Duda (03.08.2015)

 

Dudatour przed wyborami

Małgorzata Bujara, 03.08.2015
Andrzej Duda podczas kolejnego objazdu po kraju ma zawitać do sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Strachocinie, gdzie w maju uroczystości kościelne zamieniły się w wiec poparcia dla kandydata na prezydenta  (na zdjęciu)Andrzej Duda podczas kolejnego objazdu po kraju ma zawitać do sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Strachocinie, gdzie w maju uroczystości kościelne zamieniły się w wiec poparcia dla kandydata na prezydenta (na zdjęciu) (JERZY CHABA)

Oficjalnie, by dziękować za wybór. Ale tak naprawdę prezydent Andrzej Duda będzie jeździł po kraju i wspierał kampanię PiS.
Na razie są tylko wstępne ustalenia bez dokładnych dat. Szczegóły będą ustalane już po zaprzysiężeniu Andrzeja Dudy, czyli po 6 sierpnia.

- Myślę, że już 7 sierpnia będzie wiadomo więcej, będzie znany zarys kalendarza albo chociaż miejsca wizyt pana prezydenta. Choć należy pamiętać, że pierwszy tydzień urzędowania będzie zajęty organizowaniem Kancelarii Prezydenta. Trzeba będzie kalendarz wizyt krajowych zgrać z kalendarzem wizyt zagranicznych nowego prezydenta – mówi mi polityk PiS.

Ale wszyscy działacze partii, z którymi rozmawiałam, przekonują, że nowy prezydent wyruszy już niedługo w objazd po kraju.

- Oficjalny przekaz jest taki: Andrzej Duda przejedzie kraj w podziękowaniu za swój wybór – słyszę. – Po kampanii prezydenckiej pozostało mu 120 powiatów, w których nie zdążył być. Będzie też na pewno w tych, w których osiągnął najlepsze wyniki. Planuje podróżować po kraju do końca tego roku. Ale wiadomo, że szczyt tych wizyt przypadnie we wrześniu i w październiku – dodaje mój rozmówca.

Podkarpacie prezydent Duda odwiedzi na pewno, i to prawdopodobnie będzie jedna z pierwszych jego podróży. To województwo, w którym dostał rekordowe poparcie. Otrzymał tam aż 71,39 proc. głosów. Nawet w swojej rodzinnej Małopolsce miał mniej zwolenników – 62,09 proc. Na Podkarpaciu były miejsca, gdzie niemal wszyscy wyborcy postawili krzyżyk przy jego nazwisku. Tak było np. w gminie Jeżowe, w której zagłosowało na niego 91,83 proc. wyborców. Były też rekordowe powiaty: leżajski i ropczycko-sędziszowski (po prawie 82 proc. głosów). Z naszych informacji wynika, że właśnie do tych powiatów przyjedzie prezydent Duda.

- Czekamy na przyjazd pana prezydenta do tych powiatów, których nie zdążył odwiedzić podczas kampanii, oraz tych, w których uzyskał największe poparcie. Oczekujemy go także w Rzeszowie, stolicy regionu, którego mieszkańcy najliczniej na niego głosowali. Już z nim na ten temat rozmawiałem – mówi europoseł PiS Stanisław Ożóg.

W Rzeszowie, który do tej pory był bardziej przychylny PO, w maju również wygrał Andrzej Duda – dostał 56,5 proc. głosów. Mimo że popularny przecież prezydent Tadeusz Ferenc mocno popierał Bronisława Komorowskiego.

Z kolei według posła PiS Andrzeja Szlachty niemal pewna jest wizyta prezydenta Dudy w Strachocinie, w sanktuarium św. Andrzeja Boboli. W kampanii prezydenckiej kandydat PiS był tam na mszy św. w sobotę 2 maja. Ta wizyta odbyła się w ramach ogólnopolskiej pielgrzymki wszystkich prawicowych ugrupowań politycznych. Dudzie towarzyszył wtedy prezes Jarosław Kaczyński, byli też Beata Szydło i Marek Kuchciński. Do Strachociny przyjechali także szefowie wyborczych koalicjantów PiS: Jarosław Gowin i Paweł Kowal z Polski Razem, Zbigniew Ziobro z Solidarnej Polski i Marek Jurek z Prawicy Rzeczpospolitej. Byli także działacze „Solidarności” i rolnicy.

- Dla prezydenta Andrzeja Dudy sanktuarium ma ogromne znaczenie. Jest zbieżność dat urodzenia – Andrzej Duda i św. Andrzej Bobola urodzili się 16 maja. Tak myślę, choć to tylko moje spekulacje, że rodzice wybrali Andrzejowi Dudzie imię na cześć świętego Andrzeja Boboli. Tego dnia są bowiem również imieniny Andrzeja – mówi poseł Szlachta.

W Strachocinie w maju uroczystości kościelne zamieniły się w wiec poparcia dla Dudy, wierni przynieśli transparenty z hasłami poparcia dla jego kandydatury. Po mszy Duda przemawiał z kościelnej mównicy: – Trzeba proces likwidacji Polski zatrzymać. Trzeba wspierać te regiony kraju, które są dzisiaj w najtrudniejszej sytuacji.

A kustosz sanktuarium ks. Józef Niżnik dziękował Jarosławowi Kaczyńskiemu i „wszystkim siłom prawicy”, że przyjechali do Strachociny. – Czy nie jest to ważny dzień dla Polski? Tutaj są najważniejsi przedstawiciele ugrupowań prawicowych przy ołtarzu. Jak się nie cieszyć, skoro widzę Marka Jurka, Zbigniewa Ziobrę, Jarosława Gowina? – mówił kustosz.

wyborcza.pl

Magnackie uczty. Strzelanie z armat, wtrącanie do lochu, tygodniowe kace

Józef Krzyk, 03.08.2015
Uczta u Radziwiłłów, obraz Aleksandra OrłowskiegoUczta u Radziwiłłów, obraz Aleksandra Orłowskiego (Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie)

Na najbogatszych dworach dzień bez przyjęcia zdarzał się podobno tylko w poście. Jedzenia musiało być tyle, by wystawało i wylewało się z mis. Alkoholu – piwa i wina – miało być dość, by wszystkich zwaliły z nóg.
W najgorszej sytuacji był gospodarz, bo gościnność nakazywała, by pił ze wszystkimi aż do końca przyjęcia. To jego obowiązkiem było wzniesienie pierwszego toastu. Na baczności musieli się mieć goście Adama Małachowskiego (1706-67), krajczego koronnego, który był właścicielem najsłynniejszego kielicha w Rzeczypospolitej. Naczynie mogło pomieścić pół garnca, czyli 1,3 l wina. Małachowski sam na powitanie pił i oddawał puchar gościowi, żądając, by wychylił wszystko duszkiem. Niektórzy po takim wstępie już nie mieli sił na dalsze ucztowanie. Słabą głowę miał Karol „Panie Kochanku” Radziwiłł. Gdy wypił, rozdawał konie, pałasze, a nawet wsie. Zdarzało się, że pobił gości albo dla żartu kazał wtrącić do lochu, a także dawał ognia z armat.Aby ustrzec swoich synów przed skutkami posiadania słabej głowy, magnaccyrodzice pilnowali, by w programie wychowania znalazły się praktyczne zajęcia – przyzwyczajenie młodzieńca do wypijania sporej ilości alkoholu. Przerwę od pijaństwa na magnackim przyjęciu stanowiły tylko tańce. A korzyścią z wypijania litrów wina było neutralizowanie dużych ilości tłustych potraw. Na pańskim stole dominowały rosół, barszcz, bigos, słonina, kwaśna kapusta, gęś, flaki, kapłony. Mięso przyprawiano szafranem, migdałami, imbirem, pieprzem, miodem czy cytryną. Dopiero gdy zaczęto sprowadzać kucharzy z Francji, ten zestaw obowiązkowy został uzupełniony pasztetami i ostrygami.

Pijaństwo i przejadanie się prowadziły do podagry, czyli dny, choroby wyniszczającej stawy. Na wszelki wypadek najwięksi magnaci mieli pod ręką zawsze medyków – Stanisław Lubomirski jednego doktora, dwóch cyrulików i dwóch aptekarzy. Podagrę nazywano chorobą królów lub chorobą ludzi bogatych. Władysław IV przez nią, zwłaszcza po pijatykach, tygodniami nie wychodził z łóżka (cierpiał też na kiłę, kamicę nerkową oraz reumatyzm). Podagra dotknęła też Jana Kazimierza, Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana III Sobieskiego. Zwycięzca spod Wiednia miał też kiłę, kamicę nerkową i żółciową, zapalenie nerek i nadciśnienie. Z kiły leczono rtęcią, co powodowało zatrucie organizmu. Zmarł na wylew krwi do mózgu.

Wiele chorób trapiło (na przekór przydomkowi) Augusta II Mocnego i jego syna Augusta III. Obaj mieli podagrę, choć młodszy, wychowany w protestanckiej atmosferze, raczej nie skłaniał się ku rozrywkom.

Jeśli mimo wszystko magnaci żyli dłużej niż prosty lud, to zawdzięczali to lepszej higienie. W razie wielkich epidemii, które wybuchały bardzo często, mogli uciec do innej rezydencji, która znajdowała się w zdrowej okolicy. Największe spustoszenie powodowała dżuma, której przenoszeniu się sprzyjały wojny. Te same okoliczności towarzyszyły epidemiom tyfusu, czerwonki oraz ospy. Choroby sprawiały, że wieku dorosłego dożywał tylko co trzeci mieszkaniec XVIII-wiecznej Polski, również w magnackich dworach. Długowieczni Czartoryscy byli na tym tle raczej wyjątkiem.

”Objazdowym Muzeum Historii Polski” czytaj: 

Hetman Branicki – klawe życie magnata
Historia bywa niesprawiedliwa. Chcielibyśmy, by pamięcią potomnych nagradzała tylko osoby wielkie i nieprzeciętne, skazując na zapomnienie ludzi małego formatu, poślednich talentów i marnego intelektu. A ona, jak na złość, często robi odwrotnie, czego dowodem Jan Klemens Branicki herbu Gryf

Majątki arystokracji. Fura, skóra i gipiura
Najwięksi arystokraci mieli po kilkaset wsi, własne miasta i prywatne armie. Olbrzymie dochody i (czasami) jeszcze większe wydatki.

Magnackie rezydencje
Białystok, Choroszcz, Tykocin, Bohoniki, Supraśl. Wszystkei możemy zwiedzić na Podlasiu

Białowieża. Historia czterech królewskich polowań 
Królewskie łowy w Puszczy Białowieskiej trwały zwykle tydzień, angażowały kilkaset osób i były ulubioną rozrywką każdej koronowanej głowy. Strzelano, pito kawę, czytano książki i grano w karty.

wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.