Lis, PiS, 20.03.2016

 

Kalukin: Nadchodzi druga faza rewolucji PiS

18-03-2016

Kaczyński

 źródło: PAP

Głośne procesy polityczne będą drugim etapem rewolucji PiS. Jarosław Kaczyński osobiście to zapowiedział. Aby je umożliwić, należało wcześniej zniszczyć Trybunał Konstytucyjny.

W poniedziałkowym występie Jarosława Kaczyńskiego w TVP Info znalazła się czytelna zapowiedź. Prezes – jak to on, czyli naokoło – opowiadał coś o tym, iż rządząca PO próbowała dokonać „anihilacji” ówczesnej opozycji. Westchnęło się wtedy prezesowi, że teraz trzeba będzie te smutne prawdy ujawniać. Także – dodał – „w trybie procesowym”. Prościej nie dałoby się już tego wyrazić. Wkraczamy w epokę procesów politycznych!

Zmiana

Wedle propagandy PiS w Trybunale Konstytucyjnym okopały się siły starego reżimu, które pragną zablokować „zmianę”. Rządowi rozchodzi się więc o to, aby sądownictwo konstytucyjne owej sitwie odebrać. Czy PiS dysponuje alternatywną wizją działania tej instytucji? Nic na to nie wskazuje.

Ze zgłoszonych dotąd propozycji jasno wynika, że Jarosława Kaczyńskiego TK w roli ustrojowej instytucji w najmniejszym stopniu nie interesuje. W przypływie dobrego humoru byłby pewnie gotowy zrzec się jakiejkolwiek kontroli nad nim. Pod jednym wszakże warunkiem – wcześniej musiałoby się odbyć głębokie czyszczenie kompetencyjne Trybunału. Do tego stopnia głębokie, aby produkcji legislacyjnej oczyszczony TK nie zagrażał bardziej, niż powiedzmy statystyczny królik w sałacie.

Trybunalska masakra piłą konstytucyjną

Należałoby więc zadać pytanie, jakim to zmianom już stanął na przeszkodzie bądź mógłby stanąć w niedalekiej przyszłości Trybunał Konstytucyjny? W imię czego mamy akceptować rajd po konstytucyjnej bandzie oraz wiążące się z tym gwałtowne obniżenie pozycji międzynarodowej Polski? W tej kwestii liderzy PiS są raczej wstrzemięźliwi. Pani premier raz oświadczyła, że Trybunał już sobie ostrzył zęby na zablokowanie „500 plus”, choć sama pewnie nie wierzyła w tę propagandową bujdę. Słusznie została wyśmiana, więc dziś już nie porywa się na kolejne tego typu spekulacje – że Trybunał mógłby np. obalić podatek bankowy, niższy wiek emerytalny, darmowe leki dla emerytów, wyższą kwotę wolną od podatku i stawkę godzinową, niższy CIT itd.

 

Z drugiej strony nie ulega przecież wątpliwości, że w najbliższych miesiącach sędziowie faktycznie dokonają trybunalskiej masakry piłą konstytucyjną na ustawach o prokuraturze, mediach publicznych, służbie cywilnej i mediach publicznych. Rząd tych wyroków naturalnie nie uzna, za to usłyszymy raz jeszcze, że oto, proszę państwa, kolejny dowód na umoczenie trzeciej władzy, która zoologicznie nienawidzi obozu patriotycznego i pragnie zablokować wszelkie zmiany, ale na szczęście urwało się koryto i mogą sobie tylko kłapać bezzębną szczęką. Za potoczystą propagandą umknie oczywiście to, co najważniejsze – że owe niekonstytucyjne ustawy z perspektywy obywateli nie są żadną zmianą. Każda z nich służy wyłącznie wzmocnieniu kontroli PiS nad państwem i obywatelami, czyli przygotować ma odpowiedni grunt dla prawdziwie wytęsknionej „zmiany”. O której tyle słyszymy, lecz nic konkretnego na jej temat nadal nie wiemy.

Czytaj także: Nie będzie spotkania Obama – Duda

I zapewne już się nie dowiemy. Z prostej przyczyny – żadnej wunder-zmiany PiS tak naprawdę nam nie szykuje. Poszło „500 plus” i na więcej liczyć nie należy. Całe gadanie o „zmianie” to tylko propaganda, idąca naprzeciw nastrojom społecznym, które podlewane przez osiem lat ciepłą wodą z kranu mocno zwiędły.

Czego nie potrafi Kaczyński?

Coś się zacięło, coś się skończyło, każdy (poza PO) instynktownie dziś wyczuwa, że Polskę trzeba ułożyć na nowo, ale pominąwszy ideologiczne gotowce typu „zróbmy sobie Skandynawię” (Partia Razem) nikt na serio nie ma pojęcia, co i jak zmienić. Dotyczy to również (czy raczej – przede wszystkim) Jarosława Kaczyńskiego, który jest człowiekiem rozlicznych talentów, który grę polityczną uprawia z maestrią, który potrafi(ł) zdobywać publicystyczne szczyty swymi sugestywnymi diagnozami stanu państwa, lecz akurat nigdy nie posiadł i pewnie już nie posiądzie umiejętności, która kreuje mężów stanu. Otóż nie potrafi zaadaptować swych przeświadczeń i intuicji w procesie rządzenia.

Jeszcze w latach 90., gdy był seryjnym akuszerem kilku rządów, nie potrafił inspirować ich praktyczną myślą państwową (nawet zmitologizowaną na prawicy lustrację ’92 nie on przecież wymyślił, a nawet miał do niej stosunek ambiwalentny). Dekadę temu zahipnotyzował pół Polski wizją IV RP, lecz jak przyszło co do czego, to okazało się, że inwencji starczyło mu na rozwiązanie WSI, powołanie CBA i uchwalenie lustracji. Potem Kaczyński już nie bardzo wiedział, co robić dalej, więc poszedł banalną drogą poprzedników i po prostu zaczął administrować państwem. Gdyby nie absurdalna akcja w Ministerstwie Rolnictwa, być może dociągnąłby jako administrator do końca kadencji.

Poseł Kaczyński – a przy okazji nadprezydent, nadpremier i nadprokurator generalny (pod koniec roku również nadprezes Trybunału Konstytucyjnego) – takie rzeczy po prostu wie. Są suwerenowie równi i równiejsi, a Jarosław Kaczyński suwerenem najrówniejszym pośród równych.

 

Zdobyć i skolonizować Polskę

Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Doprawdy nic nie wskazuje, aby gwałtowna kumulacja władzy w pierwszych miesiącach rządów PiS miała być szykowaniem gruntu pod „zmianę”. Trybunał Konstytucyjny nie został zaatakowany dlatego, że zagrażał jakimś doniosłym reformom. Na nic mądre wywody nadwornych intelektualistów z orbity PiS, że stawką w wojnie z TK jest adaptacja koncepcji Monteskiusza do realiów XXI wieku albo że czystka personalna ma głębokie filozoficzne uzasadnienie i jest niezbędna w reformie instytucji. To przecież bujdy na resorach i mydlenie oczu, a dla każdego normalnego, nie dzielącego włosa na czworo sympatyka PiS jest oczywiste, że chodzi tak naprawdę o to, aby (przepraszam za wulgarną dosadność, ale to słowo najlepiej wyraża panującą emocję) „zajebać”. Niestety, tego arcysłusznego procederu nie da się uprawiać w normalnym państwie szanującym reguły liberalnej demokracji, gdzie władza polityczna podlega sądowej kontroli, a prokuratura zamiast realizować wolę suwerena po prostu ściga przestępców. Można to czynić tylko w państwie zdobytym i skolonizowanym.

Czytaj także: Zamiast logiki – zamachy, spiski i cuda. Oto prawicowa wyobraźnia

W trybie procesowym

W poniedziałkowym występie Jarosława Kaczyńskiego w TVP Info znalazła się zresztą czytelna zapowiedź. Prezes – jak to on, czyli naokoło – opowiadał coś o tym, iż rządząca PO próbowała dokonać „anihilacji” ówczesnej opozycji. Westchnęło się wtedy prezesowi, że teraz trzeba będzie te smutne prawdy ujawniać. Także – dodał – „w trybie procesowym”. Prościej nie dałoby się już tego wyrazić. Wkraczamy w epokę procesów politycznych!

Wypadałoby oczywiście spytać, skąd poseł Kaczyński ma taką wiedzę? Czyżby sam jako poszkodowany składał zawiadomienia o przestępstwie? Ale żarty na bok. Poseł Kaczyński – a przy okazji nadprezydent, nadpremier i nadprokurator generalny (pod koniec roku również nadprezes Trybunału Konstytucyjnego) – takie rzeczy po prostu wie. Są suwerenowie równi i równiejsi (to już ogłosił w Otwocku pan prezydent), a Jarosław Kaczyński suwerenem najrówniejszym pośród równych.

Toteż jeśli idzie na rujnującą wojnę z grupką sędziów, którzy mogliby mu ulubione zabawki odebrać, to przecież nie po to, aby skromnie się nimi bawić przy biureczku na Nowogrodzkiej – lecz po to, aby czynić z nich donośny użytek. Statystyczny suweren może więc tego jeszcze nie wie, ale już zaraz się dowie, że jego wolą będzie teraz wsadzanie za kraty tych, którzy narazili się prezesowi. Winnych czy niewinnych – to rzecz drugorzędna, po cóż zawracać sobie głowę rzemiosłem ministra Ziobro? Nie chodzi o didaskalia, chodzi o zmiany.

Pytanie, czy suwerenowi taka propozycja jego własnej woli przypadnie do gustu. Ważne, bo od tego przecież zależy dalszy rozwój wypadków.

nadchodzi

newsweek.pl

Tomasz Lis: Czy wzorem Brexitu PiS szykuje nam Polxit?

20-03-2016

Tomasz Lis

Tomasz Lis, redaktor naczelny „Newsweeka”  /  fot. Michal Szlaga  /  źródło: Newsweek

Wyjście Polski z Unii Europejskiej? Absolutna bzdura – odpowie każdy w miarę poważny polityk rządzącej partii. Ale każdy poważny polityk europejski widzi na własne oczy, że Polxit ma miejsce.

Wielkie obawy budzi po obu stronach Atlantyku perspektywa wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, zwanego Brexitem. Mniej emocji budzi pełzający Polxit, który dzieje się na naszych oczach za sprawą PiS. Wyjście Polski z Unii Europejskiej? Absolutna bzdura – odpowie każdy w miarę poważny polityk rządzącej partii. Ale każdy poważny polityk europejski widzi na własne oczy, że Polxit ma miejsce. Na razie w sensie ewakuacji ze świata wartości, w którym respektowane są fundamenty państwa prawa, trójpodział władz i obywatelskie wolności. Za sprawą kaprysu pana Kaczyńskiego Polska oddala się od tego, co jest istotą Unii Europejskiej – od wspólnoty wartości. I przesuwa się w stronę standardów dotychczas bardziej kojarzonych z Mińskiem niż z Warszawą.

Czy jest to wstęp do wyjścia z Unii? Nie, póki płyną z niej do Polski wielkie pieniądze. PiS może obrażać zwolenników KOD, ale nie widzi go, przynajmniej na razie, jako zagrożenia dla swej władzy. Gdyby jednak w Warszawie pojawili się pozbawieni dopłat rolnicy i górnicy z kopalń, które plajtują, bo Bruksela nie zgadza się na dalszą publiczną pomoc dla nich, tron Kaczyńskiego gwałtownie by się zachwiał. On doskonale o tym wie. Czyli nie ma zagrożenia? Dziś nie, jutro i pojutrze może być ogromne.

Czytaj także: Wojsko Macierewicza 

(…) Za kilka tygodni do Europy przyleci prezydent Obama. Nie przez przypadek spotka się z dwoma politykami. Z Davidem Cameronem i Angelą Merkel. Oboje będzie chciał wzmocnić (…). Sojusznikiem Niemiec przestajemy być szybko, wiarygodnym partnerem Unii przestajemy być błyskawicznie. Autorytarne hobby Kaczyńskiego i jego pokraczne „wstawanie z kolan” to kiepski powód do niszczenia nie tylko fundamentów naszej demokracji, lecz także do niszczenia fundamentu naszej międzynarodowej pozycji. (…)

tomaszLis

newsweek.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.