Schetyna, 07.02.2016

 

Schetyna popełnił duży błąd ws. programu 500+. Jego pomysł jest nieodpowiedzialny

Witold Gadomski, 07.02.2016

Grzegorz Schetyna podczas konferencji prasowej dotyczącej programu

Grzegorz Schetyna podczas konferencji prasowej dotyczącej programu „Rodzina 500+” (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Za kilka miesięcy sprawa podniesienia podatków będzie najbardziej gorącym tematem politycznym w Polsce. Ale Platforma Obywatelska, proponując jeszcze mniej odpowiedzialne rozwiązanie niż PiS, pozbawi się prawa do protestowania przeciwko wzrostowi podatków.
 

Przedstawiony przez Grzegorza Schetynę pomysł rozszerzenia programu 500+ także na pierwsze dzieci w rodzinach można porównać do propozycji prezydenta Bronisława Komorowskiego rozpisania referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych. Jest nieprzemyślany, niewiarygodny i niespójny z dotychczasowym programem Platformy Obywatelskiej. Do dziś nie można znaleźć autora pomysłu wrześniowego referendum, który nie tylko nie pomógł wygrać Komorowskiemu wyborów, ale być może zaważył na jego klęsce.

Schetyna z niewiadomych powodów powtarza ten błąd. Rano w piątek Janusz Lewandowski krytykował w Radiu TOK FM program rządowy 500+ za to, że jest nieodpowiedzialny i niemożliwy do sfinansowania, a kilka godzin później nowy przewodniczący partii ogłasza, że PO chce programu dwukrotnie bardziej kosztownego, który ostatecznie zburzy równowagę finansów publicznych. Jego decyzja zaskoczyła wielu działaczy PO, a przede wszystkim wszystkich tych, którzy gotowi byliby oddać na Platformę głos, uznając ją za partię bardziej wiarygodną od PiS. W ten sposób Schetyna nie przyciągnie wyborców PiS, a ostatecznie zniechęci tradycyjny elektorat PO.

Program PiS 500+ został wymyślony na użytek wyborów. Jego celem było zwycięstwo partii Kaczyńskiego, nie zaś załatwienie problemów społecznych i demograficznych. Gdyby sprawy niskiej dzietności polskich rodzin rzeczywiście leżały PiS-owi na sercu, program należałoby poprzedzić dokładnymi analizami, wziąć pod uwagę doświadczenia innych krajów, które stosują bardziej finezyjne sposoby zachęcania kobiet do rodzenia dzieci, dokładnie wyliczyć koszty i ich konsekwencje dla gospodarki, a przede wszystkim przedstawić wiarygodny sposób wieloletniego finansowania. Nic takiego nie zostało zrobione. PiS zaproponował program, który się dobrze sprzedawał w kampanii wyborczej – stąd obietnica dania kilku milionom rodzin równej kwoty 500 zł miesięcznie. Ale program ten będzie ogromnym obciążeniem dla gospodarki i budżetu państwa przez wiele lat. Sposób jego sfinansowania – podatkami, które rzekomo nie dotkną społeczeństwa, tylko nielubiane banki i hipermarkety – bardzo szybko okazał się całkowicie niewiarygodny.

Dziś minister finansów rozpaczliwie szuka sposobu zatkania dziury budżetowej spowodowanej obietnicami wyborczymi i pisze wyjaśniające listy do Komisji Europejskiej zaniepokojonej stanem polskich finansów. A przecież prawdziwe problemy zaczną się dopiero w roku przyszłym, gdy rząd nie będzie mógł już liczyć na nadzwyczajne dochody z aukcji LTE, a koszty programu 500+ wzrosną. Jest oczywiste, że jesienią rząd podniesie podatki – VAT do 25 proc., wprowadzi nowe, wyższe stawki PIT, a przede wszystkim obejmie progresywnym podatkiem dochody firm rodzinnych i osób samozatrudnionych, dziś płacących liniowy 19-procentowy podatek. Jak zawsze za spełnienie obietnic polityków zapłacą podatnicy.

Przed takim scenariuszem – nieuniknionym, gdyż wzrost wydatków państwa musi oznaczać wzrost podatków – należy już dziś ostrzegać i protestować. Za kilka miesięcy sprawa podniesienia podatków będzie najbardziej gorącym tematem politycznym w Polsce. Ale Platforma Obywatelska, proponując jeszcze mniej odpowiedzialne rozwiązanie niż PiS, pozbawi się prawa do protestowania przeciwko wzrostowi podatków.

schetynaPopełnił

wyborcza.pl

 

Dr Flis: opozycja przyjęła ryzykowną strategię, bo wpisała się w logikę PiS

07.02.2016

- Opozycja przyjęła bardzo wątpliwą i ryzykowną strategię, bo wpisała się w logikę PiS. „Retoryka podziału” jest politycznie kusząca, ale bywa także niebezpieczna, co pokazał przykład PO – powiedział dr Jarosław Flis, komentując spór o programy społeczno-gospodarcze PiS-u. W jego ocenie, opozycja, stosując taką narrację, może trafić na „szklany sufit”, który uniemożliwi jej zdobycie poparcia większości wyborców. – Koszty tej strategii mogą być więc wysokie – dodał socjolog.

Dr Jarosław Flis

Foto: fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta Dr Jarosław Flis

Kontrowersje wokół programów społeczno-gospodarczych PiS

Chwedoruk: będzie koalicja PO z Nowoczesną

Polityka Prawa i Sprawiedliwości w zakresie podatkubankowego, podatku od obrotów handlowych i programu „Rodzina 500 plus” doprowadziła do sporu z partiami opozycyjnymi, z uwagi na znaczne koszty tych działań, które mogą obciążyć społeczeństwo, a zwłaszcza klasę średnią. Dr Jarosław Flis, oceniając retorykę opozycji związaną z tymi zmianami, zwraca jednak uwagę na niejasność stosowanych przez polityków pojęć i sprzeczne opinie, jeśli chodzi o intencje rządu wprowadzającego budzące kontrowersje programy.

- Dużo zależy od tego, jakie przyjmiemy definicje, zwłaszcza jeśli chodzi o klasę średnią. To pojęcie jest dramatycznie nadużywane, ale można przyjąć, że są to względnie zamożne osoby z wyższym wykształceniem. Podobny problem jest związany z podatkiem bankowym i od obrotów handlowych, ponieważ opinie dotyczące skutków ich funkcjonowania są mocno podzielone – tłumaczy politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Tak samo jest w przypadku programu „500 plus”, z którego pieniądze trafią nie tylko do biednych, ale także do osób bogatych – dodał.

 

Dr Flis: partie opozycji przyjęły bardzo ryzykowną strategię

Programy te szybko stały się przedmiotem politycznego starcia. – Opozycja przyjęła bardzo wątpliwą i ryzykowna strategię, bo wpisała się w logikę PiS. Politycy partii Kaczyńskiego twierdzą, że tylko oni pomagają biednym, podczas gdy opozycja ma stać na straży interesów bogatych – stwierdził dr Flis w rozmowie z Onetem. – Taka „retoryka podziału” jest politycznie kusząca, ale jest także niebezpieczna; to był jeden z powodów porażki PO w ostatnich wyborach, bo powstało przekonanie, że partia ta jest zainteresowana tylko tymi, którym jest dobrze – zaznaczył.

W opinii eksperta, taka „strategia podziału” może przynieść korzyści opozycji, ale nie jest ona zbyt obiecująca i zbyt trwała. – Notowania partii opozycyjnych będą wprawdzie rosnąć, ale tylko do określonego poziomu, w którym pojawi się zawsze „szklany sufit”. Dana partia może zdobyć poparcie np. 30 proc. Polaków, ale nie uda się jej przebić poziomu 40 procent. Koszty tej strategii mogą być wysokie, a będzie musiała je zapłacić opozycja; moim zdaniem, to właśnie dlatego jest to strategia tak ryzykowna – ocenił dr Flis.

„Taka retoryka może podzielić Polaków na „lepszych” i „gorszych”"

Strategia tego typu, niezależnie od jej długoterminowych skutków, jest jednak użytecznym elementem walki politycznej. Socjolog z UJ odwołuje się w tym kontekście do rywalizacji pomiędzy PO i Nowoczesną. Ale, jak wskazuje, ograniczeniem jest to, że Ryszard Petru walczy o wyborców Platformy, „choć nie stanowią oni większości społeczeństwa”. Co więcej, „retoryka podziału” – w kontekście programów społeczno-gospodarczych PiS-u – mogłaby w konsekwencji „podzielić Polaków na lepszych i gorszych – tych, którym żyje się lepiej, i tych, którzy sobie nie radzą”.

- W praktyce taki podział to twardy darwinizm społeczny, który w Polsce ma wielu zwolenników, ale czy on wystarczy do przejęcia władzy w kolejnych wyborach? W takie tony od lat uderza przecież Janusz Korwin-Mikke, ale nie udało mu się przekroczyć progu 5 proc. w wyborach parlamentarnych. A zdobycie ponad połowy głosów wyborców przez opozycję w obecnej sytuacji jest dla niej o wiele trudniejszym wyzwaniem – podkreślił dr Jarosław Flis w rozmowie z Onetem.

drFlis

Onet.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.