Tusk, PiS, UE, 29.06.2016

 

Co innego mówi PiS Polakom, a co innego na szczycie UE

Tomasz Bielecki, Bruksela, 29.06.2016

Premier Beata Szydło na szczycie Unii

Premier Beata Szydło na szczycie Unii (FRANCOIS LENOIR / REUTERS / REUTERS)

27 krajów Unii zgadza się, że nie potrzeba zmian traktatowych. PiS mówi o „nowym traktacie UE”, ale tylko w Polsce. Na szczycie Unii premier Beata Szydło nie zająknęła się o tym.

Bitwa o Brexit

Żądania nowego traktatu UE były odpowiedzią PiS-u (prezesa Jarosława Kaczyńskiego, ministra Witolda Waszczykowskiego, premier Beaty Szydło) na wygraną Brexitu w referendum sprzed tygodnia. Nowy traktat miałby „naprawić” Unię (czyli rozluźnić eurointegrację), by odebrać paliwo euroscepetykom w innych krajach UE. Jednak premier Szydło nie zgłosiła tego pomysłu podczas środowych obrad przywódców 27 krajów UE (bez Wlk. Brytanii). Przeciwnie Szydło – jak mówią dyplomaci zaznajomieni z przebiegiem obrad – „miała dać wyraźnie do zrozumienia”, że również Polska nie chce teraz szeroko zakrojonych zmian w UE.

- Ku mojemu miłemu zaskoczeniu – bo ja nie jestem entuzjastą zmian traktatowych – nie padł ani jeden głos na rzecz zmiany traktatowej. A zatem czasami co innego mówi się w swoich krajach, ale tutaj w Brukseli ludzie nabierają może dystansu do własnych emocji – powiedział Donald Tusk po zakończeniu obrad, którym przewodniczył. Szydło już po szczycie tłumaczyła dziennikarzom, że zmiana traktatu UE „być może okaże się konieczna” na końcu długiej refleksji o zmianach w Unii.

W Brukseli nie było też szukania winnych Brexitu wśród szefów euroinstytucji. Nikt nie atakował Donalda Tuska czy przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera. Dyplomaci z Węgier, Czech i Słowacji czynili spore wysiłki dla wyjaśnienia, że uderzanie w Tuska nie ma nic wspólnego z Grupą Wyszehradzką, a jest czysto wewnątrzpolskim porachunkiem, od którego trzymają się z daleka. – Jean-Claude Juncker to ostatnia osoba, którą czyniłbym odpowiedzialną za Brexit – zadeklarował natomiast Tusk podczas konferencji prasowej po szczycie.

David Cameron przekonywał jeszcze we wtorek wieczorem, podczas swych ostatnich obrad szczytu UE, że rozpisanie referendum nie było błędem. – Wcześniej czy później zarządziłby je inny premier Wlk. Brytanii – miał powiedzieć Brytyjczyk. Główną winę za wygraną Brexitu zrzucił na unijną swobodę przemieszczania się, czyli nieskrępowane prawo do przeprowadzania się i legalnej pracy m.in. Polaków na Wyspach. Szydło relacjonowała, że Cameron miał ją zapewniać o zachowaniu przez Polaków w Wlk. Brytanii obecnych praw aż do momentu Brexitu. Ale to oczywiste w świetle unijnego prawa. Cameron miał też mówić o prawach nabytych Polaków także po Brexicie, ale – jak przyznała sama Szydło – on wkrótce przestanie być premierem i nie wiadomo, jakie będą decyzje kolejnych rządów w Londynie.

Ostatnie obrady z Cameronem upłynęły – jak mówią unijni dyplomaci – w uprzejmej, a „może nawet nazbyt uprzejmej atmosferze”. W Brukseli dominuje przekonanie, że jeśli jego następcą zostanie – co jest dość prawdopodobne – były burmistrz Londynu Boris Johnson, to Wlk. Brytania może okazać się trudnym, bo niezbyt przewidywalnym partnerem do brexitowych rozmów. Przywódcy 27 krajów UE potwierdzili, że rokowania o Brexicie mogą zacząć się dopiero po uruchomieniu rozwodowego artykułu 50. z traktatu UE, który daje dwa lata na wynegocjowanie umowy o Brexicie. A to nastąpi zapewne nie wcześniej, niż jesienią.

Johnson chciałby zachować pełny dostęp Wlk. Brytanii do rynku wewnętrznego UE. Ale wczoraj m.in. Angela Merkel i François Hollande podkreślali, że to niemożliwe bez zachowania pełnej swobody przemieszczania się i pracy dla obywateli UE. – W tej kwestii nie będzie żadnego niuansowania – podkreślał Juncker. – Nie mamy pełnej jasności, dlaczego naprawdę Brytyjczycy odwlekają aktywowanie artykułu 50. I dlaczego Cameron zostania to swemu następcy na fotelu premiera. Oczywiście, może chodzić o grę na czas, by rozmiękczyć wspólny front reszty Unii w kwestii zasady „rynek wewnętrzny tylko za swobodę przemieszczania się – tłumaczy wysoki urzędnik UE. Ustępstwa wobec Londynu byłyby jednak groźnym precedensem, bo swoboda podejmowania pracy jest mało popularna w kilku innych krajach Unii (m.in. w Holandii, Francji, Danii). Byłoby trudno ją obronić przed poważnymi ograniczeniami np. w razie negocjowania nowego traktatu UE postulowanego m.in. przez Kaczyńskiego.

Przyszłość Unii ma być tematem szczytu 27 krajów Unii bez Wlk. Brytanii w połowie września w Bratysławie (Słowacja będzie wtedy sprawować unijna prezydencję) i kolejnych narad w Brukseli. Dyskusje powinny być podsumowane w marcu 2017 r. w Rzymie podczas obchodów rocznicy traktatów rzymskich z 1957 r. ustanawiających Europejską Wspólnotę Gospodarczą, która rozwinęła się potem w Unię Europejską. Jednak w Brukseli nikt nie spodziewa się, że padną jakieś rewolucyjne propozycje. – Najbliższe miesiące to musi być przede wszystkim stabilizowanie sytuacji w Europie po wygranej Brexitu – tłumaczy urzędnik UE.

Do Brukseli przyjechała wczoraj szefowa rządu Szkocji Nicola Sturgeon, która chce utrzymania unijnego członkostwa Szkocji, i to bez negocjacji akcesyjnych i bez wychodzenia Szkocji z Wlk. Brytanii. Na razie to prawnie trudne do wyobrażenia. – Hiszpania jest przeciwna jakimkolwiek negocjacjom UE ze Szkocją. Jeśli Wlk. Brytania wyjdzie z UE, to Szkocja też ją opuści – ostrzegał wczoraj premier Hiszpanii Mariano Rajoy. Madryt jest od dawna bardzo ostry dla Szkotów, bo boi się ich secesja dodałaby skrzydeł zwolennikom niepodległości Katalonii. Ze Sturgeon spotkał się Juncker i szef Parlamentu Europejskiego Martin Schulz.

co

wyborcza.pl

Tusk ostro gra z Londynem. Wielka Brytania zachowa przywileje, gdy wpuści do siebie imigrantów

OK, 29.06.2016

Szczyt w Brukseli

Szczyt w Brukseli (FRANCOIS LENOIR / REUTERS / REUTERS)

1. UE, przygotowując się do Brexitu, stawia Londynowi warunki
2. Tusk: „Dostęp do wspólnego rynku tylko przy swobodnym przepływie osób”
3. Następny szczyt odbędzie się we wrześniu w Bratysławie
Wielka Brytania po Brexicie nadal będzie musiała przestrzegać niektórych unijnych zasad – jeżeli tego nie zrobi straci dostęp do wspólnego rynku Unii Europejskiej. Poinformował dziś o tym Donald Tusk.

Szef Rady Europejskiej po zakończeniu nieformalnego spotkania przywódców 27 państw Unii powiedział, że dostęp do wspólnego rynku będzie możliwy tylko przy poszanowaniu przez Wielką Brytanię czterech unijnych swobód, w tym przepływu osób.

- To ważna informacja m.in. dla Polaków – zauważa nasz korespondent z Brukseli Michał Gostkiewicz. - Jeżeli Londyn chce mieć dostęp do wspólnego rynku, nie będzie mógł zakazać Polakom wjazdu do Wielkiej Brytanii i podejmowania tam pracy – dodaje.

Donald Tusk warns the UK: „There will be no single market a la carte.”

Przywileje dla Londynu po zaakceptowaniu warunków

Wielu brytyjskich polityków liczy na to, że po wystąpieniu z Unii ich kraj zachowa dostęp do jednolitego rynku – domagają się jednak ograniczenia swobody przepływu osób.

Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker potwierdził słowa Tuska i przyznał, że każdy kraj, który chce czerpać korzyści ze wspólnego rynku, musi szanować cztery unijne wolności: przepływu dóbr, usług, kapitału i osób. – Swobody te muszą być respektowane bez wyjątku i bez niuansów – powiedział Juncker.

Traktat o UE bez zmian

Jean-Calude Juncker przyznał, że na razie nie będzie żadnych zmian w traktacie o UE. Liderzy unijnych państw w tej sprawie byli zgodni.

Następny nieformalny szczyt 27 państw UE bez Wielkiej Brytanii odbędzie się we wrześniu w Bratysławie – poinformowała o tym niemiecka kanclerz Angela Merkel.

 

gazeta.pl

PiS dostał czas do września na swój efekt cieplarniany

Jarosław Kaczyński niespecjalnie przejął się Brexitem (ponoć mówi: Bretix). I nie dlatego, że nie zrozumiał, co zaszło, albo dlatego, że guzik go obchodzi. Unia Europejska w polityce prezesa jest drugorzędna. UE ma dawać szmal, największy i najdłużej, a jak nie da, zwalić, że to wina Tuska, wina Brukseli, wina Merkel.

Prezes od razu po ogłoszeniu Bretixu ogłosił program ratunkowy dla UE. Traktat Lizboński do poprawki, co w rozumieniu prezesa znaczy: Unia sobie, państwa narodowe sobie. Nie można z tego sklecić jakiejś spójnej całości, ale nie o to chodzi, aby był sens. O elektorat pisowski chodzi.

Witold Waszczykowski mial transmitować geniusz prezesa do samej Brukseli, lecz nikt z nim nie chce rozmawiać. Nie jest partnerem dla najważniejszych. Te czasy dawno minęły.

Beata Szydło na szczycie Rady Europejskiej zaś nie przedstawiła planu ratunkowego Kaczyńskiego, bo po jakiejkolwiek konsultacji usłyszałaby, że to plan Unii Europejskiej bez Unii Europejskiej. Takie paradoksy, potworki pisowskie.

Premier Szydło siedziała na RE jak trusia, za to mówiła na konferencji prasowej swoim ezopowym językiem: „Państwa obecne na dzisiejszym spotkaniu powiedziały: chcemy być razem. Powinniśmy zrobić wszystko, by się dziś nie dzielić, by nie następowały podziały. Jest wola, żeby szukać jedności”.

Bardziej precyzyjny był gospodarz szczytu Donald Tusk. Nikt nie nie wychylił się ze zmianą traktatów: „Ku mojemu miłemu zdziwieniu – bo nie jestem entuzjastą zmian traktatowych – nie padł ani jeden głos na rzecz zmiany traktatowej”.

Były premier naszego kraju sprecyzował warunki brzegowe oczekiwań najważniejszych państw unijnych (czyt. strefy euro): „Fatalna byłaby debata, która polegałaby tylko na dwóch radykalnych stanowiskach. Albo więcej Europy, albo mniej. Jedno i drugie dla Polski byłoby bardzo ryzykowne, gdyby wygrała jedna lub druga teza. Między jednym a drugim jest przestrzeń do mądrych zachowań”.

I tę mądrość zachowań Tusk nazwał: „better Europe” (lepszą Europą).

Przede wszystkim Tusk zachował się, jak mąż stanu, mianowicie Davida Camerona pouczył, że dostęp dla Brytyjczyków do wspólnego rynku będzie możliwy tylko przy poszanowaniu czterech unijnych swobód, w tym przepływu osób.

Co z tego dla nas wynika?

Teraz jest czas na refleksje dla przywódców 27 państw UE. A mają sporo czasu na przemyślenia, bo do następnego szczytu w Bratysławie we wrześniu.

Czyli przez całe wakacje nikt nie bedzie zawracał Kaczyńskiemu głowy, że PiS niepraworządnie prowadzi Polskę. Trybunał Konstytucyjny już jest niemal zlikwidowany. Dobrze to określił na posiedzeniu komisji sprawiedliwosci przedstawiciel KOD Jarosław Marciniak:

Dlaczego kłamiecie prosto w w twarz? Ten projekt to tak naprawdę to Wasza ustawa, której niekonstytucyjność w wielu aspektach jest po prostu ewidentnie niekonstytucyjna. Z trzech projektów skierowanych do podkomisji wyszedł jeden. Państwo po raz kolejny skłamali. Obiecywaliście, że obywatele będa słuchani. Że obywatelskie projekty będą traktowane priorytetowe. Żaden przepis z naszego projektu nie został przyjęty”.

PiS pracuje w Sejme w nocy, Andrzej Duda między pisaniem kolejnych wpisów na Twitterze ad hoc podpisuje ustawy, jakie zostaną mu dostarczone przez kolegów partyjnych, niekiedy nad ranem. Pracowity PiS nie popuści też w wakacje, przepcha swoje prawo – tj. bezprawie – przez izbę ustawodawczą. Żaden Timmermans nie podskoczy partii Kaczyńskiego, bo ten będzie wylegiwał się na jakichś plażach.

PiS zaś szykuje nowa akcję propagandową, którą już widać w prawicowej prasie, a także działacze tej partii wyszli na ulice z partyjnymi transparentami, w tym na rocznicę poznańskiego Czerwca ’56: „Czy powstanie IV Rzesza?”, „Nie chcemy niemieckiej Unii Europejskiej”.

Lato będzie gorące. To głównie efekt cieplarniany PiS.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.