Kaczyński, 08.03.2016

 

08.03.2016, 08:38

Olejnik do Schetyny: Dlaczego Kaczyński jest zły na wszystko? Na Sejm, rząd, prezydenta?

– Dlaczego Jarosław Kaczyński jest taki zły na wszystko? Na Sejm, na rząd, na prezydenta? Co się wczoraj takie wydarzyło? – pytała Grzegorza Schetynę w Radiu Zet Monika Olejnik. Szef PO odpowiedział:

„Nie wygrywa w mieście Łomża i nie ma Trybunału Konstytucyjnego. Może to go tak wyprowadziło z dobrego nastroju. Bo to rzeczywiście zaskakujące, że można wygrać wybory, a nie mieć z tego satysfakcji”

300polityka.pl

Jarosław Kurski w Radzie Europy: Dziś w Polsce „naród i wola polityczna stoją ponad prawem”

Jarosław Kurski, 08.03.2016

 Jarosław Kurski

Jarosław Kurski (ADAM STĘPIEŃ)

W sytuacji paraliżu instytucji demokratycznych gwarantujących monteskiuszowski podział władz, ostatnim gwarantem liberalnej demokracji pozostają tylko niezależne od rządu wolne media – mówił dziś w Paryżu Jarosław Kurski, I zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”
 

Stan demokracji i państwa prawa w Polsce był tematem wtorkowej dyskusji w komisji ds. politycznych i demokracji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Ten „parlament” Rady Europy (i jego komisje) składa się z delegatów parlamentów krajowych, w tym polskiego Sejmu i Senatu. Dzisiejsza debata w Paryżu skupiła się na sytuacji mediów pod PiS-owską władzą. Do wystąpień zaproszono – oprócz Kurskiego – Małgorzatę Szulekę z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Agnieszkę Romaszewską-Guzy ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP), Joannę Banasiuk z Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”.

Poniżej tekst wystąpienia Jarosława Kurskiego:

Wysoka Komisjo, Szanowni Państwo

Dziękuję za zaproszenie na dzisiejsze posiedzenie.

Jestem zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” , która powstała po upadku komunizmu i pokojowej rewolucji przy Okrągłym Stole w maju 1989. Podczas pierwszych wyborów prezentowaliśmy kandydatów solidarnościowej, demokratycznej opozycji. Na pamiątkę tamtego zwycięstwa zachowaliśmy nazwę „Wyborcza”. Stała się ona symbolem odzyskanej wolności słowa w Polsce.

Nie należę do żadnej partii politycznej. Tylko obywatelska troska o losy demokracji i ładu medialnego w Polsce skłoniła mnie do przyjęcia Państwa zaszczytnego zaproszenia.

I jeszcze małe zastrzeżenie. W opinii partii rządzącej mój występ tutaj jest aktem zdrady. Każdy krytyczny głos na forum międzynarodowym polski rząd nazywa donosem na Polskę. Ludzie, którzy to robią, zdaniem Jarosława Kaczyńskiego „noszą gen zdrady i są najgorszym sortem Polaków”. Manifestujący tysiącami pod europejskimi flagami obrońcy demokracji w Polsce nazywają siebie właśnie „najgorszym sortem”.

Proszę więc moje słowa przyjmować z należytą ostrożnością.

Czystka, jakiej nie było

Nie będę mówił o tym, co złego może się wydarzyć. Wystarczy powiedzieć, co już się wydarzyło. A zatem fakty.

30 grudnia PiS zmienił ustrój mediów publicznych. Nowe prawo uchwalono w ciągu 60 godzin, odrzucając wszystkie poprawki opozycji. To tylko cztery artykuły, ale to wystarczy.

Jednym ruchem wymieniono zarządy i rady nadzorcze TVP i Polskiego Radia. O ich obsadzie decyduje teraz minister skarbu. Bez konkursów, bez konsultacji z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji. I bez kadencji. Minister może dziś powołać na szefa TVP kogo chce i na ile chce. To największy skok na media w historii 26-letniej III RP. PiS nazwał to „przywróceniem telewizji narodowi”, a posłowie PiS skandowali „wolne media”.

Natychmiast na szefa TVP powołano członka rządu, spindoktora PiS, autora wielu kampanii wyborczych tej partii. Po wyborze Jacek Kurski zadeklarował, że jego osoba jest „gwarantem apolityczności telewizji”.

PiS nie krył intencji. Rzeczniczka klubu PiS Beata Mazurek mówiła wprost: „wreszcie ta narracja medialna, z którą my się nie zgadzamy, przestanie istnieć”.

Do dziś zwolniono lub zmuszono do odejścia z mediów publicznych 65 dziennikarzy. To czystka jakiej TVP nie pamięta od 1989 r. Zwolniono popularnych dziennikarzy z wieloletnim stażem. Sam wiceminister kultury Krzysztof Czabański wskazywał konkretnych dziennikarzy do wyrzucenia: „Dosyć Lisa w telewizji, dosyć Tadli i Kraśki”. Błyskawicznie oczyszczono programy informacyjne, obsadzając je dziennikarzami z TV Trwam ojca Rydzyka i prawicowej TV Republika. To stacje, które przed wyborami zostały przez Laboratorium Badań Medioznawczych Uniwersytetu Warszawskiego ocenione jako najbardziej stronnicze na rzecz PiS.*

Szef Radiowej Jedynki Kamil Dąbrowa został zwolniony dyscyplinarnie za to, że w proteście przeciw upolitycznieniu mediów emitował o każdej pełnej godzinie naprzemiennie hymn Polski i Unii Europejskiej.

Towarzystwo Dziennikarskie prowadzi monitoring wszystkich zwolnień i w miarę swoich skromnych możliwości stara się im pomagać. Oto lista zwolnionych dziennikarzy dla wiadomości komisji.

PiS zapowiedział szybkie uchwalenie nowej ustawy o mediach narodowych, która uczyni z TVP i Polskiego Radia „jednostki kultury”, czyli agendę rządową taką jak muzeum, teatr czy opera. Ustanowienie nowej instytucji będzie oznaczało zwolnienie wszystkich pracowników, a zatrudnienie tylko politycznie sprawdzonych i lojalnych.

Słowo o mediach prywatnych.

Jesteśmy pod silną presją

PiS zapowiadał w kampanii repolonizację mediów prywatnych. Nie wiadomo jeszcze jak chce do tego doprowadzić. Na rynku działają podmioty niemieckie: Passauer Neue Presse, prasa regionalna i Axel Springer – właściciel portalu Onet, tabloidu „Fakt”, polskiej edycji „Newsweeka”, a TVN należy do amerykańskiej spółki Scripps Networks Interactive. Są to media niezależne, nie schlebiające władzy.

„Gazeta Wyborcza” jest pod silną presją. Niemal codziennie otrzymujemy anonimowe pogróżki. Gdy grozi się nam śmiercią, składamy do prokuratury doniesienie o przestępstwie.13 grudnia – w rocznice stanu wojennego – pod redakcję przyszła krucjata różańcowa z egzorcystą wypędzającym demony z „Wyborczej”. Powitaliśmy ich gorącą herbatą. Potem przyszli zwolennicy rządu popierający zmiany w mediach. Protestowali przeciw – cytuję – „antypolskim kłamstwom » Wyborczej «, propagowaniu ideologii gender i multi-kulti oraz sprowadzania do Polski islamskich terrorystów”. Odpowiedzieliśmy pikietą w obronie wolności słowa.

Ministerstwo Sprawiedliwości wyrugowało z sądów i podległej mu administracji prenumeratę krytycznych wobec rządu: „Wyborczej”, „Tygodnika Polityka” i „Newsweek – Polska”. Zapowiedziano utworzenie Polskiego Domu Mediowego, który ma agregować wszystkie budżety reklamowe spółek skarbu państwa i kierować do przychylnych władzy mediów.

Kornel Morawiecki, marszałek senior, stwierdził w Sejmie w duchu nauczania faszystowskiego prawnika Carla Schmitta, że „naród i wola polityczna stoją ponad prawem”. Cały klub PiS witał te słowa owacją na stojąco. To jest istota rewolucji ustrojowej, która dziś dokonuje się w Polsce. W sytuacji paraliżu instytucji demokratycznych gwarantujących monteskiuszowski podział władz, ostatnim gwarantem liberalnej demokracji pozostają tylko niezależne od rządu wolne media.

Dziękuję za uwagę.

* To wnioski z raportu przygotowanego dla KRRiT przez Laboratorium Badań Medioznawczych Uniwersytetu Warszawskiego. TV Trwam i TV Republika wykazały się brakiem obiektywizmu, krytykowały PO, chwaliły PiS. Zdaniem autorów raportu najbardziej stronnicza była TV Trwam. Tu 98,8 proc. gości stanowili przedstawiciele jednego komitetu wyborczego - PiS. Na antenie tej stacji łączny czas wszystkich polityków wynosił 16 godz. 15 min 52 sek., w tym politycy PiS dostali dokładnie 16 godzin!

jarosławKurski

wyborcza.pl

 

PiS w potrzasku weneckim

Jarosław Makowski, 08.03.2016
Kaczyński się zakiwał. Jeśli ugnie się przed Komisją Wenecką, to w oczach swoich zwolenników okaże się „mięczakiem”. Jeśli postawi się okoniem, znajdzie się na cenzurowanym Ameryki i Unii.
 

To miała być zbrodnia doskonała. Tak należy patrzeć na plan wygaszenia i przejęcia Trybunału Konstytucyjnego przez Jarosława Kaczyńskiego. Bo skoro mamy większość, skoro możemy szybko pozbyć się ostatniej przeszkody, która potencjalnie mogłaby stanąć na drodze przeorania polskiego ustroju i państwa w sposób niezgodny z konstytucją, czyli Trybunału Konstytucyjnego, to należy go w białych rękawiczkach zamordować. I ten plan w zasadzie udało się Kaczyńskiemu zrealizować. Dziś stawiałby kropkę nad i, gdyby nie – jak się teraz na szczęście przekonujemy – pochopna decyzja ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.

Nawet prezes nie ma wpływu na Komisję Wenecką

Przypomnijmy: w imieniu polskiego rządu minister Waszczykowski poprosił Komisję Wenecką, by zaopiniowała zmiany legislacyjne, które wobec Trybunału Konstytucyjnego zastosował rząd PiS. Oczywiście, jeśli rząd Beaty Szydło poprosił o taką opinię, to musiał być święcie przekonany, że skoro ma większość, że skoro zgodnie z obecną narracją dobro narodu PiS-owskiego stoi ponad prawem, to w zasadzie pytanie do Komisji Weneckiej jest gestem dobrej woli ze strony rządu. Ten gest i pozytywny raport wybitnych prawników i konstytucjonalistów, którzy wchodzą w skład Komisji, miały spełnić swój cel – pokazać i europejskiej, i polskiej opinii publicznej, że PiS jest cywilizowaną formacją. Rządem, który przestrzega praworządności i demokratycznych zasad.

Sęk w tym, że PiS, widząc i czerpiąc korzyści ze swojej omnipotencji na krajowym podwórku, zapomniał chyba, iż nie ma wpływu na Komisję Wenecką. Jej działania nie można wygasić żadną sejmową uchwałą. Nie można zmienić jej składu tak, by usłużni sędziowie głosowali zgodnie z życzeniem Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło i sam prezes Jarosław Kaczyński przeżyli szok, gdy wstępna, negatywna wobec rządu PiS treść raportu Komisji Weneckiej ujrzała światło dzienne. „Jak długo trwa kryzys konstytucyjny wynikający z niemożności Trybunału Konstytucyjnego prowadzenia swojej pracy w skuteczny sposób, tak długo zagrożona jest nie tylko praworządność, ale także demokracja i prawa człowieka” – czytamy w drafcie dokumentu Komisji.

Mało tego – Komisja tłumaczy rządowi, że przeforsowane przez niego zmiany, były prowadzone poza normalnym procesem legislacyjnym, który gwarantowałby konsultacje społeczne i konsultacje z ekspertami, zwłaszcza z przedstawicielami środowiska prawniczego. Mowa jest też o tym, że dalsza destrukcja Trybunału stoi w jawnej sprzeczności z obowiązującymi w Europie standardami. A jednym z nich jest niezależność Trybunału Konstytucyjnego. Jaki będzie ostateczny raport Komisji Weneckiej, której opinia jest święta zarówno dla Unii Europejskiej, jak i dla Stanów Zjednoczonych, przekonamy się zapewne 12 marca.

Prezes w kozim rogu

Ale już dziś jest pewne, że Jarosław Kaczyński zapędził się w kozi róg. Dlaczego?

+ Po pierwsze, Kaczyński od lat przekonywał swoich wyborców, że jest twardym graczem politycznym. Że jak dojdzie do władzy, to nie będzie się kłaniał ani Berlinowi, ani Brukseli, ani Paryżowi. Nie przewidział tylko, że będzie musiał się liczyć z prawie nikomu w Polsce do wczoraj nieznaną instytucją, czyli Komisją Wenecką. Dziś już wiemy, że opinia Komisji będzie negatywna wobec poczynań rządu w sprawie Trybunału. Cóż więc robi prezes? Stosuje stary manewr – dyskredytację. „Komisja Wenecka skompromitowała się przeciekiem opinii. To jest tylko projekt, ale jeśliby go potraktować poważnie, to jest on absurdalny w sensie prawnym” – stwierdził Kaczyński. I dodał, że KW nie jest ciałem, które ocenia „z punktu widzenia prawa” różnego rodzaju wątpliwości, tylko instytucją o „bardzo wyraźnym nastawieniu politycznym”. Oczywiście w podtekście – europejskim, co znaczy: wrogim PiS.

+ Po drugie, prezes PiS wie, że opinia Komisji o polskim rządzie jest kluczowa zarówno dla Unii Europejskiej, jak i dla Stanów Zjednoczonych. Oczywiście, z punktu widzenia PiS konflikt z Brukselą może być przez jego elektorat przywitany nawet z radością, choć to zła wiadomość dla naszego państwa. Ale iść na wojnę z Ameryką? To czyste szaleństwo, nawet dla zwolenników prawicy. Tymczasem Amerykanie, jak napisał „Wall Street Journal”, naciskają na Polskę, by posłuchała zaleceń Komisji Weneckiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. W przeciwnym razie administracja amerykańska doprowadzi do ochłodzenia stosunków bilateralnych. A ceną za eskalację konfliktu wokół Trybunału może być to, że Waszyngton nie zwiększy obecności NATO w Polsce. Tymczasem to jedna z kluczowych obietnic i prezydenta Dudy, i premier Szydło.

A Putin się cieszy

Jarosław Kaczyński, co widać jak na dłoni, nie ma już dobrego wyjścia. Ma tylko złe: jeśli ugnie się przed Komisją Wenecką, to w oczach swoich zwolenników okaże się „mięczakiem”. A na taki luksus nie może sobie przecież pozwolić.

Jeśli postawi się okoniem, znajdzie się na cenzurowanym Ameryki i Unii Europejskiej. Jeśli prezes tak zrobi, a pewnie tak właśnie uczyni, wybierając konfrontację, to mamy duży problem. Nie Kaczyński i nie PiS – problem ma Polska. Bo wkroczenie na wojenną ścieżkę zarówno z Brukselą, jak i Waszyngtonem, naszymi naturalnymi sojusznikami i gwarantami naszego bezpieczeństwa, to nawet nie jest zbrodnia. To jest po prostu błąd. Błąd, z którego cieszy się jednak i za działania Kaczyńskiego trzyma kciuki jeden człowiek. Mieszka w Moskwie. I zwie się Putin. Władimir Putin.

Jarosław Makowski jest filozofem, teologiem i publicystą, radnym sejmiku śląskiego z ramienia PO

toMiała

wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.