Kopacz (19.07.2015)

 

Startem Ewy Kopacz z Warszawy PO chce zmusić Jarosława Kaczyńskiego do udziału w debacie. Mastalerek: To PR-owe sztuczki

Jakub Noch
19.07.2015
Były rzecznik PiS Marcin Mastalerek krytykował zaproszenie dla Jarosława Kaczyńskiego  do debaty z premier Ewą Kopacz.
Były rzecznik PiS Marcin Mastalerek krytykował zaproszenie dla Jarosława Kaczyńskiego do debaty z premier Ewą Kopacz. • Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

– Od wielu wyborów lider Platformy Obywatelskiej kandydował z Warszawy – mówił w niedzielnych „Faktach po Faktach” szef sztabu wyborczego PO Marcin Kierwiński. W ten sposób polityk tłumaczył powody, dla których premier Ewa Kopacz zdecydowała się na bezpośrednią konkurencję w wyborach parlamentarnych z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.

Jak wyjaśniał Marcin Kierwiński, na decyzję Ewy Kopacz wpłynął fakt, iż uznała ona, że w zaplanowanych na jesień wyborach musi dojść do pojedynku liderów dwóch największych ugrupowań. A to gwarantuje tylko takie ułożenie list wyborczych Platformy Obywatelskiej, w którym Ewa Kopacz wystartuje z tego samego okręgu, co Jarosław Kaczyński.

Szef sztabu wyborczego Platformy zwrócił również uwagę, iż jego ugrupowanie wykorzysta ten pojedynek partyjnych liderów do tego, by przymusić Jarosława Kaczyńskiego do udziału w przedwyborczej debacie z szefową rządu. W debacie stołecznych jedynek prezes PiS nie będzie bowiem mógł się ukryć za plecami Beaty Szydło, która w tegorocznej kampanii występuje jako kandydatka PiS na premiera.

– To sztuczki PR-owe Platformy – odpowiadał inny z gości niedzielnych „Faktów po Faktach”, Marcin Mastalerek – były rzecznik PiS i aktualny rzecznik sztabu wyborczego tego ugrupowania. Ocenił on, iż wielotygodniowe wezwania do debaty Kopacz-Kaczyński ze strony PO to od początku „próba odwrócenia uwagi” od tego, że Platforma na swojej czerwcowej konwencji nie przedstawiła nowego programu.

Mastalerek ostro krytykował też sposób uprawiania kampanii wyborczej przez podróżującą non-stop po Polsce premier Ewę Kopacz. Jego zdaniem, szefowa rządu robi w ten sposób zupełnie inną kampanię niż Beata Szydło, które również większość czasu spędza między zwykłymi ludźmi – Ona nie jeździ i nie zagląda nikomu do talerza. Nie pyta, czy kotlet jest zimny czy ciepły – podsumował były rzecznik PiS.

naTemat.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.