego ojca jestem z nim w kontakcie, wraz z rodziną staramy się go wspierać, jak umiemy najlepiej– mówi Paweł Kukiz-Szczuciński o swojej współpracy z Pawłem Kukizem.

 

naTemat.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.