Kaczyński, 15.05.2016

 

Psychologiczny portret Kaczyńskiego

15.05.2016

Zachowania Jarosława Kaczyńskiego są podejrzane. Jego dziwne relacje z matką, bratem i ojcem. Jego postrzeganie siebie jako współczesnego Hioba. Fakt, że nigdy jako dorosły człowiek nie był prywatnie zagranicą. Wszystko to każe zastanowić się, czy mamy do czynienia z człowiekiem zdrowym psychicznie. Zwłaszcza, że jest de facto naczelnikiem RP.

 

Do tej pory próby psychologicznej analizy Jarosława Kaczyńskiego zaczynały się od insynuacji na temat jego orientacji seksualnej, a kończyły na plotkach o romansach jego ojca. Ani prezes PiS, ani my, nie zasługujemy na tego typu „analizy”. Ale w obecnej sytuacji politycznej, tak – politycznej, rozważania na temat charakteru i psychologicznego portretu Kaczyńskiego są konieczne. Bo tworzony przez niego model państwa, znajdujący się co prawda dopiero in statu nascendi, oparty jest na woli jednego człowieka. Ustrój, który szykuje nam PiS, jest właśnie takim woluntarystycznym systemem, w którym wola przywódcy politycznego silniejsza jest i ważniejsza od siły i wagi innych instytucji politycznych, zapisanych i umocowanych w konstytucji. Dlatego też rozważania na temat charakteru i stanu umysły Kaczyńskiego są nie tylko dopuszczalne, ale nawet niezbędne w procesie rozumienia tego, co czeka nasze państwo w przyszłości. I z takich właśnie przesłanek wyszedłem pisząc poniższy tekst. Mam jednak świadomość, że jestem politologiem, a nie psychologiem lub psychiatrą – dlatego unikać będę łatwych diagnoz i medycznych terminów. Będą to raczej uwagi bacznego obserwatora życia politycznego i społecznego, oraz osoby, która kilka razy miała okazję bezpośredniej i osobistej rozmowy z Kaczyńskim.

 

Jakim zatem człowiekiem jest dziś prezes PiS? Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie, nie zwracając uwagi na jego ponadstandardowe relacje, jakie łączyły go z matką i bratem. Powszechną wiedzą jest to, że już jako dorosły człowiek dzwonił do nich kilkanaście razy dziennie. Przyznam się, że nie znam nikogo, kto praktykowałby coś takiego. Większość osób, które dane mi było poznać, kocha swoich rodziców i rodzeństwo, ale jednak dzwonienie do nich kilkanaście razy dziennie, nie zdarza się żadnej z nich. To jednak dziwne – może świadczyć o wielkiej miłości Kaczyńskiego do matki i brata, ale też o jakimś dziwnym uzależnieniu.

W tym kontekście należy też patrzeć na jego reakcję na ich śmierć. Wygląda na to, że Kaczyński uważa się za kogoś w rodzaju współczesnego Hioba, który przeżył niespotykaną tragedię. Tak też widzą go jego zwolennicy. On sam, na przykład na miesięcznicach smoleńskich, ma bardzo surową i zaciętą twarz. Od 10 kwietnia 2010 roku nosi żałobę. To chyba wyraz tego, iż sam uważa, że doznał czegoś niesamowitego i że dlatego, w odróżnieniu od innych ludzi, musi wciąż ubierać się w czerń.

Tyle tylko, że takie rzeczy spotykają miliony ludzi. Nie jest czymś niespotykanym utrata brata, a już na pewno nie jest nim śmierć 87-letniej matki. Z całym szacunkiem dla Lecha Kaczyńskiego i Jadwigi Kaczyńskiej, a także dla samego Jarosława Kaczyńskiego – to, co spotkało tę rodzinę nie jest czymś hiobowym. Jest czymś strasznym i przykrym, ale nie takie rzeczy zdarzają się ludziom. Takie właśnie jest życie. Niedawno mój znajomy musiał pochować swoją 43-letnią żonę i został z trójką dzieci. Nie patrzy jednak na świat spod ściągniętych surowo brwi i nie postrzega siebie jako kogoś wyjątkowego. Stara się żyć i dbać o innych.

Los Jarosława Kaczyńskiego nie jest losem współczesnego Hioba. Jest przeciętnym, w sensie psychologicznym, życiorysem. Ze szczęśliwym dzieciństwem w normalnym domu, udaną młodością, wspaniałym życiem dorosłym. I z tragicznymi wydarzeniami u jego końca. Ale naprawdę innych Polaków spotykają gorsze rzeczy, jednak nie aspirują oni do miana cierpiętników i nie chodzą całe życie w żałobie.

Chyba, że sam Jarosław Kaczyński naprawdę uważa, że jego brata zabito, a śmierć matki była konsekwencją owe mordu. Ale wówczas konsekwencje dla przyszłości naszego państwa są jeszcze poważniejsze. Bo jeśli noszenie żałoby nie jest jedynie wynikiem postrzegania samego siebie jako wyjątkowo cierpiącego, ale jest zapowiedzią zemsty na tych, którzy stoją za śmiercią obojga najważniejszych dla niego osób, to znaczy, że wszyscy mamy problem. Bo instytucje państwa polskiego będą używane w procesie zemsty na rzekomych (zagranicznych lub krajowych) mordercach Lecha i, pośrednio, Jadwigi Kaczyńskich.

Podobne wątpliwości biorą się w odniesieniu do stosunku prezesa PiS do swojego ojca. Tu także musi zastanawiać chłodny dystans do niego. O ile relacje z matką były aż nad wyraz ciepłe, o tyle stosunek do ojca jest zadziwiająco oziębły. Nie ma sensu przywoływać tu plotek pojawiających się w niektórych niechętnych Kaczyńskiemu publikacjach, ale faktem jest ta ogromna rozbieżność w stosunku do obojga rodziców. O ile matka pojawia się we wspomnieniach prezesa Kaczyńskiego przy każdej okazji, to ojciec nie jest wymieniany prawie nigdy. Musi to zastanawiać, choć nie mnie rozstrzygać o czym to świadczy. Mogę jedynie zwrócić uwagę na ten fenomen.

Może z tego właśnie bierze się dziwna predylekcja Kaczyńskiego do akceptowania kobiecości kobiet w swoim otoczeniu i nieakceptowania męskości mężczyzn. Kobiety w PiS mogą robić właściwie co im się podoba i wdzięczyć się przed prezesem do woli. Mogą epatować swoją kobiecością i ją jawnie manifestować. Natomiast Kaczyński nie znosi męskości mężczyzn. Lubi jak się przed nim wiją, jak się upokarzają, jak tracą swoją godność. Ma zamiłowanie do wymuszania na swoich podwładnych zachować haniebnych i naruszających męski honor i męską godność. Wymaga hołdów i to w formie odbierającej powagę. Przykładów tego typu rytuałów jest aż nazbyt wiele – wystarczy jednak zobaczyć zachowanie pisowskich posłów w kontakcie z prezesem. Są uniżenie grzeczni. Sławnym stało się to, że za poprzednich rządów Kaczyński nakazał Zbigniewowi Ziobro…zmianę chodu, bowiem dotychczasowy uznał za zbyt pewny siebie. Wystarczy nie wyciągnąć na czas dłoni z kieszeni, zbyt wcześnie wyjść z poczekalni w siedzibie partii, czy nie dość szybko wstać z krzesła, by na zawsze zostać uznanym przez prezesa PiS za niegodnego awansu. Tylko najbardziej biegli w sztuce ukrywania swej męskości i godności osobistej mają szanse na karierę w partii i, co gorsza obecnie, w państwie.

W Kaczyńskim groźna jest niechęć do wszystkiego, co niepolskie. Lub brak zainteresowania tym. O świecie wie tyle, ile powiedzą mu jego przyboczni. Ci zaś, z powodów, o których było powyżej, mówią mu jedynie to, co on sam chce usłyszeć. To naprawdę niewytłumaczalne, że prezes PiS, jako dorosły człowiek, nigdy nie był prywatnie zagranicą. Nigdy. Ostatni raz zagranicą prywatnie był w latach…60-tych. W Odessie. Z matką i bratem. Potem już nigdy nigdzie. Czyż to nie dziwne i nie zastanawiające? Każdy normalny człowiek, gdy tylko warunki finansowe mu na to pozwalają, chce zobaczyć kawałek świata. Ale nie Kaczyński. Nigdy prywatnie nie wyjechał z kraju. Nawet po 1989 roku, kiedy miał ku temu wszelkie możliwości. Co nim powoduje? Wstyd z powodu braku znajomości języków obcych? Niechęć do obcych? Miłość do Polski? Brak zainteresowania światem zewnętrznym? Jakakolwiek byłaby odpowiedź, świadczyć ona będzie o tym, że prezes PiS jest dziwną postacią, z jakimiś (jakimi?) problemami psychicznymi.

Biorąc pod uwagę starzenie się Kaczyńskiego, można domniemywać, że wszystkie opisane powyżej jego przymioty i dziwactwa będą się jeszcze pogłębiać. Starzy ludzie tak właśnie mają – raczej utwierdzają się w swoich nawykach i zwyczajach, niźli je modyfikują i zmieniają. Zwłaszcza, gdy są otoczeni dworem potakiwaczy i pochlebców. Można więc oczekiwać, że prezes PiS będzie taki, jak do tej pory – tylko że bardziej. Bardziej nieufny do świata, bardziej podejrzliwy wobec innych, bardziej domagający się hołdów, bardziej postrzegający siebie jako albo ofiarę czegoś strasznego, albo jako straszliwego mściciela. Nie wróży to dobrze nam wszystkim. Nie wróży to dobrze Polsce.

Nie ma sensu mnożyć tych przykładów. Zwłaszcza nie ma sensu, by politolog odpowiadał na pytania o psychologiczne źródło ich pochodzenia. Faktem jednak jest, i taka była teza tego artykułu, że państwo polskie znajduje się obecnie w faktycznym władaniu człowieka o dziwnej, być może z punktu widzenia psychiatrycznego chorobowej, osobowości. Że jego dziwaczny charakter i jeszcze dziwaczniejsze zachowania oraz fałszywy obraz samego siebie mogą wpływać, a nawet śmiem twierdzić – wpływają, na funkcjonowanie państwa polskiego. Uzależnił on od siebie prezydenta, premier oraz większość parlamentarną. Włada umysłami dużej części publicystów. De facto kieruje polityką Rzeczpospolitej. Warto więc zadawać sobie pytania o stan jego umysłu, o charakter, oraz o to, jakie biesy ciskają się w jego duszy. Bo to nie tylko jego sprawa, ale – niestety – od pewnego czasu to także nasza wspólna sprawa. I dlatego warto, by ten artykuł nie tyle zakończył, co raczej rozpoczął poważną, a nie hejterską, analizę psychologiczną faktycznego przywódcy państwa polskiego.

Na koniec uwaga osobista – zostałem usunięty z delegacji PiS w Parlamencie Europejskim we wrześniu 2010 roku. Ale faktycznie Kaczyński spisał mnie na straty…rok wcześniej, o czym wiedział wówczas tylko on i ja. Zażądał wtedy ode mnie zwolnienia dwojga moich najbliższych asystentów. Wcześniej pracowali dla polityka Polski XXI i zapewne inni śląscy posłowie PiS donieśli o tym prezesowi. Odmówiłem. Uznałem, że nie mogę na początku mojej kariery politycznej zdradzić swoich najbliższych współpracowników. W tym momencie obaj, i Kaczyński i ja, zrozumieliśmy, że nie zdałem podstawowego testu na lojalność. W następnych miesiącach oddałem się od PiS, choć pozostawałem formalnie w jego delegacji w PE. Powróciłem do bliskiej współpracy z Kaczyńskim dopiero po tragedii smoleńskiej i wszedłem nawet do jego sztabu wyborczego. Ale na krótko. Po moim sierpniowym liście otwartym do Kaczyńskiego zostałem wykluczony ostatecznie z delegacji PiS w PE. Ale tak naprawdę rozstaliśmy się z Kaczyńskim rok wcześniej – gdy odmówiłem zachowania haniebnego i podłego. Gdybym wówczas zgodził się na jego prośbę, zasłużyłbym na jego szacunek i uznanie. Wolałem jednak pozostać przy swoim uznaniu i szacunku dla siebie. To też pouczająca historyjka o charakterze – nie moim, lecz Jarosława Kaczyńskiego.

Onet.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.