Rezolucja PE, 13.04.2016

 

Gorący dzień w polityce. PE głosuje rezolucję ws. Polski, posiedzenie Sejmu

- Władze Polski działają w oparciu o polskie prawo i polską konstytucję. Władze uważają, że te decyzję, które podjęły, są słuszne. Przyjmujemy i chętnie zapoznajemy się z wszystkimi uwagami organów międzynarodowych – mówi na konferencji marszałek Sejmu Marek Kuchciński. - Nie wykluczam, że jakieś zmiany dot. Trybunału Konstytucyjnego będą wprowadzone - dodaje.

 

- Dzisiejszy głos PE jest świadectwem zagrożeń, jakie rządy PiS stanowią dla Polski, jest też świadectwem porażki, jaką była wizyta Beaty Szydło w Parlamencie – mówi europoseł PO Janusz Lewandowski i zwraca uwagę, że „w ciągu kilku miesięcy kraj, stawiany za wzór, zmienił się w problem UE”. – Nadużycie władzy to zagrożenie dla demokracji – dodaje.

- Wizyta premier Szydło była fiaskiem. Misja mydlenia oczu odnośnie stanu demokracji w Polsce nie mogła się powieść. Pani premier zadowoliła się oklaskami przeciwników Unii – i to powinno być największym znakiem ostrzegawczym – mówi Lewandowski. – Rezolucja jest wynikiem troski naszych przyjaciół – dodaje.

 

Jeśli polski rząd nie chce, by UE i międzynarodowa opinia publiczna zajmowała się jego działaniami, to niech nie dostarcza pretekstu - powiedział przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, komentując rezolucję Parlamentu Europejskiego ws. sytuacji w Polsce.

Kiedy po zaproszeniu Komisji Weneckiej lekceważy się następnie jej rekomendacje, to trudno się dziwić, że to budzi pewien niepokój - nie tylko wśród polskich eurodeputowanych, ale także w całej Europie – powiedział Tusk.

 

- Ta rezolucja nie budzi zaufania wobec instytucji UE – mówi europoseł PiS Ryszard Czarnecki. – PE pokazał, ze odrywa się od pewnej rzeczywistości. Chce być i prokuratorem i sędzią w sprawie naszej ojczyzny – mówi. - Chcę zwrócić uwagę, że ten Parlament uchwalił już trzy rezolucje przeciwko rządowi w Budapeszcie, a tymczasem unijne środki wciąż płyną na Węgry - mówi. – Te rezolucje przeciwko Węgrom tylko zjednoczyły obywateli tego kraju wokół rządu Viktora Orbana – dodaje Czarnecki.

 

- Został stworzony precedens używania instrumentów europejskich do wewnętrznych sporów politycznych w kraju. Tak się nie robi, to rodzaj demoralizacji klasy politycznej - mówi Legutko. - Rezolucja jest nierzetelna, pomknięto fakty. Rezolucja jest też przeciwskuteczna. PE stał się stroną sporu konstytucyjnego w Polsce. Parlament mógłby być mediatorem, żeby łagodzić spór, a teraz go zaostrza – argumentuje europoseł PiS.

 

Po głosowaniu dla mediów wypowiadają się europosłowie Prawa i Sprawiedliwości. - Rezolucja jest absurdalna, szkodliwa i niebezpieczna. Jest absurdalna, gdy wybuchają bomby, jest masowa imigracja, grożą nam różne Bexity – mówi europoseł Ryszard Legutko

 

Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie sytuacji w Polsce.PE jest „poważnie zaniepokojony”, że faktyczny paraliż Trybunału Konstytucyjnego w Polsce zagraża demokracji, prawom człowieka i praworządności. Chce, by rząd dostosował się do sugestii Komisji Weneckiej.

 

- Polski rząd musi dostosować się do uwag Komisji Weneckiej! – grzmi z mównicy włoski europarlamentarzysta, przeciwny przesunięciu głosowania.

Parlament Europejski odrzucił zgłoszoną przez polski rząd kandydaturę europosła PiS Janusza Wojciechowskiego na członka Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (instytucja kontrola UE). W tajnym głosowaniu Wojciechowskiego poparło 288 europosłów, przeciw było 358, a 48 wstrzymało się od głosu.

Miesiąc temu komisja ds. kontroli budżetowej również negatywnie wypowiedziała się o kandydaturze europosła PiS. Jak twierdziły wówczas źródła w PE, podczas przesłuchania w komisji PE politykowi PiS nie udało się rozwiać wątpliwości komisji dotyczących jego niezależności politycznej po ewentualnym powołaniu go na stanowisko.

pePrzyjął

gazeta.pl >>>

Rezolucja PE – skutek błyskawicznie popsutej reputacji Polski

Tomasz Bielecki, Bruksela, 13.04.2016
smutnyDzień
To smutny dzień dla Polski, bo pokazuje, jak w zaledwie kilka miesięcy zamieniła się – z nie pozbawionego dużych wad – przykładu sukcesu eurointegracji w pokomunistycznej Europie w przedmiot troski o praworządność i demokrację.
 

Polska była wychwalanym (czasem na wyrost) wzorcem reform, które – jak się wdawało – na stałe kotwiczyły nas w centrum Zachodu. A teraz staje się w oczach wielu Europejczyków oraz Amerykanów krajem na własne życzenie zakotwiczającym się na egzotycznych peryferiach Zachodu.

Rzecz jasna, rezolucja to nie powód, lecz skutek błyskawicznie popsutej reputacji. Dzisiejsze głosowanie było formalnym skwitowaniem styczniowej debaty Parlamentu Europejskiego w Strasburgu z udziałem premier Beaty Szydło. Minęły od niej blisko trzy miesiące, co – niestety – jeszcze mocniej uzmysławia, że spór o Trybunał Konstytucyjny przez tak długi czas nie przybliżył się do rozwiązania. Przyciskana przez europosłów Szydło odmawiała w styczniu w Strasburgu złożenia jasnej deklaracji, że wdroży przyszłe zalecenia Komisji Weneckiej (zatwierdzone przez KW w marcu). I w tej kwestii polska premier okazała się słowna.

Europie wciąż zależy na Polsce

Rezolucja to niewiążąca uchwała Parlamentu Europejskiego, czyli polityczny gest europosłów, bez żadnych konkretnych skutków prawnych. Ale w tym smutnym dniu fakt przyjęcia tego dokumentu daje też powody do optymizmu. Oznacza, że przynajmniej części zachodnich Europejczyków nadal zależy na Polsce. A w czasach, gdy w Europę uderza jednocześnie aż kilka kryzysów (od uchodźczego przez znów rozpalające się greckie kłopoty eurolandu po groźbę Brexitu) nie jest to wcale takie oczywiste. Na Zachodzie przybywa bowiem pokus, by pod hasłem „ratujmy, co się da” skupić się na spójności twardego trzonu Unii (opartego m.in. na eurolandzie).

Spychamy się na peryferie

Głośne wyrzekania na przedwczesne rozszerzenie Unii w 2004 r. jeszcze dwa-trzy lata temu uchodziły za niestosowne. Teraz Polska i Węgry sprawiły, że głośne żale nad „pochopnością rozszerzenia z 2004 r.” wracają do głównego nurtu. Nie chodzi tu, przynajmniej na razie, o wielkie traktatowe zmiany, lecz o stopniowe wypychanie, czy raczej „samowypychanie się” nieliberalnych demokracji na coraz odleglejsze decyzyjne peryferia Unii – od polityki zagranicznej po pieniądze. Polska już teraz bywa wielkim nieobecnym w kluczowych dyskusjach, w tym w kwestiach tak nam bliskich, jak Ukraina.

Partyjny patriotyzm nie popłaca

Dzisiaj PiS-owskich władz Polski bronił klub konserwatystów. Drugą – obok PiS – główną siłą są w nim brytyjscy torysi. Ten klub najpierw przedstawił swój konkurencyjny projekt rezolucji (nie poddano go pod głosowanie, bo większość zdobył projekt pięciu klubów), a także próbował odwlec głosowanie rezolucji poza obecną sesję Parlamentu Europejskiego.

Szef tego klubu Syed Kamall prowadzi teraz kampanię na rzecz Brexitu. Torysi, partia o ogromnych tradycjach i z tak wieloma poważnymi politykami, jest od kilku lat na forum unijnym przedmiotem kontrowersyjnej polityki Davida Camerona. Swego czasu zdecydował, by w Parlamencie Europejskim wyszli oni z klubu centroprawicy. I już jako premier – próbując zbijać w swej partii punkty na smaganiu Unii – obiecał Brytyjczykom radykalne poluzowanie reguł członkostwa i referendum o pozostaniu bądź wyjściu z UE.

Cameron wywalczył prawo do cięć zasiłków na Wyspach, m.in. dla Polaków, ale „radykalne poluzowanie” się nie udało. Teraz brytyjski premier ze strachem parzy na niepewne sondaże przed czerwcowym referendum, bo – mimo szantażowania UE groźbą Brexitu – sam przecież go nie chciał. Oby przykład torysów stał się napomnieniem dla ich PiS-wskich kolegów, jak ryzykowne – nawet dla mocnej finansowo, politycznie i militarnie Wlk. Brytanii – jest igranie z unijną tematyką na fali „partyjnego patriotyzmu”.

Będzie dialog czy warunki?

Europarlament w rezolucji wyraził poparcie dla styczniowej decyzji Komisji Europejskiej o wszczęciu procedury na rzecz praworządności w Polsce. Jej pierwszy wiceprzewodniczący Frans Timmermans chciałby jeszcze w kwietniu wrócić do Warszawy. Przed KE teraz wybór: czy z niechęci do rozpalania kolejnego kryzysu ciągnąć, na razie bezowocny, „dialog z Polską”, czy też przejść do kolejnych etapów procedury, czyli wydania oficjalnej „opinii o naruszeniu praworządności”, a potem zaleceń naprawczych.

Rezolucję należy odbierać jako polityczną zachętę, by KE nie przekierowała na boczny tor procedury względem Polski.

wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.